Łacina zniknie z polskich szkół

Ciszej z tą łaciną!
Łacina przetrwała upadek Cesarstwa Rzymskiego, uchowała się w Kościele, tradycji, kulturze. Teraz, usunięta z polskich szkół, może autentycznie umrzeć. Nie wiadomo, czy wzdychać: quo vadis, patria, czy przekonywać, że i tak non omne morietur.
Gramatyka ważniejsza niż polityka? Gdy główny bohater „Żywotu Briana” Monty Pythona pisze nocą na murze świątyni w Jerozolimie „Romanes eunt domus”, chwyta go rzymski centurion i przepytuje, jak poprawnie brzmi hasło „Rzymianie idźcie do domu”, po czym, jak na belfra przystało, każe mu napisać „Romani ite domum” sto razy.
repr. Leszek Zych/Polityka

Gramatyka ważniejsza niż polityka? Gdy główny bohater „Żywotu Briana” Monty Pythona pisze nocą na murze świątyni w Jerozolimie „Romanes eunt domus”, chwyta go rzymski centurion i przepytuje, jak poprawnie brzmi hasło „Rzymianie idźcie do domu”, po czym, jak na belfra przystało, każe mu napisać „Romani ite domum” sto razy.

Cyceron piszący list. Drzeworyt z weneckiego wydania „Listów do Przyjaciół” Cycerona z roku 1547.
Wikipedia

Cyceron piszący list. Drzeworyt z weneckiego wydania „Listów do Przyjaciół” Cycerona z roku 1547.

audio

AudioPolityka Agnieszka Krzemińska - Ciszej z tą łaciną

Nowa reforma sprawi, że łacina zniknie ze szkół. Łacinnicy biją na alarm, że to odwrócenie się od Europy i barbaryzacja. – Albo polska młodzież nadal będzie się uczyć łaciny, by zachować kontakt z elitami wykształconej starej Europy, albo zostaniemy zredukowani do bycia zasobnikiem siły roboczej – grzmi prof. Gościwit Malinowski, szef Polskiego Towarzystwa Filologicznego, które walczy o zachowanie łaciny obecnej w europejskim szkolnictwie od czasów rzymskich.

W Europie do XVIII w. nauka, filozofia, Kościół i dyplomacja opierały się na łacinie. Jej znajomość była wyznacznikiem przynależności do elit, to w niej powstawały najważniejsze dzieła i dokumenty, bez niej nie dało się uczestniczyć w życiu intelektualnym, nie było szans na społeczny awans. Francuski, a potem angielski stopniowo wyparły łacinę, ale w XIX w. nadal jej uczono, wychodząc z założenia, że światły człowiek musi mieć opanowany łaciński kod kulturowy. Jeszcze w międzywojniu było oczywiste, że humanista czyta po łacinie i w grece, dopiero gdy okazało się, że znajomość Homera i Cycerona w oryginale nie powstrzymała Europy przed Holocaustem, zaczęto kojarzyć ją ze wstecznictwem i konserwą. Ostoją był Kościół, ale gdy II Sobór Watykański uchylił furtkę językom narodowym, została już tylko szkoła. W PRL, mimo niechęci władz, uczono łaciny w klasach humanistycznych i biologiczno-chemicznych, wyraźny proces delatynizacji szkolnictwa zaczął się dopiero po 1989 r.

Nec Hercules contra plures

Najpierw zlikwidowano obowiązkową łacinę dla humanistów, po wprowadzeniu gimnazjów trafiła tylko do liceów, a od 2012 r. stała się jednym z czterech rozszerzonych przedmiotów do wyboru. Ostatnia zmiana najbardziej jej zaszkodziła, bo uczniowie poza polskim, angielskim czy historią wybierali raczej WOS lub geografię, które liczyły się przy rekrutacji na wyższe uczelnie. Przez moment planowano likwidację matury z łaciny, ale dzięki akcji łacinników „Polska w Europie, łacina w szkole” udało się ją jeszcze zachować. Ale to i tak niewiele zmieniło, bo łacina na kolejnych stopniach edukacji straciła sens, gdy lektorat z łaciny w seminariach duchownych, na filologiach, medycynie i prawie przestał być obowiązkowy lub został ograniczony do śmiesznej liczby 30 godzin.

Według statystyk uczniów mających kontakt z łaciną jest dziś ok. 2 proc., ale wśród nich są zarówno ci, którzy mają 2 godziny łaciny w tygodniu przez 3 lata w ramach przedmiotu „łacina i kultura antyczna”, jak i ci, którzy uczą się jej przez jeden semestr. Dwugodzinne zajęcia są tylko w garstce szkół w Polsce, które mają tradycje klasyczne, jak liceum im. Mikołaja Reja w Warszawie czy urszulanki we Wrocławiu. – Już jest fatalnie, ale nowa reforma edukacji, zmniejszająca liczbę rozszerzonych przedmiotów do wyboru do trzech, ostatecznie wyeliminuje łacinę ze szkół, bo nawet jeśli znaleźliby się uczniowie, którzy chcieliby się jej uczyć, to licea po prostu nie będą miały jej w ofercie – tłumaczy prof. Przemysław Nehring z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Łacinnicy napisali do Ministerstwa Edukacji kilka listów, proponując różne rozwiązania (m.in. uznanie łaciny za przedmiot podstawowy do wyboru, a zarazem zachowanie możliwości rozszerzenia z myślą o klasach klasycznych), ale żadne z nich nie przeszło. – Rozporządzenie podpisane 17 marca przez minister Annę Zalewską ogranicza możliwość uczenia łaciny jeszcze bardziej niż zmiany z 2012 r. Jeśli za trzy lata nowe przepisy wejdą w życie, będziemy pierwszym w Unii krajem z całkowicie zdelatynizowanym systemem szkolnictwa – mówi sekretarz PTF dr Katarzyna Ochman.

O tempora, o mores!

W dyskusji o przyszłości łaciny jej obrońcy podkreślają to, co najważniejsze – bez łaciny nie da się zrozumieć i badać ani opartej na antyku, rzymskim prawie i chrześcijaństwie cywilizacji europejskiej, ani nawet naszej własnej. – Łaciński paradygmat stanowi kod kulturowy zrozumiały od Portugalii po Finlandię, od Argentyny po Australię, jeśli humanista nie zna języka swojej cywilizacji, jest tyle wart, ile inżynier bez znajomości trygonometrii – przekonuje prof. Malinowski, a prof. Nehring przypomina, że łacina to nie tylko starożytne teksty, to też dzieła Kopernika i Włodkowica oraz morze naszych dokumentów powstałych do XVIII w.: – Nie chodzi o to, by wróciła jako przedmiot obowiązkowy, tylko by nie doszło do przerwania ciągłości jej nauczania, bo gdy zabraknie łaciny w liceach, z czasem znikną też filologie klasyczne – już teraz masowo przekształcające się w filologie light – co grozi tym, że zabraknie osób, które potrafią przekładać nasze łacińskie dokumenty na polski. Dlatego jeśli nie chcemy stracić kontaktu z poprzednimi pokoleniami i współczesną Europą, trzeba łacinę chronić jak gatunek zagrożony.

W dyskusji łacinnicy lubią też powoływać się na kraje Europy Zachodniej, gdzie poziom powszechności nauczania łaciny wynosi ok. 20 proc., młodzież zaczyna się jej uczyć wcześniej i nadal stanowi ważny składnik kształcenia humanistów. Najlepiej wygląda to we Włoszech (ok. 40 proc.), Niemczech i Austrii. Ale i tam (np. we Francji) łacina zaczyna mieć kłopoty, więc statystyki sprzed kilku lat mogą być już nieaktualne.

Errare humanum est

Większość wychodzi z założenia, że łaciny nie trzeba się uczyć, wystarczy wrzucić tekst rzymskiej ustawy do internetowego tłumacza. Tak nie jest, bo najpierw warto wiedzieć, czym różni się lex od ius. Nieznajomość łacińskiej gramatyki też może prowadzić na manowce, jak wtedy gdy stowarzyszenie walczące z korupcją, chcąc mieć w nazwie określenie „czyste ręce”, nazwało je Manus Puris, czyli zaropiała ręka. Pełne błędów są też łacińskojęzyczne hasła patriotyczne na murach i odzieży (jedna z firm ją produkujących zwie się Pro Patriae, dodanie na końcu „e” może wygląda mądrzej, ale znaczy tyle co „dla ojczyźnie”). Ich popularność dowodzi jednak, że łacina nadal jest dla konserwatywnych środowisk wyrazem elitarnych aspiracji, odwołaniem do tradycji i mądrości przodków. – Czasami ludzie proszą nas o poprawienie sentencji na sztandar czy tatuaż, ale ci, którzy tego nie robią, popełniają rażące błędy, świadczące o tym, że łacina to tylko dobrze wyglądająca, nobilitująca fasada, którą traktuje się bardzo powierzchownie, bez zgłębiania i namysłu – zauważa dr Jan Kwapisz, filolog klasyczny z Uniwersytetu Warszawskiego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną