Nauka

Sejmowy cud słońca

Nauka a objawienia fatimskie

Bohaterowie objawień fatimskich: Lucia dos Santos (w środku) ze swoimi kuzynami Francisco Marto i jego młodszą siostrą Jacintą, lipiec 1917 r. Bohaterowie objawień fatimskich: Lucia dos Santos (w środku) ze swoimi kuzynami Francisco Marto i jego młodszą siostrą Jacintą, lipiec 1917 r. Archivio GBB/AgenziaContrasto / EAST NEWS
Polscy parlamentarzyści pokłócili się o wizje trojga wiejskich dzieci sprzed stu lat. Obie strony sporu powoływały się na autorytet nauki.
Pielgrzymi w sanktuarium w FatimieRafael Marchante/Reuters/Forum Pielgrzymi w sanktuarium w Fatimie

Zaczęło się od projektu uchwały, który przygotowali posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Oto kluczowy fragment tego krótkiego i nietuzinkowego tekstu: „W roku 2017 przypada setna rocznica objawień fatimskich. W swoim orędziu Matka Boża przewidziała największe wydarzenia XX wieku, a jego przesłanie jest nadal aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud Słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia, tak naprawdę, potrzebny jest tylko Wszechmocny Bóg…”.

Gdy ujawniono ten projekt, rozpętała się gorąca dyskusja. Poseł PiS Jacek Żalek bronił jego treści w telewizji TVN, twierdząc m.in., że objawienia fatimskie są faktem oraz że zdarzają się zjawiska niewytłumaczalne. Jednej z bardzo sceptycznie nastawionych interlokutorek zarzucił nawet: „Pani nie zapoznała się z opracowaniami naukowymi na ten temat”. Jakimi konkretnie, tego już nie zdradził.

Nauka pojawiła się również w trakcie pełnej emocji i wzajemnych złośliwości sejmowej debaty nad projektem uchwały. Poseł Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej stwierdził, że „Sejm Rzeczpospolitej nie jest właściwym miejscem do uchwalania cudów uznawanych przez naukowców za naturalne zjawiska przyrodnicze”. Posłanka sprawozdawca, blisko związana z Radiem Maryja Anna Sobecka, mówiła z kolei, że wizje trojga dzieci w portugalskiej Fatimie są faktem historycznym, a w swoim orędziu Matka Boska przepowiedziała największe wydarzenia XX wieku.

Czy rzeczywiście nauka może w tym sporze pełnić funkcję rozstrzygającego arbitra? Warto na wstępie przypomnieć, że wydarzenia z Fatimy zostały zaliczone przez Kościół katolicki do kategorii tzw. objawień prywatnych. Mimo że niektóre spośród nich uznaje, jak te z Fatimy (zrobił to w 1930 r.), to nie nakazuje wierzyć w nie członkom swojej wspólnoty i wnikliwie bada ich zgodność z doktryną.

Dlatego wypowiedzi najważniejszych hierarchów katolickich wyraźnie kontrastują z entuzjastycznymi stwierdzeniami Anny Sobeckiej, dopatrującej się wręcz proroczych mocy w wizjach dzieci z Fatimy. Pani poseł chyba nie zapoznała się z komentarzem autorstwa samego kard. Josepha Ratzingera, przez długi czas strażnika katolickiej doktryny, a dziś emerytowanego papieża Benedykta XVI, napisanym niedługo po ujawnieniu przez Kościół w 2000 r. tzw. trzeciej tajemnicy fatimskiej (o której więcej za chwilę). Można w nim przeczytać, że uważny czytelnik treści owej tajemnicy „dozna rozczarowania lub uczucia głębokiego zdziwienia. Nie zostaje bowiem ujawniona żadna wielka tajemnica ani uchylona zasłona przyszłości”.

Skacząca gwiazda

Posłanka Sobecka miała rację, mówiąc, że objawienia fatimskie to fakt historyczny. Ale tylko w tym sensie, że troje wiejskich dzieci – 10-letnia Lúcia dos Santos oraz jej dwoje kuzynów: 9-letni Francisco Marto i jego młodsza o dwa lata siostra Jacinta – twierdziło, iż w okolicach niewielkiej portugalskiej miejscowości Fatima od 13 maja do 13 października 1917 r. co miesiąc spotykało świetlistą postać, z którą rozmawiało i która w końcu przedstawiła się jako Matka Boska Różańcowa.

Czy jest w tym coś niewytłumaczalnego dla nauki, jak twierdził poseł Żalek? Z pewnością uczeni nie są w stanie obecnie zweryfikować, czy dzieci mówiły prawdę i rzeczywiście widziały coś niezwykłego. Czy to jednak oznacza, że przed stu laty wydarzył się cud nieprzenikniony dla racjonalnego szkiełka i oka? Absolutnie nie. Po prostu nie możemy cofnąć się w czasie i sprawdzić, co dokładnie działo się wówczas w Fatimie.

Poseł Mieszkowski z Nowoczesnej mówił z kolei o cudzie uznanym przez naukowców za naturalne zjawiska przyrodnicze. Najwyraźniej odnosił się do tzw. cudu Słońca (wymienionego w projekcie sejmowej uchwały PiS), do którego miało dojść 13 października 1917 r., gdy w miejscu objawień zebrało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi (różne źródła szacują ich liczbę na 30–100 tys.). To ogromne zainteresowanie wynikało z zapowiedzi 10-letniej Lúcii dos Santos, która twierdziła, że tego dnia nastąpią niezwykłe wydarzenia. Matka Boska bowiem miała jej obiecać, że „w październiku przybędzie również Nasz Pan, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat. Uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

Wspomnianego dnia nikt jednak, poza trojgiem wspomnianych dzieci, nie był w stanie zobaczyć Maryi, Jezusa czy Józefa z Dzieciątkiem. Za to w pewnym momencie Lúcia krzyknęła do tłumów, by patrzeć na Słońce. Wielu ludziom zaczęło się wówczas wydawać, że gwiazda wiruje lub dziwnie porusza się po niebie (relacje różniły się między sobą, niektórzy zaś niczego szczególnego nie widzieli), a zjawisko to miało trwać ok. 10 minut.

Co na to nauka? Znów: nie cofniemy się 100 lat, żeby sprawdzić, co się wówczas działo. Wiadomo jednak, że poza Fatimą nie zaobserwowano żadnych anomalii na niebie, a astronomowie nie dostrzegli, by położenie Słońca choćby na chwilę się zmieniło. Cud musiał więc nastąpić wyłącznie w głowach ludzi wpatrujących się w Słońce, co samo w sobie nie jest najlepszym pomysłem. W 1988 r. w specjalistycznym czasopiśmie „British Journal of Ophtalmology” ukazał się medyczny opis czterech przypadków retinopatii słonecznej, czyli uszkodzeń siatkówki oka spowodowanych wpatrywaniem się w Słońce. Pacjenci ci robili to w miejscach objawień maryjnych w 1986 i 1987 r., w tym troje z nich w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. Jeden relacjonował, że w trakcie kilkuminutowego patrzenia na Słońce zaczęło ono w pewnym momencie „tańczyć i zmieniać kolor z pomarańczowego w czarny i biały”. Bardzo podobne cuda Słońca miały się również zdarzyć m.in. w Lubbock w Teksasie w 1989 r., niedaleko Denver w Colorado w 1991 r. oraz w Conyers w Georgii. Wszystkie były związane z kultem maryjnym. W Conyers grupa sceptyków zainstalowała teleskop z odpowiednim filtrem ochronnym, ale ludzie obserwujący przez niego najbliższą gwiazdę niczego niezwykłego nie dostrzegli.

Cuda Słońca, takie jak fatimski, można też próbować wyjaśnić w kategorii zjawisk meteorologicznych, kiedy gwiazda widziana przez warstwę cienkich chmur przypomina srebrny dysk lub zmienia kolory albo wydaje się otoczona aureolą. Czy tak było wówczas w Fatimie, tego nie wiemy. Z ówczesnych opisów wynika, że tego dnia była burza i padał deszcz, więc na niebie z pewnością pojawiły się chmury.

Nie można również wykluczyć, że ów cud mógł być efektem sugestii – wszak tysiące przybyłych ludzi oczekiwały, że objawi im się Maryja lub chociaż jakieś niezwykłe znaki. Ci, którym wydawało się, że dostrzegli w Słońcu coś nienaturalnego, zarażali następnie swoimi wrażeniami innych, co jest znanym psychologii zjawiskiem.

Piekło i zamach

Bardzo istotne dla całej tej historii są relacje z tamtych czasów i opracowania historyków, dzięki którym możemy się bliżej przyjrzeć głównym bohaterom ówczesnych wydarzeń. A najważniejszą postacią była niewątpliwie 10-letnia Lúcia dos Santos. To niemal wyłącznie ona relacjonowała spotkania z Matką Boską i przekazywała jej słowa ludziom oraz zdecydowanie dominowała wśród trójki dzieci. W 1925 r. wstąpiła do zakonu, gdzie po latach napisała wspomnienia (co okaże się istotnym faktem). Zmarła w wieku 98 lat, a w 2008 r. rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

Lúcia była najmłodszym z siedmiorga dzieci w stosunkowo zamożnej wiejskiej rodzinie. Jej matka umiała czytać i pisać oraz intensywnie nauczała swoje dzieci katechizmu. Lúcię od początku rodzina rozpieszczała, a ona lubiła być w centrum uwagi, od kiedy starsze siostry nauczyły ją tańczyć i śpiewać. Dlatego występowała na wiejskich uroczystościach, często otoczona sporą grupą gapiów. Przejawiała też duży talent do opowiadania bajek, historii biblijnych i żywotów katolickich świętych, co przyniosło jej popularność wśród wiejskich dzieci. Dwa lata przed maryjnymi objawieniami zaczęła opowiadać, że wraz z trzema przyjaciółkami spotkała tajemniczą, białą jak śnieg postać. W kolejnym roku twierdziła, że wraz z Francisco i Jacintą została trzykrotnie nawiedzona przez anioła.

13 maja 1917 r. Lúcia i jej dwoje kuzynów opiekowali się stadem owiec należących do rodziny. Wracając do domu, cała trójka miała ujrzeć „na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce”. Takie spotkania odbywały się co miesiąc, a oto przykład dialogów (pochodzący ze wspomnień Lúcii) prowadzonych z tajemniczą postacią kobiety, która w końcu przedstawiła się jako Matka Boska Różańcowa: „Czego sobie Pani ode mnie życzy? – zapytałam. »Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać«. Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest, i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje. »Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli«”.

W trakcie owych spotkań trojgu dzieciom miały zostać ujawnione słynne trzy tajemnice fatimskie, które Lúcia spisała dopiero w 1941 i 1944 r. Pierwsza była wizją piekła: „Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać (…). Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne”.

Druga tajemnica dotyczyła końca pierwszej wojny światowej (ale nie padła żadna konkretna data) oraz zapowiedzi drugiej wojny, która miała wybuchnąć za pontyfikatu papieża Piusa XI i być jeszcze gorsza od poprzedniej. Dotyczyła również Rosji, która „nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła”.

Najwięcej ekscytacji i domysłów wywołała trzecia tajemnica, którą Kościół katolicki ujawnił dopiero w 2000 r. Miała ona być m.in. zapowiedzią zamachu na Jana Pawła II z 13 maja 1981 r. W rzeczywistości fragment, który rzekomo się do tego odnosił, brzmi następująco: „Ojciec Święty (…) doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji”.

Uchwała autorstwa PiS stwierdza, że fatimskie wizje przepowiadały „największe wydarzenia XX w.”. Otóż warto zwrócić uwagę, że druga wojna światowa wybuchła za pontyfikatu Piusa XII, a nie XI. Przede wszystkim zaś siostra Lúcia spisała swoje wspomnienia spotkań z Maryją w 1941 r., kiedy wojna toczyła się już w najlepsze i wiadomo było, co się działo w Rosji po rewolucji bolszewickiej.

Legendarna stała się również zapowiedź rychłej śmierci Francisco i Jacinty, podobno przekazana Lúcii w trakcie jednego ze spotkań ze świetlistą Panią. Rzeczywiście, obydwoje zmarli na szalejącą wówczas w Europie grypę hiszpankę – chłopiec w 1919 r., odmówiwszy leczenia szpitalnego, a jego siostra rok później. Tylko że po raz pierwszy informacja o tej przepowiedni pojawia się w zapiskach Lúcii z 1927 r….

Trzy opcje

Do objawień fatimskich można podejść na trzy sposoby. Potraktować je sceptycznie, czyli jako wytwór wyobraźni dziewczynki przejawiającej spory talent do opowiadania historii i bajek, która dorastała w wiejskim religijnym domu. Sam Benedykt XVI przyznaje, że np. zakończenie trzeciej tajemnicy fatimskiej przywodzi na myśl obrazy, które Lúcia mogła widzieć w ówczesnych książkach do nabożeństwa. Warto też zwrócić uwagę, że w Europie był to czas fascynacji wywoływaniem duchów. A jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku często donoszono np. o spotkaniach z wróżkami, czyli małymi istotami ze skrzydełkami. Słynna stała się wówczas sprawa „wróżek z Cottingley” w Anglii, gdzie dwie kuzynki twierdziły, iż wykonały kilka zdjęć tych istot. W prawdziwość fotografii uwierzył m.in. sir Arthur Conan Doyle, który fascynował się zjawiskami paranormalnymi. Napisał nawet książkę dowodzącą istnienia wróżek i nie był w swoich przekonaniach odosobniony.

Po drugie, można po prostu zawiesić sąd, uznając, że nie wiemy i nigdy nie sprawdzimy, co działo się w Fatimie w 1917 r. Może więc wizje dzieci były wytworem ich wyobraźni lub zostały zasugerowane kuzynom przez Lúcię, a ona sama głęboko w nie uwierzyła. Albo rzeczywiście w Fatimie wydarzył się jednak cud.

Po trzecie, można przyjąć punkt widzenia autorów sejmowej uchwały: Matka Boska Różańcowa objawiła się trojgu portugalskim pastuszkom i odsłoniła przyszłość.

Nauka, wbrew twierdzeniom posłów PiS i opozycji, niewiele może pomóc w wyborze jednej z powyższych opcji. Zdani jesteśmy na własny rozsądek i z jego pomocą osąd, która z wersji wydarzeń w Fatimie wydaje się najbardziej prawdopodobna.

Polityka 17/18.2017 (3108) z dnia 25.04.2017; Nauka; s. 93
Oryginalny tytuł tekstu: "Sejmowy cud słońca"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Krótkoterminowi turyści wysiedlają mieszkańców miast

Krótkoterminowy turysta już wysiedlił mieszkańców krakowskiej starówki. Teraz masowo rezerwuje Warszawę.

Edyta Gietka
29.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną