Sony Xperia XZ1 Compact – lekki, niewielki, porządny
Telefon Sony Xperia XZ1 Compact
materiały prasowe

Telefon Sony Xperia XZ1 Compact

Tablet i laptop Surface Pro 4 Microsoftu
materiały prasowe

Tablet i laptop Surface Pro 4 Microsoftu

Aparat Fujifilm X100F
materiały prasowe

Aparat Fujifilm X100F

Porządny compact

Lubimy w Technoechu przedmioty, które poprawiając komfort życia w jednej dziedzinie, nie obniżają go w innej. Mamy tu na myśli na przykład telefony, które mieszczą się w dłoni i kieszeni. Jak twierdzą ci, którzy mieli okazję testować nieobecny jeszcze na rynku model o nazwie Sony Xperia XZ1 Compact, nie dość, że jest to telefon lekki (140 g) i niewielki (129 na 64 mm), to jeszcze wyjątkowo szybki i generalnie udany. Jasny i kontrastowy ekran o przekątnej 4,6 cala i rozdzielczości 1280 na 720 pikseli nie różni się jakością od tego instalowanego w większym modelu XZ1. Obudowę wykonano z plastiku, ale wzmacnianego włóknem węglowym i przyjemnego w dotyku. Prostota dizajnu nas nie odstręcza i idzie w parze z odpornością telefonu na kurz i wodę (można go przez przypadek wrzucić do kąpieli). 19-megapikselowa kamera do najwybitniejszych nie należy, ale za to posiada funkcję ekstremalnego slow motion znaną z Xperia XZ1 and XZ Premium (960 klatek na sekundę). Posiada też niedający żadnych powodów do narzekania procesor Qualcomm Snapdragon 835 z 4 GB pamięci operacyjnej. Wprawdzie Sony instaluje w Compactach tylko 32 GB pamięci ROM, ale znajdziemy w nich oczywiście gniazdo kart microSD. Zaskoczy, być może, brak możliwości bezprzewodowego ładowania, ale w tej kompaktowej wersji XZ1 Sony umieściło baterię wyciągniętą z modeli znacznie większych (2700 mAh). Oznacza to, że ze smartfona można intensywnie korzystać przez cały dzień. Cena – nie najniższa, bo będąca równowartością 670 dol. Mówi się jednak, że XZ1 Compact to jeden z najlepszych niedużych telefonów z Androidem na pokładzie.

Niezła hybryda

Wojny są hybrydowe, samochody są hybrydowe, nic dziwnego, że rosnącą popularnością cieszą się hybrydowe komputery. Sprawdzają się i jako tablety, i jako laptopy. Nowa wersja produkowanego przez Microsoft urządzenia o nazwie Surface Pro 4 jest jednym z nich. W obudowie o podobnych (mniejszych) rozmiarach udało się zmieścić ekran zauważalnie większy niż ostatnio (12,3 cala). Także rozdzielczość wzrosła do godnych wspomnienia 267 ppi (2736 na 1824 piksele). Niezależne testy wykazują, że także parametry barwowe nie dają powodów do narzekania. Surface Pro 4 staje się narzędziem nie tylko do czytania, pisania, oglądania seriali, ale także działań o charakterze artystycznym. Pomaga w tym rysik o wymiennych końcówkach. Ekran w nowym tablecie Microsoftu reaguje bez zwłoki na 1024 stopnie intensywności nacisku. Całość obsługiwana jest przez system operacyjny Windows 10, cieszący się całkiem dobrymi opiniami, i wydaje się jednym z najlepszych tego typu – hybrydowych – urządzeń dostępnych obecnie na rynku. Niedoskonałości? Nie udało się producentowi wydłużyć czasu pracy na jednym ładowaniu akumulatorów (o deklarowanych przez Microsoft 9 godzinach odgrywania wideo należy zapomnieć). W podstawowym zestawie nie znajdziemy ulepszonej klapki-klawiatury Type Cover (130 dol. ekstra). Warto dokupić, bo nie tylko jej klawisze działają przyjemniej niż kiedyś, poprawiono też i powiększono touchpad (jednoczesne wykrywanie 10 punktów dotyku). Ceny Surface Pro 4 zależą od parametrów i składników zamawianego zestawu i zaczynają się od 800 dol.

Powolne doskonalenie

Japońska filozofia kaizen stanowi przeciwieństwo tzw. dobrej zmiany. Oznacza imperatyw niespiesznej, ciągłej, konsekwentnej poprawy. Efektem takich działań jest chociażby kolejne wcielenie modelu aparatu znanego od 2011 r. Fujifilm X100F to już czwarta wersja aparatu, w którym większość nastaw ma swoje fizyczne reprezentacje (pokrętła, dźwignie, guziki) i który cieszy się uznaniem entuzjastów fotografii. Obiektyw to niezmiennie szkło o ogniskowej 23 mm (odpowiednik 35 mm dla pełnej klatki), jasności f/2 (dostępne są też dwa konwertery modyfikujące ogniskową do 50 lub 28 mm). Migawka jest oczywiście centralna. Reszta stała się przedmiotem kaizen. Liczba elementów światłoczułych matrycy wzrosła do 24 mln – ale szumy kontrolowane są w sposób skuteczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zakres czułości poszerzył się do 100–51 200 ISO.

Sony A7 to nie jest, ale zdjęcia wykonywane przy ISO 6400 wyglądają znakomicie. Przyciski do sterowania punktem ostrości zastąpiono praktyczniejszym dżojstikiem, nieznacznie poprzesuwano niektóre z nastaw, umożliwiono przypisywanie funkcji do aż siedmiu przycisków – by aparat można było obsłużyć jedną dłonią. Nieznacznie zmodyfikowano hybrydowy wizjer, pozwalający na przełączanie między trybem optycznym, elektronicznym oraz mieszanym. X100F ostrzy szybciej i trafniej niż poprzednicy, ale należy przyznać, że jest to aparat stworzony z myślą o fotografowaniu z niejakim namysłem (umiarkowana szybkostrzelność). Cierpliwego użytkownika nagrodzi natomiast dłuższym czasem pracy baterii oraz pięknym obrazem, zwłaszcza w trybach symulujących charakterystykę błon fotograficznych. Darmowa aplikacja pozwoli na błyskawiczne przesłanie zdjęć z aparatu do smartfona. Cena – ok. 1300 dol. Zbliżona parametrami Leica Q kosztuje trzy razy więcej.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną