Nauka

Mięsna historia człowieka

Jak mięso zmieniło człowieka?

Benjamin Ashton / Unsplash
Większy mózg, mniej włosów, ciemniejsza skóra – mięso zmieniło ludzi na wiele sposobów. Stało się symbolem władzy, bogactwa, męskości. Jak się zaczęła i dokąd prowadzi nasza mięsożercza obsesja?
Nasi pierwsi przodkowie nie polowali , byli padlinożercami. Polować nauczyli się później.The Natural History Museum/Alamy/BEW Nasi pierwsi przodkowie nie polowali , byli padlinożercami. Polować nauczyli się później.
Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Ten pogląd bardzo długo uznawano za prawdziwy.Westend61/Getty Images Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Ten pogląd bardzo długo uznawano za prawdziwy.
Dzisiaj znaczne części upraw zbożowych przeznacza się na skarmianie zwierząt hodowlanych.Voronin76/PantherMedia Dzisiaj znaczne części upraw zbożowych przeznacza się na skarmianie zwierząt hodowlanych.

Tekst ukazał się w tygodniku POLITYKA w grudniu 2015 r.

Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu małe kudłate zwierzę, przypominające skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem, skakało z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu soczystych owoców. Purgatorius (tak nazwano to stworzenie), podobnie jak i inni wcześni przodkowie człowieka, nie jadał mięsa. W terminologii współczesnej był frutarianinem – opierał swoją dietę na owocach.

Przez dziesiątki milionów lat nasi przodkowie byli weganami: poczynając od purgatoriusa, pierwszego znanego nam przedstawiciela rzędu naczelnych, po bardziej znajomo wyglądających australopiteków. Badania ich zębów wykazują, że do ok. 15 mln lat temu żywili się głównie owocami. Nieco później, na przedsionku okresu paleolitycznego, masywne trzonowce sugerują przejście na dietę trudniejszą do rozdrobnienia: liście drzew, korę, trawy. Gdyby ci przodkowie człowieka spróbowali współczesnego obiadu opartego na mięsie, nie byliby go w stanie strawić. Spora dawka schabowych mogłaby się dla nich wręcz skończyć śmiercią wskutek skrętu kiszek. Ich przewody pokarmowe, z charakterystycznym dla roślinożerców pokaźnym jelitem ślepym, nie były przystosowane do trawienia mięsa.

Od orzechów do mięsa

Zdaniem naukowców tym, co przygotowało nas na dietę mięsną, były orzechy i nasiona. Kaloryczne, tłuste, przyczyniły się do zmniejszenia jelita ślepego homininów i rozwoju jelita cienkiego, gdzie są trawione tłuszcze. To dzięki orzechom i nasionom 2,5 mln lat temu nasi krewni mogli wreszcie zabrać się za mięso. Przy czym nikt do końca nie wie, dlaczego właściwie zaczęli je jeść. Zdaniem takich naukowców, jak Katharine Milton z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, to zmiany klimatu przyczyniły się do modyfikacji diety homininów. Afrykańska kolebka ludzkości ochłodziła się wówczas i wyschła. Obfitujące w owoce i nasiona lasy ustąpiły miejsca sawannom, których trawy stały się pożywieniem coraz liczniejszych roślinożerców: antylop, żyraf, gazeli. Te zaś z kolei często padały ofiarą ówczesnych drapieżników – od ogromnych tygrysów szablozębnych po polujące hieny Chasmaporthetes. Nasi przodkowie, których dotychczasowe pożywienie stało się trudniejsze do znalezienia, musieli w miarę często trafiać na niedojedzone ofiary mięsożerców. Czemu więc nie spróbować?

Najstarsze dowody znaleziono w Gonie w północnej Etiopii. To liczące sobie jakieś 2,5 mln lat kości Hippariona, wymarłego już gatunku konia, na których przodkowie człowieka zostawili nacięcia – ślady po kamiennych narzędziach używanych do ćwiartowania. Ponieważ jednak było to znalezisko dość odosobnione, naukowcy uważają, że dopiero jakieś pół miliona lat później hominini zabrali się za jedzenie mięsa na dobre. W 2012 r. paleoantropolodzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odkryli na wybrzeżu Jeziora Wiktorii w Kenii tak duże zbiorowisko pociachanych kości zwierząt, że rozwiało to wątpliwości co do mięsożerności mieszkańców Afryki sprzed 2 mln lat.

Czym delektowali się ówcześni przodkowie? Czym się dało: od gigantycznych wymarłych słoni z gatunku Deinotherium (mierzyły 4 m od ziemi do nasady szyi), przez hipopotamy i nosorożce, po żaby i jeże. Nie oznacza to jednak, że już przed 2 mln lat hominini byli sprawnymi myśliwymi. Raczej sprawnymi... padlinożercami. Początkowo, twierdzą naukowcy, albo jadali to, co zostało po ucztach innych drapieżców, albo odganiali tych drapieżców od upolowanej ofiary. Można to ocenić po kościach, jakie obrabiali; często do jedzenia zostawały im mniej smakowite kąski, jak szpik czy mózgi. Dopiero znaleziska ponacinanych kości z tych części zwierzyny, które lwy czy gepardy lubią najbardziej i zjadają w pierwszej kolejności (jak mięsiste nogi), sugerowały, że kolację hominini upolowali sobie sami.

Znalezione czy upolowane mięso poważnie zmieniło przodków człowieka. Niektórzy naukowcy, z Henrym T. Bunnem, profesorem antropologii z University of Wisconsin-Madison, na czele, posuwają się wręcz do twierdzenia, iż „mięso zrobiło z nas ludzi”. Po pierwsze, to prawdopodobnie właśnie dzięki jadaniu mięsa mózg przodków człowieka mógł się znacznie powiększyć. Mózg to kosztowny organ – zużywa 20–25 proc. energii potrzebnej do działania całego organizmu. Dieta w stylu australopiteków (liście, kora) była mało kaloryczna i pełna błonnika – jak mówią paleoantropolodzy – zbyt niskiej jakości, by utrzymać duży mózg. Według teorii sformułowanej jeszcze w 1995 r. przez Leslie Aiello, profesor paleoantropologii z University College w Londynie, i Petera Wheelera z John Moores University w Liverpoolu to właśnie mięso, kaloryczny pokarm pełen białka, mikroelementów i witamin, pozwoliło przodkom wykarmić ich coraz większe mózgi.

Po drugie, to że hominini weszli do grupy drapieżców i zaczęli konkurować z tak niebezpiecznymi zwierzętami, jak lwy czy tygrysy szablozębne, pchnęło ewolucję w kierunku coraz większej postury ciała (dużemu łatwiej odgonić lwa od upolowanej antylopy). Już 1,7 mln lat temu Homo był 50 proc. większy od przeciętnego australopiteka. Po trzecie, polowanie przyczyniło się do... łysienia. Ściganie zwierzyny to forsowna aktywność. Dobrze, by ciało myśliwego było w stanie efektywnie pozbyć się nadmiaru wytwarzanego ciepła, stąd też przodkowie zaczęli tracić futro i bardziej się pocić. W porównaniu z bliskimi krewnymi, szympansami, pocimy się znacznie bardziej, szczególnie na plecach i klatce piersiowej. Ok. 1,5 mln lat temu, gdy hominini byli już na dobre mięsożercami, pojawiła się też mutacja w genach odpowiedzialnych za wariacje w kolorze skóry. Dzięki ciemniejszej pigmentacji coraz bardziej wyeksponowana skóra przodków mogła być chroniona przed afrykańskim słońcem.

Co więcej – jak twierdzi prof. Richard Wrangham z Harvard University – od kiedy przodkowie odkryli technologię gotowania, mięso mogło zmienić ich ciała jeszcze bardziej. Gdy już hominini zaczęli pichcić (a mogli to zacząć robić nawet 1,7 mln lat temu, jak sugerują pozostałości ognisk odkryte w jaskini Wonderwerk w RPA – choć te znaleziska są jeszcze kontestowane w środowisku naukowym), ich mózgi mogły dostać jeszcze więcej kalorii z mięsa. Na dodatek miękkie i stosunkowo łatwe do przeżucia gotowane mięso mogło przyczynić się do tego, iż mamy tak małe usta i słabe szczęki (w porównaniu z innymi naczelnymi).

Nie jesteśmy kotami

Te wszelkie wywołane przez jedzenie mięsa zmiany nie oznaczają jednak, że ludzie są stworzeni do bycia mięsożercami. Gdyby przodkowie mieli do dyspozycji masło orzechowe albo placki ziemniaczane, nie potrzebowaliby pieczystych gazeli, by zapewnić mózgowi wystarczającą ilość kalorii i białek. Ludzie, podobnie jak szczury i karaluchy, są wszystkożercami, nie mięsożercami – jak koty czy wilki. W przeciwieństwie choćby do kotów możemy żyć zdrowo bez produktów zwierzęcych (mruczkom na diecie bezmięsnej braknie np. witaminy A, której nie mogą przetworzyć tak jak my z beta-karotenu).

Nie mamy też zębów mięsożerców – wbrew powszechnej opinii kły nimi nie są. Praktycznie wszystkie ssaki mają kły, a ich rozmiar świadczy jedynie o tym, że przedstawiciele danego gatunku walczą między sobą (stąd ogromne kły wegańskich goryli). Zębami do jedzenia mięsa są tzw. łamacze, duże i ostre, które można znaleźć choćby na tyłach szczęk psa. My, ludzie, łamaczy nie mamy. Nie mamy również silnych mięśni szczęk mięsożerców ani nie potrafimy tak szeroko jak one otworzyć ust.

Nie jesteśmy więc skazani na mięso, ale polowanie przyczyniło się do rozwoju ludzkich społeczności. Mięso bowiem jest specyficznym pokarmem. W odróżnieniu od owoców czy orzechów zdobywa się je rzadko, za to w dużych porcjach – i to w takich, które szybko się psują. Jeden człowiek może zjeść wszystkie orzechy, które sam nazbiera, ale z upolowanym słoniem już sobie nie poradzi (taki słoń to ok. 500 tys. kalorii – tyle co 1400 schabowych 100-gramowych).

Upolowanego słonia trzeba podzielić między plemię, a to przepis na politykowanie. Kto dostanie najwięcej? Kto otrzyma najlepsze kęski? Któremu z myśliwych najbardziej dziękować za ucztę? Już szympansy używają mięsa do celów politycznych, strategicznie rozdzielając upolowaną zdobycz, tworzą koalicje między członkami stada. Powiązanie pomiędzy mięsem, prestiżem i władzą, nabyte przez ludzkość w czasach szablozębnych tygrysów, to coś, co przetrwało przez wieki, przyczyniając się do tego, jak dużo jemy kiełbas i kotletów w XXI w.

Ludzkość lubi mięso. W skali świata rocznie na kotlety i kiełbasy idzie ponad 64 mld sztuk zwierząt – i to tylko jeśli liczyć te z ośmiu najważniejszych mięsnych gatunków. Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjadł w 2013 r. 43,1 kg mięsa. Przeciętny Polak – 67,5 kg, Amerykanin zaś – 92,3 kg. Apetyty rosną. Holenderski Rabobank International przewiduje w swoim raporcie, że w porównaniu z 2010 r. w 2030 r. ludzkość zje 44 proc. mięsa więcej. Niewątpliwie jednym z tego powodów jest smak mięsa – unikatowa mieszanka tłuszczu, umami i zapachów powstających w tzw. reakcji Maillarda (brązowienia, do którego dochodzi, gdy smażymy czy pieczemy mięso). Innym motorem obsesji mięsa jest marketing i lobbing potężnego przemysłu, który w samych tylko Stanach Zjednoczonych odnotowuje roczne sprzedaże wartością przewyższające PKB Węgier. Gdyby jednak nie symbolika mięsa, ludzkości dużo łatwiej byłoby zarzucić jedzenie kotletów i kiełbas, niezależnie od ich smaku czy lobbingu producentów.

Coś , o czym wszyscy marzą

Mięso to przede wszystkim symbol dostatku i władzy. Tym, co przyczyniło się do przekonania, że jedzenie mięsa jest oznaką statusu, był mechanizm, który Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University, nazywał zasadą niedostatku (ang. scarcity principal). Na podstawie licznych eksperymentów wykazał, że im bardziej coś jest trudno dostępne, tym bardziej sobie to cenimy. Przez wieki mięso było trudno dostępne i drogie. Produkcja żywności ze zwierząt jest bowiem mało efektywna: aby wyhodować 1 kg wołowiny, krowa musi zjeść 13 kg zbóż. To dlatego Oskar Kolberg w „Materyałach do Etnografii Słowiańskiej” z 1871 r. odnotowywał, że chłopi „mięsa rzadko kiedy uwidzą. Na weselu nawet mięso w skąpych tylko ukazuje się porcyach”. Tymczasem arystokracji nie brakowało „baraniny, cielęciny, kapłonów, gęsi, kaczek, zajęcy, jeleni, sarn, odyńców i innej zwierzyny, jako to przepiórek, koropatw, skowronków” – jak przywoływał Beauplan, „indżynier w służbie królów polskich, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza”. Mięso nabrało waloru luksusu, czegoś, o czym większość tylko marzy.

Co więcej, im bardziej traktujemy dane potrawy jako nagrodę, tym bardziej lubimy je jeść. W eksperymentach przeprowadzonych m.in. przez Leann Birch, profesor psychologii z Penn State University, dzieci, którym mówi się, że dostaną ciasteczko za dobre zachowanie, nabierają większego niż zwykle apetytu na słodkości (działa to też w drugą stronę: jeśli oferować dzieciom w nagrodę marchewki, staną się one dla nich przysmakiem). Mięso przez wieki traktowane było jako nagroda. Odmawiano go sobie w czasie postów, by móc ucztować przy nim w czasie świąt i biesiad (samo słowo karnawał pochodzi od włoskiego carnevale, pożegnanie z mięsem). Również jedzenie potrawy w czasie świętowania samo w sobie przydaje jej smakowitości. W eksperymentach Leann Birch dzieci najbardziej lubiły jadać to, co regularnie dostawały podczas imprez towarzyskich, zwłaszcza jeśli dorośli wokół się uśmiechali (notka do rodziców: to dlatego zmuszanie do niczego dobrego nie prowadzi).

Mięso to również męskość. Korzenie tego przekonania sięgają do często podświadomej wiary w to, iż stajemy się tym, co jemy. Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Aby mieć mięśnie jak wół, najlepiej skonsumować wołu. Starożytni Grecy uważali, że zjedzenie słowika prowadzi do bezsenności, a w jednym z plemion Papui-Nowej Gwinei mówi się, że aby szybko rosnąć, dzieci powinny jeść to, co najszybciej rośnie.

W jednym ze swoich eksperymentów Paul Rozin, profesor psychologii z University of Pennsylvania, wykazał, że studenci uważają, iż osoby, które jadałyby dziki, byłyby szczególnie owłosione, a smakosze żółwi – powolni. Nic dziwnego więc, że wciąż tak silna jest wiara wśród mężczyzn w to, że aby mieć pokaźne mięśnie, należy jeść mięso (czego nie potwierdzają ani badania, ani przykłady kulturystów wegan). Co ciekawe, zdaniem uczonych, im bardziej mężczyźni czują, iż współczesna kultura zagraża ich tradycyjnie definiowanej męskości (bo metroseksualizm, bo małżeństwa gejów, bo urlopy tacierzyńskie), tym więcej pojawia się odniesień do mięsa jako pożywienia prawdziwych mężczyzn. Pisał o tym jeszcze w 1976 r. prof. Jean Mayer: „Im więcej mężczyźni przesiadują całymi dniami za biurkiem, tym bardziej chcą upewnić swoją męskość, zajadając wielkie kawały krwawiącego mięsa, ostatniego symbolu machismo”.

Symbolika mięsa jako czegoś, co daje władzę i prestiż, jest też jednym z motorów rosnących apetytów na mięso w Azji. Od lat 80. konsumpcja mięsa w Chinach zwiększyła się czterokrotnie. W miastach Indii spożycie drobiu między 2000 a 2030 r. ma pójść w górę o 1277 proc., a wołowiny w Nepalu o 1329 proc.! Za czasów Gandhiego w Indiach popularne było przekonanie, iż Brytyjczycy są kolonialną potęgą, gdyż lubują się w wołowinie, w przeciwieństwie do słabowitych wegetariańskich mieszkańców subkontynentu. Sam Gandhi też w to przez pewien czas wierzył za sprawą jednego ze swoich przyjaciół, którego cytował w autobiografii: „Jesteśmy słabymi ludźmi, bo nie jadamy mięsa. Anglicy są w stanie nami rządzić, bo oni mięso jedzą”. Jeszcze barwniej zilustrował to w 1976 r. Den Fujita, ówczesny prezes japońskiego McDonald’s: „Jeśli będziemy jadać hamburgery przez tysiąc lat, staniemy się blondynami. A jak będziemy blondynami, zawojujemy świat”.

Jak wykarmić zwierzęta?

Symbolika mięsa jest tak głęboko zakorzeniona w ludzkiej świadomości, że niełatwo nam zrezygnować z kotletów i wędlin, choćby nie wiem jak straszono rakiem i zawałami. Nie oznacza to, że nie powinniśmy poważnie przemyśleć mięsolubnych zwyczajów – i to nie tylko dla zdrowia. Również dlatego, że planeta nie daje sobie rady z taką dietą. W 1900 r. niewiele ponad 10 proc. światowych zbiorów zbóż szło na wyżywienie zwierząt gospodarczych. Teraz w USA dla zwierząt idzie już 60 proc. zbóż. Gdyby w 2050 r. cała ludzkość chciała jeść tyle mięsa co Amerykanie, brakłoby planety, aby te wszystkie krowy, kury i świnie wykarmić. Do tego dochodzi ocieplenie klimatu: konsumpcja mięsa odpowiedzialna jest za jakieś 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej niż wszystkie samochody i samoloty razem wzięte. Nic dziwnego, że w listopadowym (2015 r.) raporcie brytyjski think tank Chatham House wskazywał, iż „zmniejszenie globalnej konsumpcji mięsa będzie miało zasadnicze znaczenie dla utrzymania wzrostu globalnego ocieplenia poniżej »niebezpiecznego poziomu« dwóch stopni Celsjusza”.

Choć mięso zrobiło z nas ludzi, w XXI w. jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji niż przodkowie przed 2,5 mln czy nawet 100 laty: mamy dostęp do rozmaitych ultrazdrowych produktów roślinnych z całego świata. Czas zacząć je jeść. Jak marzył Cezary Baryka w „Przedwiośniu”: „W nowej cywilizacji niekoniecznie będzie się pożerało mięso starszych naszych braci w Darwinie”. I dzięki temu, uważał Baryka, polskie chłopstwo będzie „rasą najzdrowszą na ziemi”.

***

Książka autorki „Meathooked: The History and Science of Our 2.5-Million-Years Obsession With Meat” ukaże się w lutym 2016 r. w USA.

Polityka 51/52.2015 (3040) z dnia 15.12.2015; Nauka; s. 102
Oryginalny tytuł tekstu: "Mięsna historia człowieka"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną