Nauka

Długi cień Drakuli

Krótka historia wampiryzmu

Kreacja Klausa Kinskiego w „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga z 1979 r. odpowiada wyobrażeniu, jak może wyglądać krwiożerczy nieumarły. Kreacja Klausa Kinskiego w „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga z 1979 r. odpowiada wyobrażeniu, jak może wyglądać krwiożerczy nieumarły. www.bridgemanimages.com/Photopower
Nieumarli, odwieczni towarzysze ludzkich koszmarów, są przerażający, uwodzicielscy i tajemniczy. Choć wydawałoby się, że dziś egzystują jedynie w sferze symbolicznej i popkulturze, ich materialne ślady tropi nauka.
Aspekt uwodzicielski wampira ucieleśniają przystojni bohaterowie „Wywiadu z wampirem” z 1994 r. (na fot. Brad Pitt).materiały prasowe Aspekt uwodzicielski wampira ucieleśniają przystojni bohaterowie „Wywiadu z wampirem” z 1994 r. (na fot. Brad Pitt).
Mężczyzna z głową umieszczoną u stóp z cmentarzyska średniowiecznego w Cedyni mógł być uważany za wampira, ale równie dobrze mógł być skazańcem pochowanym w hańbiący sposób.Mirosław Kuźma Mężczyzna z głową umieszczoną u stóp z cmentarzyska średniowiecznego w Cedyni mógł być uważany za wampira, ale równie dobrze mógł być skazańcem pochowanym w hańbiący sposób.
Wczesnośredniowieczny grób ze Złotej Pińczowskiej, w którym kości pochowanego tam wcześniej mężczyzny przesunięto, by włożyć ciało dziewczynki.Mirosław Kuźma Wczesnośredniowieczny grób ze Złotej Pińczowskiej, w którym kości pochowanego tam wcześniej mężczyzny przesunięto, by włożyć ciało dziewczynki.
Pogromcy wampirów mogli je zabić, paląc, obcinając im głowy lub wbijając w serce osikowe kołki (scena z filmu z 1958 r. „Horror Drakuli”).Courtesy Everett Collection/EAST NEWS Pogromcy wampirów mogli je zabić, paląc, obcinając im głowy lub wbijając w serce osikowe kołki (scena z filmu z 1958 r. „Horror Drakuli”).

Cheorghe Marinescu ze wsi Marotinu de Sus, oddalonej 160 km od Bukaresztu, lubił szwagra Petre Toma, ale gdy ten zmarł, a część rodziny zaniemogła, musiał działać. Noc była zimna, więc ze znajomym łyknęli po kielichu, zanim poszli na cmentarz. Po otwarciu grobu wszystko stało się jasne – rumiany i świeży Petre to strigoi. Gheorghe zrobił, jak go uczono – wyjął trupowi serce, a choć skakało i piszczało, spalił je, by prochy wsypać do wody i dać ją wypić bliskim. Choroba ustąpiła, jak ręką odjął. Córka Toma złożyła doniesienie o bezczeszczeniu zwłok, ale Gheorghe ze wspólnikami nie od razu trafił za kratki.

Wydarzenie miało miejsce 9 stycznia 2004 r. Można je tłumaczyć tym, że chodzi o rumuńską prowincję, matecznik wampirów, ale nawet jeśli tak brutalne zabiegi to rzadkość, my też wykonujemy gesty, które mają zamknąć zmarłym drogę do świata żywych, np. rzucamy grudkę ziemi na trumnę. Lęk przed nieumarłymi mamy w trzewiach, choć stereotyp Drakuli pojawił się dopiero w oświeceniowych powieściach gotyckich, a utrwalony został w XIX w. przez pisarzy Johna Polidori, Josepha Le Fanu i Brama Stokera.

Seksowny wamp

Pierwszy traktat zgłębiający naturę wampirów na gruncie teologicznym napisał w 1746 r. benedyktyn francuski Antoni Augustyn Calmet, potem badacze kultury zaczęli rozpisywać się na temat symboliki i znaczenia żywych trupów. Historyk francuski Claude Lecouteux w „Tajemniczej historii wampirów” nazwał bladego umrzyka, ssącego krew i bojącego się słońca, krzyża oraz czosnku, stworzeniem paradoksalnym, które przedłuża własne życie, uśmiercając innych. Ten nieuchwytny symbol ingerencji zaświatów w świat żywych ucieleśnia niepokój wywołany zakłóceniem porządku natury, głównie ze względu na swą połowiczną materialność – choć niby żyje i ma ciało, nie rzuca cienia, nie odbija się w lustrze, przenika przez ściany, zmienia postać. Niezaspokojona żądza krwi sprawia, że wampira odrzucają i zaświaty, i żywi, że nigdzie nie przynależy, egzystując w stałym zawieszeniu.

Badacze zauważyli też, że w figurze wampira nekrofobia miesza się z nekrofilią. Odwieczny związek Erosa z Tanatosem sprawia, że synowie i córy nocy, choć przerażający, są również pociągający i uwodzicielscy właśnie dlatego, że potrafią przekraczać granice, także te moralne. Maria Janion w książce „Wampir. Biografia symboliczna” przekonuje, że zbieżność nazw wampir i wamp nie jest przypadkowa, a i skłonności sadystyczne pierwowzorów historycznych – Włada Palownika, hrabiego Gilles de Rais czy rzekomo kąpiącej się we krwi dziewic Elżbiety Batory – miały zabarwienie seksualne. Dlatego role nieśmiertelnych powierza się amantom kalibru Brada Pitta. Popkultura pokazuje inwazje hord bezmyślnych strzyg, ale ubiera też wampira w szaty bohatera tragicznego – samotnego, szlachetnego (odmawia picia ludzkiej krwi) i cierpiącego, bo nieśmiertelność jest klątwą, osładzaną jedynie przez miłość. W tej odsłonie bliżej wampirowi do swego alter ego, czyli świętego, którego ciało po śmierci też się nie psuje, za to cudnie pachnie, jest dobroczynne, pożądane i czczone.

Antropolog René Girard twierdził, że wampira należy traktować jak kozła ofiarnego. Jego zdaniem ludowy lęk przed nim nasilił się w epoce oświecenia wraz z zaniechaniem palenia czarownic, więc nieumarły zaczął być postrzegany jako sprawca nieszczęść i chorób. Zabicie strzygi – tak jak czarownicy – było rodzajem zbiorowego morderstwa, mającego odwrócić zły omen. W końcu – jak zauważyła antropolożka Monika Sznajderman – niemające materialnej postaci i nienależące do żadnego ze światów wirusy dżumy, cholery czy HIV działają jak wampiry, nic zatem dziwnego, że to ci ostatni byli oskarżani o wywoływanie epidemii.

Nauki ścisłe istnienie strzyg tłumaczyły inaczej. W 1886 r. psycholog i seksuolog Richard von Krafft-Ebing twierdził, że u podstaw wampiryzmu leży wywołujący erotyczne podniecenie kanibalistyczny szał, a medycy w XX w. zaczęli się zastanawiać, czy za wampiry nie byli brani głównie ludzie chorzy za życia na porfirię, wściekliznę lub schizofrenię. Coś w tym jest, bo wygląd zewnętrzny i zachowanie miały wpływ na oskarżenia o wampiryzm, ale ze źródeł pisanych wynika, że mogła to być również data urodzenia (wampiry rodziły się między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem oraz 27 a 30 stycznia); paranie się magią i działalność przestępcza; nagła lub przedwczesna śmierć (nieochrzczone noworodki, które nie nacieszyły się życiem) oraz zaniedbania rytualne przy pogrzebie. Nie bez znaczenia były pośmiertne oznaki, jak opadająca szczęka trupa, nienaruszone, opuchnięte i rumiane ciało, płynąca z ust krew, zassany całun, podejrzane odgłosy. Te naturalne efekty procesów gnilnych wywoływały reakcje żałobników, którzy na wszelki wypadek kładli zmarłego na brzuchu, wkładali mu do ust kamień, przywalali głazem, odcinali głowę lub wbijali kołek w pierś, czasami też palili ciało. Wiele z tych zabiegów potwierdza archeologia, dowodząc, że wiara w nieumarłych jest znacznie starsza niż wampir Nosferatu.

Problemu nie mieli ci, którzy stosowali kremację, spalenie ciała najskuteczniej zabezpieczało przed powrotem nieumarłego. Tam, gdzie dominował obrządek szkieletowy, już w epoce kamienia (na Cyprze 9 tys. lat temu) zdarzały się groby atypowe, w których zmarli mają ucięte głowy lub są przywaleni kamieniami. Pewności, że były to zabiegi antywampiryczne, nie ma, bo brak potwierdzających taką interpretację tekstów. Na pewno nieumarłych bali się stosujący inhumację chrześcijanie, czego dowodzą dokumenty piętnujące bezczeszczenie zwłok – w Anglii senat zakazał przebijania kołkiem w 1224 r., a papież Bonifacy VIII wprowadził w 1302 r. kary dla profanujących groby.

Zalew krwiopijców

To głównie zarazy powodowały histerie wampiryzmu. Ponieważ przy okazji chowania setek ofiar epidemii często otwierano stare groby, natrafiano w nich na podejrzane trupy, np. na ssących całuny przeżuwaczy. W książce „Dekapitowani i przebici kołkiem” („Geköpft und gepfählt”) Angelika Franz i Daniel Nösler piszą, że tak mogło być w przypadku znalezionego w 2006 r. na wysepce Lazzaretto Nuovo koło Wenecji grobu kobiety zmarłej w 1575 r. na dżumę. Ktoś włożył jej do ust kamień, który miał uniemożliwić jej ssanie ludzkiej krwi. Innym przykładem jest znalezione w trakcie budowy lotniska Schönefeld w Berlinie cmentarzysko z XIII–XIV w., gdzie wśród 422 grobów – głównie ofiar dżumy – aż w 25 zmarli mieli odcięte głowy, połamane kończyny albo zostali położeni na brzuchu. W XIX w. w USA podczas epidemii gruźlicy prasa często donosiła o bezczeszczeniu zwłok przez pogromców wampirów. Ślady ich działalności zachowały się w Griswold (Connecticut), gdzie ktoś w grobie zmarłego na gruźlicę mężczyzny ułożył kości długie na krzyż pod czaszką, jak na pirackiej fladze.

Dr Leszek Gardeła z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, badający pochówki atypowe w Skandynawii, wskazał groby osób, które mogły za życia parać się czarną magią, co po śmierci groziło, że zmienią się w groźnych nieumarłych, czyli draugr lub aptrganga. – W średniowiecznej Skandynawii nie było jednej obowiązującej praktyki grzebalnej, ale w namierzaniu grobów złych czarowników pomagają teksty, dzięki którym wiemy, że ich zwłoki przykrywano kamieniami. W sagach pojawia się też motyw otwierania grobów, wchodzenia do nich i walki z żywymi trupami. Najczęściej jednak, aby zapobiec szkodliwemu działaniu zmarłych, odcinano im głowę lub palono ciało i wsypywano prochy do wody.

Podczas gdy Franz i Nösler piszą, że na Zachodzie dopiero od niedawna badacze ośmielają się sugerować, że atypowe pochówki mogą być grobami wampirów, w Polsce robi się to od dawna, i to nad wyraz chętnie. Po raz pierwszy wampirem nazwano leżącego na boku i przywalonego kamieniami mężczyznę, którego grób odkryto w latach 40. XX w. na cmentarzysku średniowiecznym w Radomiu. To wywołało lawinę, bo niemal każdy kolejny atypowy pochówek opatrywano etykietką „antywampiryczny”; w ten sposób w Polsce zaroiło się od grobów nieumarłych, przez co rację zyskiwał ks. Benedykt Chmielowski piszący w XVIII w., że „India pełna złota, diamentów, Malabar pieprzu, a Polska upiorów”.

W świeżo wydanej książce „Wampiry w średniowiecznej Polsce” dr Maurycy Stanaszek zweryfikował dane i zawęził liczbę pochówków wykazujących cechy praktyk antywampirycznych do zaledwie 18 przypadków. Wybrał tylko te, które wyróżniał więcej niż jeden parametr, wśród których jest lokalizacja grobu na peryferiach cmentarzy, brak wyposażenia, nienaturalna pozycja ciała, celowe uszkodzenie zwłok, przywalenie ich kamieniami, skrępowanie oraz patologiczne zmiany. Autor – antropolog fizyczny – podkreśla, że w ośmiu przypadkach ludzie uznani za wampira mieli nietypowy wygląd – byli wysocy (195 cm) lub niscy (133 cm), kulawi, garbaci, o krzywych zębach. Pochówki atypowe kumulują się tam, gdzie występują takie toponimy, jak Wampierzów, Wąpiersk, Strzygi, Strzyga, czyli w pasie południowym (Śląsk, Małopolska i Podkarpacie) oraz wzdłuż środkowo-dolnego dorzecza Wisły (Kujawy, ziemia chełmińsko-dobrzyńska i Mazowsze). Według dr. Stanaszka to wprowadzenie w X w. obrządku szkieletowego spowodowało pojawienie się grobów antywampirycznych, a Słowianie odegrali ważną rolę w przetrwaniu i upowszechnianiu wiary w żądnych krwi nieumarłych.

Strzyga na brzuchu

Dr Gardeła nie uważa słowiańszczyzny za ostoję wampiryzmu i twierdzi, że określenie wampir w odniesieniu do wczesnego średniowiecza to nadużycie, bo nawet jeśli wczesnośredniowieczni Słowianie wierzyli w żywe trupy, to nie wiemy, jak je nazywali, a toponimy są późnośredniowieczne i nowożytne. Zamiast o grobach antywampirycznych woli mówić o grobach atypowych i sugeruje, że w wielu z nich mogli leżeć skazańcy. – Z tekstów anglosaskich i staronordyckich wynika, że obcinanie głów, wiązanie kończyn lub kamienowanie to praktyki karne, a i na ziemiach polskich skazańców podobnie traktowano, jak wynika z badań pochówków koło miejsc straceń. Spektakularna egzekucja i hańbiący pochówek pełniły funkcję prewencyjno-dydaktyczną. Natomiast nagromadzenie grobów atypowych w pewnych regionach – np. w Wielkopolsce – może odzwierciedlać intensywność badań na danym obszarze lub oznaczać, że władze państwa Piastów skuteczniej egzekwowały tam prawo.

W ludowych przekazach z XVIII i XIX w. faktycznie pojawiają się relacje o wykopywaniu podejrzanego umrzyka i odwracaniu go twarzą do ziemi, „by gryzł ziemię”, odrąbywaniu głowy i umieszczaniu jej między nogami czy przebijaniu kołkiem, nie do końca jednak korespondują one z realiami średniowiecznymi.

W Polsce powtórnie otwierano prawie wyłącznie groby mężczyzn i to po to, by pochować kolejną osobę, najczęściej kobietę, co wygląda raczej na próbę połączenia dwojga zmarłych. Żaden z grobów osób leżących na brzuchu nie ma śladów ponownego otwierania, zmarli od razu chowani byli w tej pozycji, więc należy rozważyć, czy czasami nie symbolizowała ona czegoś innego, np. oddania Bogu – sugeruje dr Gardeła. W takiej pozycji kazał się pochować frankoński król Pepin Krótki w 768 r., w ramach pokuty za grzechy ojca Karola Młota. Praktyka ta znana jest też z cmentarzysk merowińskich, przyklasztornych i wikińskich. W Kopparsvik, niedaleko Visby na Gotlandii, wśród 330 bogato wyposażonych grobów z IX–XI w. zmarłych położono na brzuchu w ok. 50. Badający to stanowisko dr Matthias Toplak z Uniwersytetu w Tybindze uważa, że nie są to pochówki żywych trupów, tylko wyjątkowo pobożnych chrześcijan.

Wampir wieloznaczny

Niezależnie od tego, kiedy pojawił się wampir, zadomowił się w kulturze jako symbol, po który sięga się na różnych płaszczyznach. Według Woltera wampiry nie mieszkają na cmentarzach, tylko w pałacach, i nie boją się nocy, bo to poborcy podatkowi, którzy za dnia wysysają z ludzi krew. Potem wampirami bywali nazywani władcy świeccy i duchowni, tyrani rodzinni i państwowi oraz uciskający masy kapitaliści.

Ostatnio, za sprawą amerykańskiego psychologa Alberta Bernsteina, do języka potocznego weszło pojęcie wampira energetycznego. W literaturze naukowej określenie to nie istnieje, ale psychoterapeuci często nazywają tak pacjentów z zaburzeniami osobowości typu borderline, tłumaczy Julia Jeschke, doktorantka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. – W trakcie sesji całe spektrum przeżyć pacjenta zostaje przeniesione na terapeutę, który też doświadcza silnych wahań emocji, braku poczucia granic, uczucia pustki. Takie przeżycie wyczerpuje i „wysysa” energię z każdego, kto ma kontakt z takimi osobami, nieświadomymi swego oddziaływania na innych. Dlatego bliscy „wampirów” często trafiają do psychoterapeutów, którzy radzą im, by zadbali o siebie, dobrze poznając naturę zaburzeń emocjonalnych partnerów, uzależnionych od miłości i akceptacji innych, a jednocześnie bojących się bliskości.

Jakby tego było mało, najnowsze badania wykazują, że Drakula i Elżbieta Batory mieli rację; krew nastolatków – bogata w białka naprawiające uszkodzone tkanki i podnoszące liczbę neuronów – odmładza, zwiększa sprawność i inteligencję. Z tym że nie należy jej pić czy się w niej kąpać, tylko przetoczyć. Uczeni z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii po udanych doświadczeniach na szczurach właśnie krwią młodych zamierzają leczyć cierpiących na choroby wieku starczego. Jeśli z czasem ten rodzaj terapii stanie się praktyką, np. w leczeniu alzheimera, skojarzenia z wampiryzmem nie będą już czysto symboliczne.

Z jednej strony „fantazmat krwiopijcy będzie się zawsze żywił wyobrażeniem wampira” – jak pisze prof. Janion – z drugiej zaś tak wieloznacznej figury nie daje się jednoznacznie zakwalifikować. Mimo starań badaczy różnych dziedzin i przekonania, że już udało się trafić na jego trop, wampir się ciągle wymyka. Z tym że ta nieuchwytność tkwi w jego naturze – bezgłośnym chodzie, umiejętności zmiany postaci i przenikania przez ściany oraz granice. Nie tylko grobów, pojęć, wyobrażeń, ale też fikcji i rzeczywistości.

Polityka 52/53.2016 (3091) z dnia 18.12.2016; Nauka; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "Długi cień Drakuli"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak rozpoznać depresję u dzieci?

Niedawno pisaliśmy o niewydolnym systemie pomocy dla najmłodszych, którzy coraz częściej zmagają się z problemami psychicznymi. Jak działać, gdy system nie działa? – pytamy Lucynę Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorkę telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.

Joanna Cieśla
09.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną