Nauka

Z krową na ramieniu

Co tatuaże mówią o naszych przodkach?

Tatuaż zachowany na mumii kobiety z egipskiej osady Deir el-Medina. Tatuaż zachowany na mumii kobiety z egipskiej osady Deir el-Medina. Anne Austin
W przeszłości tatuaż leczył ciało i duszę, zbliżał do bogów i czynił do nich podobnym, określał status i profesję, odstraszał i wabił. Dla badaczy przeszłości te rysunki to ważna wskazówka na temat ich właścicieli.
Wytatuowana Scytyjka z wystawy w Martin-Gropius-Bau w Berlinie.Ilona Studre/Ullstein Bild/Getty Images Wytatuowana Scytyjka z wystawy w Martin-Gropius-Bau w Berlinie.

Gdy Anne Austin ze Stanford University w Kalifornii zauważyła na szyi mumii kobiety z egipskiej osady Deir el-Medina oko Horusa i dwa pawiany sądziła, że to malunek mający zapewnić zmarłej życie po śmierci. W końcu oko boga nieba (udżat) było popularnym amuletem ochronnym, a pawian formą boga mądrości Thota, który mógł pomagać zmarłej przejść przez zaświaty. Po dokładniejszych oględzinach okazało się jednak, że to tatuaż. Zdjęcia w podczerwieni mocno pociemniałego w procesie balsamowania ciała ujawniły 30 kolejnych obrazków. Także ramiona i plecy Egipcjanki pokrywały magiczne oczy, na ramieniu miała wizerunek krowy i instrumentu muzycznego sistrum, a na biodrach lotosy. To było ważne odkrycie, bo dotychczas figuralne tatuaże znano tylko z ikonografii. Na skórze zmarłych poddanych faraonów znajdowano wyłącznie szeregi punktów i kresek.

Lecznicze kropki

Tatuaż występował w wielu kulturach plemiennych w różnych zakątkach świata. Nie sposób rozstrzygnąć, czy znaki na ciałach ludzi na rytach naskalnych i figurkach z epoki kamienia to strój, ochrowy malunek czy tatuaż, ale znając ludzką potrzebę trwałej modyfikacji ciała, tej ostatniej opcji nie można wykluczyć.

Z początku, aby wprowadzić barwnik, nacinano lub nakłuwano skórę kościanymi igłami (stąd kropki) lub przez podskórne kanaliki przeciągano sznurek z sadzą, co tworzyło kreski. Bardziej rozbudowane wzory wymagały lepszej techniki i wielodniowych, bolesnych zabiegów, a motywacja, by się im poddać, bywała różna.

Od lat najstarszą wytatuowaną mumią jest Człowiek z lodu, który 5300 lat temu zamarzł w Alpach Ötztalskich. Miał poniżej kolan i na plecach (m.in. na wysokości kręgosłupa lędźwiowego) 61 znaków – dwa krzyżyki i 17 kombinacji kropek tworzących dwa lub trzy równoległe rzędy. Aaron Deter-Wolf z Tennessee Division of Archaeology i międzynarodowy zespół jego współpracowników podejrzewają, że jest to efekt sesji akupunktury, bo barwnik znajduje się w punktach nakłuwanych podczas terapii chorób, na które cierpiał Ötzi – zwyrodnieniowego zapalenia stawów i bólów brzucha (wywołanych u niego przez pasożytniczego nicienia włosogłówkę). Lecznicza funkcja tatuaży mogła mieć znaczenie w wielu innych kulturach. Wskazuje na to chociażby seria punktów i kresek na wysokości zagojonego złamania, jaką znaleźli archeolodzy rosyjscy na szczątkach mężczyzny pochowanego ok. 2600 r. p.n.e. w grobie katakumbowym w Remontnoje koło Rostowa nad Donem.

Uwodzące koraliki

Pierwsze tatuaże egipskie, które pojawiły się w sztuce na przełomie IV i III tys. p.n.e., też miały formę szeregów punktów. Ponieważ zauważono je głównie na figurach kobiet, egiptolodzy doszli do wniosku, że ich zadaniem była ozdoba ciała. Tatuaże przypominające sznury koralików wokół bioder, rąk i piersi posiadały często także wkładane do grobów figurki konkubin, które w zaświatach miały służyć zmarłemu za nałożnice, podejrzewano więc, że nosiły je głównie kobiety zarabiające ciałem – prostytutki, muzykantki i tancerki. Tym bardziej że – jak wynika z ikonografii – czasami były to też tatuaże w formie boga Besa, szpetnego karła, wielbiciela muzyki, tańca i miłości fizycznej, który od połowy II tys. p.n.e. był patronem kobiet i ulubieńcem artystek oraz kurtyzan, noszących jego podobizny, by chroniły je przed chorobami wenerycznymi i niechcianą ciążą.

Materialnym potwierdzeniem istnienia tatuaży nad Nilem było odkrycie w okolicach Teb wytatuowanych mumii kobiet z przełomu III i II tys. p.n.e. (XI dynastia). Większość z nich nie była jednak prostytutkami, gdyż zostały pochowane z szacunkiem, a jedna z nich, o imieniu Ameut, miała wręcz tytuł kapłanki bogini Hathor. Anne Austin przypuszcza, że wytatuowana magicznymi oczami Horusa kobieta też była kapłanką tej najważniejszej i najstarszej opiekunki kobiet i macierzyństwa, bogini miłości, radości i tańca.

Przeciw złemu spojrzeniu

Nieznane jest imię tej kobiety czy funkcja, wiadomo jedynie, że żyła między 1300 a 1070 r. p.n.e. i została pochowana w jednym z grobów w Deir el-Medina. W osadzie tej mieszkali budowniczowie i malarze dekorujący groby królów XIX i XX dynastii, ale na postawie tatuażu krowy, sistrum i lotosów można wnioskować, że była albo artystką, albo właśnie kapłanką bogini Hathor. Krowa jest bowiem jej zwierzęcą formą, która nawet w postaci kobiecej miała na głowie krowie rogi; sistrum – rodzaj grzechotki składającej się z ramy i kilku metalowych pręcików – to instrument, na którym grano w trakcie świąt i procesji ku czci „Pani Sistrum”, jak ją zwano, a lotos to najważniejszy kwiat symbolizujący miłość i płodność.

Muzykowanie, śpiewanie i tańczenie ku czci Hathor należało do obowiązków jej kapłanek, według Austin wytatuowane sistrum ruszało się, gdy kobieta grała lub tańczyła, a ochronny tatuaż na szyi miał nadawać śpiewanym przez nią pieśniom magiczną siłę. Podczas gdy jedne tatuaże mają intensywną barwę, inne są ledwo widoczne, jakby kobieta tatuowała się przez lata. Być może dlatego, że z czasem tatuaże blakły albo – jak spekuluje Austin – każdy z tatuaży stanowił znak kolejnych stopni wtajemniczenia w kulcie Hathor. Zdaniem badaczki nie były to zwykłe ozdoby nie tylko ze względu na tematykę, ale i lokalizację, bo na tatuaże wybierano miejsca wyjątkowo bolesne, nie zaś te, które zazwyczaj kojarzono z erotyką.

Nawet jeśli ta interpretacja idzie zbyt daleko, to pokazuje, jakie pole do popisu dla wyobraźni dają egipskie tatuaże figuralne, po raz kolejny też podważane jest stare założenie, że nad Nilem tatuowały się tylko kobiety uprawiające najstarszy zawód świata. Co prawda z badań brytyjskich psychologów z 2007 r. wynika, że wraz ze zwiększeniem się liczby tatuaży kobieta postrzegana jest coraz bardziej jako osoba mająca skłonność do rozpusty i używek, ale nie wiadomo, czy ten stereotyp tkwi w nas od dawna czy też jest wytworem kultury judeochrześcijańskiej. Najwyraźniej za egipskimi tatuażami, poza kokieterią i rozwiązłością, kryło się coś więcej – może oddanie ukochanej bogini, jak sugeruje Austin, albo po prostu przesądność? W końcu udżat – oko Horusa – służyło przeciwko złemu spojrzeniu, więc kobieta, która pokryła nimi całe ciało musiała bardzo bać się uroków i głęboko wierzyć w skuteczność tego amuletu.

Przerazić wroga

Najbardziej kunsztowne tatuaże kojarzą się z wyspami Pacyfiku, gdzie już 3,5 tys. lat temu ozdabiano nimi ciała i twarze. I słusznie, w końcu nazwa tatuaż wywodzi się od thaitańskiego słowa tatau, czyli znak, którego rdzeń ta oznacza: ryć, stukać, uderzać. Polinezyjskie spirale, meandry i linie faliste tatuowane na skórze są identyczne z wzorami występującymi na tamtejszej ceramice, ale nie każdy godzien był nosić je na swoim ciele, bo był to znak statusu, pozycji lub dokonań. Podobnie było w obu Amerykach, gdzie rysunki na skórze informowały, że ma się do czynienia z kimś ważnym, groźnym i wybranym przez bogów.

W Europie plemiennej również praktykowano tatuowanie po to, by zaznaczyć przynależność do uprzywilejowanej grupy (np. wojowników) albo wskazywać piastowaną funkcję wodza czy kapłana. Antyczni kronikarze wspominali, że obyczaj ten występuje u Traków i Ilirów na Bałkanach, Galów, Germanów i Scytów. Grecy uważali tatuowanie za kwintesencję barbarzyńskości, a Rzymianie, że szpecenie ciała tatuażami nie przystoi obywatelom imperium. Mimo to dowiadujemy się od nich, że wśród podbijanych ludów ten rodzaj modyfikacji miał związek z wierzeniami, podnosił atrakcyjność w oczach współplemieńców i odstraszał wrogów na polu bitwy (co rzymscy legioniści odczuli na własnej skórze, gdy przyszło im bić się z wytatuowanymi Piktami, których tak nazwali od słowa picti – „pomalowany”).

Przekazy tekstowe uzupełniły znaleziska z południowej Syberii i Ałtaju, gdzie rosyjscy archeolodzy natrafili już w latach 20. XX w. na zmumifikowane w wiecznej zmarzlinie ciała Scytów, pełne wspaniałych pod względem technicznym i artystycznym tatuaży, stylistycznie nawiązujących do motywów znanych ze sztuki scytyjskiej. Dwie najsłynniejsze mumie to zmarły około połowy I tys. p.n.e. wódz z Pazyryku oraz kobieta z Ukok, która mogła być kapłanką lub księżniczką.

Wysoki i dobrze zbudowany 50-latek miał ramiona i klatkę piersiową pokryte wizerunkami stylizowanych jeleni, osła, kozła i dwóch baśniowych gryfów. Natomiast o połowę od niego młodsza kobieta miała na ręce tatuaż w kształcie fantastycznego stworzenia, którego rogi przekształcały się w wijące się rośliny. Według badaczy te kunsztowne malunki świadczyły o wyjątkowym statusie zmarłych, których pochowano z honorami pod kurhanami i wyposażono w liczne i bogate dary grobowe.

Tatuaż dziś

Kultura judeochrześcijańska odrzuciła tatuaż, wedle nakazu z księgi Kapłańskiej (19:18) – „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować”. Podskórny obrazek stał się piętnem uniemożliwiającym zbawienie, wyróżniającym zbiegłych niewolników, więźniów, przestępców i prostytutki. Ponieważ jednak był niezmywalny, stał się też symbolem poddania Bogu, dlatego żyjący w XIII w. niemiecki mistyk Henryk Suzon wytatuował sobie na piersiach IHS, a walczący z niewiernymi krzyżowcy nosili na czole znak krzyża, co miało im zapewnić chrześcijański pochówek.

Podobny zwyczaj występował wśród chrześcijan żyjących w społecznościach zdominowanych przez muzułmanów (np. w Turcji osmańskiej lub w Egipcie u Koptów, którzy tatuują sobie krzyż powyżej nadgarstka do dziś).

Do Europy tatuaż plemienny powrócił jako kuriozum w wyniku wielkich odkryć geograficznych, kiedy z wypraw zaczęto przywozić wytatuowanych „dzikusów”, by pokazywać ich na dworach i festynach. Z czasem zabiegowi temu zaczęli się poddawać również europejscy podróżnicy i marynarze. Podskórny wzór stał się symbolem obieżyświatów, a gdy w Europie pojawili się pierwsi tatuażyści – także środowisk przestępczych, które trwały malunek na skórze traktowały jako znak rozpoznawczy. Na salony tatuaż wprowadził angielski król Jerzy V, który jako kadet w 1881 r. podczas pobytu w Japonii wytatuował sobie na ramieniu niebieskiego i czerwonego smoka. W okresie międzywojennym tatuaż stał się ekscentryczną ozdobą członków bohemy, tym bardziej że skonstruowana w 1891 r. przez Amerykanina Samuela O’Reilly maszynka do tatuowania i różnokolorowe atramenty umożliwiały wykonywanie artystycznych wzorów.

Upowszechnienie tatuażu to czasy dzieci kwiatów, które w ten sposób prezentowały swój bunt i nonkonformizm. Jednak dopiero ostatnio stał się on tak popularny, że nosi go według szacunków co piąty mieszkaniec USA, co dziesiąty Europejczyk i co trzydziesty Polak. Przyczyny skłaniające rzesze młodych ludzi do tej modyfikacji bywają różne. Poza modą, która za cel stawia sobie podniesienie atrakcyjności (badania prof. Bogusława Pawłowskiego, dr Weroniki Kretschmar i dr. hab. Sławomira Kozieła z 2010 r. dowiodły, że to mężczyźni tatuują się, by podkreślić tężyznę i urodę swego ciała), ważne jest też wyróżnienie się w tłumie. Niektórzy widzą w nim namiastkę rytuału przejścia, podkreślającego wejście w dorosłość i głęboką potrzebę wyrażenia siebie. Więc nawet jeśli aspekt magiczny współczesnych tatuaży zszedł na plan dalszy, to nadal mają one zdobić ciało i leczyć duszę oraz lęki współczesności.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną