Jak ratować żydowskie nekropolie

Tam, gdzie dusze wiecznie czekają
Wielu z około 1200 cmentarzy żydowskich w Polsce niemal nie widać na powierzchni, ale w ziemi są szczątki zmarłych, których według judaizmu nie można ruszać. Jest już za późno, gdy na łyżce koparki pojawią się kości.
Na cmentarzu żydowskim w Tarnowie
prowadzone są badania georadarem mające
zlokalizować masowe mogiły Żydów z getta,
które istniało tu w latach 1942–43.
Jacek Bednarczyk/PAP

Na cmentarzu żydowskim w Tarnowie prowadzone są badania georadarem mające zlokalizować masowe mogiły Żydów z getta, które istniało tu w latach 1942–43.

Stary cmentarz żydowski w Krakowie, zwany również Cmentarzem Remuh
Teresa Olszak/Polityka

Stary cmentarz żydowski w Krakowie, zwany również Cmentarzem Remuh

Nowy cmentarz żydowski w Krakowie
Teresa Olszak/Polityka

Nowy cmentarz żydowski w Krakowie

audio

AudioPolityka Agnieszka Krzemińska - Tam gdzie dusze wiecznie czekają

Pod koniec sierpnia w Maszewie koło Goleniowa koparka rozorała cmentarz żydowski z XIX w. Gdy pojawiły się szczątki ludzkie i fragmenty nagrobków, prace przerwano. Zniszczona podczas nocy kryształowej nekropolia była od roku wpisana do wojewódzkiej ewidencji zabytków, jednak działka w czerwcu zmieniła właściciela, a nowy samowolnie rozpoczął budowę. Prokuratura bada incydent, a archeolodzy otrzymali zezwolenie komisji rabinicznej na nieinwazyjne badania mające określić zasięg nekropolii.

– W ewidencji mamy 70 cmentarzy, z czego osiem w rejestrze zabytków, sześć w trakcie wypisywania i dziewięć zabudowanych po wojnie, większość zaznaczona jest na mapach, ale nie zawsze widać ich zasięg – mówi Ewa Stanecka, wojewódzka konserwator zabytków ze Szczecina. – Po tym, co się stało w Maszewie, rozpoczęliśmy w województwie weryfikowanie dokumentacji, po którym wystąpimy o wpisanie na listę zabytków najstarszych z cmentarzy, tylko to zapewni im ochronę prawną.

Żydowskie cmentarze nie mają u nas łatwego losu. Chętnie zwalamy winę na Niemców, którzy je niszczyli, jak w Maszewie, ale prawda jest taka, że większość uległa dewastacji w okresie PRL. Album Łukasza Bagsika „Macewy codziennego użytku” pokazuje, jak wykorzystywano nagrobki żydowskie do wykładania nasypów, pieców, ścian stodół czy jako koła szlifierskie. Nie było Żydów, którzy by się zajmowali swymi nekropoliami; na powierzchni mało co było widać, więc władze mówiły, że pochówki ekshumowano, cmentarze likwidowano, a ziemię upaństwawiano. Tak było w Płońsku, gdzie na zamkniętym w 1961 r. cmentarzu stanęły budynki Polmozbytu, a dziś są pawilony handlowo-usługowe. Poruszenie wywołał incydent sprzed ponad roku, gdy inwestor zlikwidował tzw. lapidarium i wywiózł pomnik upamiętniający nekropolię. Poniewczasie miejsce to wpisano na listę zabytków, ale stanowi ono zaledwie 7 proc. liczącego ponad 3 ha cmentarza, na którym – jak oszacował Marek Gierlach – od XVI w. mogło zostać pochowanych 6 tys. osób. – Mamy 206 kości, więc w ziemi, w miejscu, gdzie mieszkańcy Płońska robią zakupy, jest ich ponad milion – wylicza archeolog, który walczy o pamięć o cmentarzu, bo sam trochę czuje się winny grzechu zaniechania. – W 1976 r. kopałem na płońskim grodzisku, gdy usłyszałem, że niszczą kirkut. Na miejscu ujrzałem walające się kości i odsłonięty grób z typową dla żydowskich pochówków kłódką. Chciałem go sfotografować, ale gdy wróciłem z aparatem, w grobie bulgotał beton. Jedyne, co po nim zostało, to wyjęta przeze mnie wcześniej kłódka.

50 łokci od zabudowań

Pierwsze wspólnoty żydowskie pojawiły się na ziemiach Piastów na przełomie XII i XIII w. Założono wtedy najstarsze cmentarze przy synagogach lub za murami miast, bo jako miejsca nieczyste powinny były być położone 50 łokci od zabudowań mieszkalnych. – Mamy około 1200 cmentarzy. W zależności od położenia, historii i zamożności danej społeczności różnią się one wielkością i wyglądem. Inaczej wyglądają te w małych sztetlach we wschodniej Polsce, inaczej w Warszawie i Łodzi, a jeszcze inaczej na Dolnym Śląsku, gdzie zresztą zachowały się też najstarsze judaika – murowane synagogi w Świdnicy i Oleśnicy oraz płyty nagrobne z 1203 r. (Wrocław) i 1270 r. (Świdnica) – mówi Krzysztof Bielawski, specjalista do spraw dokumentacji dziedzictwa żydowskiego w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

Cmentarze grodzono, stawiano na nich budynki, w których przygotowywano ciała do pogrzebu i drążono służące do rytualnej ablucji studnie. Groby oznaczano pionowymi stelami, zwanymi macewami, a odwiedzający kładli na nich kamyki, co było zwyczajem sięgającym czasów, gdy zmarłych chowano na pustyni i dzikie zwierzęta mogły rozwlec kości. Ikonoklazm zabraniał przedstawienia na nagrobkach sylwetek ludzi, dlatego były na nich tylko symbole, np. dłoń z lancetem u osób zajmujących się obrzezaniem czy świece u kobiet, które zapalały je w szabas. Żydzi nie lubią, gdy ich cmentarze nazywa się kirkutami (od niem. Kirchhof) czy cmentarzyskami, jak archeolodzy mówią o niedziałających nekropoliach, bez konstrukcji naziemnych. Dla wyznawców judaizmu cmentarz to dom życia (hebr. beit chaim), grobów (kwarot) lub wieczności (olam), którego nie można zlikwidować, przenieść czy ekshumować szczątki, bo te powinny w miejscu pochowania czekać na przyjście Mesjasza.

Teoria trzech dusz

– Byłem zdziwiony, gdy zobaczyłem, jak w Rosji i na Litwie spisujący macewy wykopują je spod ziemi, na co mają pozwolenie tamtejszych rabinów – mówi Bielawski, a dr Paweł Fijałkowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego dodaje: – W Anglii archeolodzy badają groby żydowskie. W Yorku, na cmentarzu z XII–XIII w., po pobraniu próbek szczątki ponownie pogrzebano pod nadzorem miejscowego rabina Immanuela Jakobovitsa.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną