Nauka

Złapać oddech

Co ma wspólnego bezdech nocny ze wzwodem członka?

Dopytywanie o wzwód członka w gabinecie lekarza rodzinnego bywa krępujące. Dopytywanie o wzwód członka w gabinecie lekarza rodzinnego bywa krępujące. Matheus Vinicius / Unsplash
1,5 mln Polaków może cierpieć na bezdech podczas snu. To poważne schorzenie. Nieleczone grozi utratą zdrowia, a dziś także prawa jazdy.
Ośrodków specjalizujących się w diagnostyce bezdechów, posiadających kontrakty z NFZ, jest niewiele, więc kolejki do nich są kilkumiesięczne.BVDC01/PantherMedia Ośrodków specjalizujących się w diagnostyce bezdechów, posiadających kontrakty z NFZ, jest niewiele, więc kolejki do nich są kilkumiesięczne.
Pacjenci z bezdechami mają dwukrotnie wyższe ryzyko wystąpienia zawału serca lub udaru mózgu.Media for Medical/UIG/Getty Images Pacjenci z bezdechami mają dwukrotnie wyższe ryzyko wystąpienia zawału serca lub udaru mózgu.

Dopytywanie o wzwód członka w gabinecie lekarza rodzinnego bywa krępujące. Zwłaszcza gdy 50-letni pacjent przyszedł wyjaśnić przyczynę palpitacji serca i nadciśnienia, a nie zdaje sobie sprawy, że pierwszym objawem miażdżycy może być brak erekcji. Jeszcze bardziej się obruszy, kiedy podczas zbierania wywiadu lekarz zapyta go również, czy chrapie. Co to ma wspólnego z jego dolegliwościami? Nawet jeśli w nocy dostaje regularne kuksańce od żony, to jeszcze nie powód, by zdradzać tajemnice alkowy.

Przez długie lata tematu nie było. Polacy, rzec można, chrapali bezkarnie. Gdy kilka lat temu wyrastające jak grzyby po deszczu prywatne kliniki laryngologiczne zaczęły zwabiać ich oryginalnymi metodami likwidującymi tę przypadłość, o zagrożeniach wynikających z nieleczonego chrapania można było tu i ówdzie przeczytać. Ale moda minęła. Podobnie jak efekty tamtych zabiegów, utrzymujące się z reguły przez 5–6 lat.

Niestety, choć dolegliwość jest powszechna, medycyna nie bardzo potrafi uporać się z tym problemem. Doraźnie, gdy ktoś łagodnie chrapie po alkoholu, wystarczy go przewrócić na bok. Gdy przyczyną są przerośnięte migdałki lub skrzywiona przegroda nosa, operacyjnie można udrożnić górne drogi oddechowe. Ale kiedy problem tkwi w zbyt wiotkim podniebieniu, jego uniesienie i usztywnienie stanowi nie lada wyzwanie. Opatentowano już wiele metod: z użyciem laserów, implantów, rozmaitych fal poszerzających cieśń gardła, lecz efekty nie u wszystkich są długotrwałe. A u pacjentów z tzw. bezdechami, u których pozornie błaha dolegliwość zagraża życiu, skuteczność bywa najmniejsza. Jednak jakoś leczyć się trzeba! Zwłaszcza że od tego roku za ukrywanie chrapania i bezdechów sennych można stracić prawo jazdy.

Spać nie dajesz

Podobno bezdech senny trudno przed lekarzem zataić. Czyżby? Jeśli tym lekarzem (lub lekarką) jest ktoś, obok kogo śpisz (a raczej: komu spać nie dajesz), to na pewno szybko problem wychwyci. Bezdechy senne polegają na zaniku przepływu powietrza w drogach oddechowych dłuższym niż 10 sekund. Zlokalizowany u podstawy mózgu ośrodek oddechowy działa poza naszą kontrolą, więc gdy gardło jest zatkane, mięśnie klatki piersiowej oraz brzucha zaczynają coraz mocniej pracować i przy maksymalnym wysiłku – po kilkunastu lub kilkudziesięciu sekundach trwania bezdechu – dochodzi do przebudzenia, które udrożnia górne drogi oddechowe. Pierwszy skuteczny wdech objawia się gwałtownym, głośnym chrapnięciem. To słychać, bo przypomina nieraz walkę człowieka o haust powietrza.

Ale ilu lekarzom zapala się czerwona lampka, gdy do gabinetu wchodzi tęgi pacjent w średnim wieku z szeroką szyją, który skarży się na nadmierną senność podczas dnia, problemy z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą czy zaburzeniami rytmu serca? Podręcznikowy wzorzec chorego z bezdechem! Pacjenci nie są jednak świadomi, że czują się niewyspani wyłącznie z powodu bezdechu; ba, kto by się chwalił przed lekarzem, że chrapie? Gdyby było tak idealnie, jak niektórzy twierdzą – że łatwo te przypadki wychwycić – nie mielibyśmy w Polsce tak koszmarnej statystyki: spośród 1,5 mln mogących cierpieć na tę przypadłość leczy się niecałe 3 proc. To najgorszy wskaźnik w Europie (np. w Hiszpanii – 33 proc., w Holandii – 17 proc., w Czechach – 4,5 proc.). – Teraz, gdy w Unii Europejskiej pojawił się obowiązek kontroli kierowców, nastawienie do tej choroby powinno się diametralnie zmienić – ma nadzieję dr hab. Filip M. Szymański z I Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na co dzień zajmuje się chorymi z zaburzeniami oddychania podczas snu; również tymi, u których rozwinęły się już powikłania ze strony układu krążenia, gdyż bezdechów nie wychwycono u nich wcześniej.

Komisja Europejska zadecydowała, a polski minister zdrowia przypieczętował stosownym rozporządzeniem, aby kierowcy ze zdiagnozowanym i nieleczonym bezdechem sennym nie otrzymywali lub tracili uzyskane w przeszłości prawo jazdy. Lekarz wykonujący badania kontrolne lub uprawniające do zdobycia prawa jazdy musi się upewnić, czy przyszły kierowca – jeśli chrapie i cierpi na umiarkowaną lub ciężką postać zaburzeń oddychania podczas snu – korzysta z terapii. W przeciwnym razie otrzyma decyzję odmowną.

To dla wspólnego bezpieczeństwa – twierdzą autorzy zmian wprowadzonych do dyrektywy w sprawie prawa jazdy. Podobny wymóg obowiązuje od dawna w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Według danych zebranych przez Komisję Europejską bezdech senny jest jedną z głównych przyczyn senności u kierowców i zaburzonej koncentracji. Ponieważ problem dotyka przeważnie pacjentów otyłych, nie chodzi tu tylko o zwykłe niewyspanie – nadwaga sprzyja cukrzycy, a duży brzuch u osoby siedzącej za kierownicą ogranicza ruchy przepony i swobodny oddech, więc mózg zostaje odcięty od tlenu. Stąd senność i spóźniony refleks.

Zawodowi kierowcy to jedna z najbardziej zaniedbanych zdrowotnie grup – ocenia doc. Filip Szymański. Wspólnie z prof. Krzysztofem Filipiakiem z I Kliniki Kardiologii WUM zapoczątkowali ogólnopolskie badanie RACER, mające na celu oszacowanie ryzyka chorób układu krążenia u zawodowych kierowców i stworzenie dla nich programu prewencji. Po przebadaniu 800 kierowców ciężarówek, autobusów miejskich i autokarów (docelowo grupa będzie liczyła tysiąc osób) już wiadomo, że: ponad połowa ma nadwagę i jest otyła, 40 proc. pali papierosy, 50 proc. choruje na nadciśnienie, 70 proc. żyje w stresie, a 8 proc. cierpi na depresję. A bezdech senny? – Wysokie ryzyko wykryto u co trzeciego kierowcy – odpowiada doc. Szymański. – W dodatku niewielu zdawało sobie sprawę, że paląc papierosy podczas jazdy i mając na karku kilka innych czynników ryzyka, są zagrożeni wystąpieniem zawału serca podczas podróży.

Do szpitala w środku nocy

Zainteresowanie kardiologów bezdechem sennym i innymi zaburzeniami oddychania podczas snu nie jest przypadkowe. Do tej pory temat pozostawał w gestii pulmonologów i ewentualnie laryngologów oferujących pacjentom rozmaite zabiegi, które z lepszym lub gorszym skutkiem niwelują chrapanie. Okazuje się jednak, że tak jak zaburzenia potencji lub niedobór witaminy D należy brać pod uwagę przy szacowaniu ryzyka poważnych chorób serca i naczyń krwionośnych, również i bezdech senny odgrywa tu istotną rolę. – Podczas wstrzymania oddechu we śnie dochodzi początkowo do m.in. spadku ciśnienia tętniczego krwi, spowolnienia tętna, a w momencie nagłego wybudzenia wartości te raptownie się podnoszą – wyjaśnia docent Szymański. Konsekwencje takiej huśtawki są bardzo poważne. – Może dojść do pęknięcia blaszki miażdżycowej, a w konsekwencji do zawału serca lub udaru mózgu.

Pacjenci z bezdechami sennymi mają dwukrotnie większe ryzyko tych poważnych stanów zagrożenia życia. I to oni najczęściej trafiają do szpitali w środku nocy. – Podczas snu organizm jest w stanie relaksacji. Wartości ciśnienia powinny być 1020 proc. niższe niż podczas aktywności w ciągu dnia – mówi kardiolog. – A u tych pacjentów jest wręcz odwrotnie.

Komisja Europejska postanowiła wymusić na lekarzach wykonujących badania kierowców, by uwzględniali bezdech senny jako niezależny czynnik zagrażający bezpieczeństwu na drogach. Ale, jak widać, tu chodzi nie tylko o ryzyko zaśnięcia za kierownicą, lecz o powikłania groźne dla życia. Wychwycenie tego zaburzenia powinno więc stać się regułą przestrzeganą także przez innych lekarzy, spoza kręgu medycyny pracy: rodzinnych, kardiologów, pulmonologów, internistów. A przecież często dochodzi do sytuacji, kiedy pacjent skarży się na bezsenność i otrzymuje pigułkę nasenną. Co jeszcze bardziej szkodzi przy chrapaniu i zaostrza bezdechy senne, ponieważ taki proszek (podobnie jak alkohol) zwiotcza górne drogi oddechowe i podniebienie zapada się częściej.

Co więc robić, aby w przypadku stwierdzenia choroby nie pogarszać swojego zdrowia i w dodatku nie stracić prawa jazdy? Rozporządzenie dostosowujące nasze przepisy do unijnej dyrektywy nie jest idealne, bo mało konkretne. Prawnicy wytknęli urzędnikom, że nie wskazali w nim, jakie szczegółowe badania należy wykonać, aby potwierdzić diagnozę, i jaki specjalista ma do tego prawo. Można się domyślać, że chodzi tu o polisomnografię – całonocne badanie rejestrujące fazy snu, przebudzenia, ruchy gałek ocznych i liczbę bezdechów – choć zdaniem ekspertów wystarczyłaby najpierw prostsza i tańsza poligrafia. – To badanie nie wymaga rejestracji EEG – tłumaczy prof. Władysław Pierzchała, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc. – A więc nie wiadomo, czy podczas jego wykonywania pacjent spał czy nie, ale jako badanie przesiewowe jest użyteczne. Wynik dodatni bezwzględnie wskazuje na występowanie bezdechu, przy negatywnym – można drążyć nadal.

Diagnostyka bezdechów

Ośrodków specjalizujących się w diagnostyce bezdechów, posiadających kontrakty z NFZ, jest niewiele, więc kolejki do nich są kilkumiesięczne. By je skrócić, diagnostykę można by oprzeć na kwestionariuszach oceniających ryzyko zaburzeń oddychania podczas snu, ryzyko senności podczas dnia oraz właśnie szerzej dostępnych badaniach poligraficznych. W przypadku stwierdzenia bezdechów, oprócz zmiany stylu życia, skutecznej farmakoterapii zmniejszającej ryzyko sercowo-naczyniowe pacjenta, należy chorego zakwalifikować do tzw. terapii CPAP. Polega ona na zakładaniu podczas snu protez powietrznych, czyli specjalnych (niestety, wcale nie tanich) masek przywracających prawidłowe oddychanie.

Fundusz refunduje je na razie tylko po badaniu polisomnograficznym i przy skierowaniu wydanym przez pulmonologa. Wraz z wejściem w życie nowych przepisów chętnych do badań i leczenia (które u wielu pacjentów może sprowadzać się do spania w takiej masce) będzie jednak zapewne dużo więcej niż do tej pory. – To po astmie druga najpowszechniejsza choroba układu oddechowego – podkreśla prof. Władysław Pierzchała. Oby słuszna skądinąd decyzja Komisji Europejskiej nie natrafiła w naszym kraju na przeszkody, które staną się zachętą do ukrywania problemu.

Polityka 12.2016 (3051) z dnia 15.03.2016; Nauka; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Złapać oddech"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną