Fenomen Instytutu Santa Fe

Instytut na Górze
Klasztor bez celibatu. Trzecia kultura wcielona. Akademia bez przyspawanych stołków, punktacji i rankingów, gdzie ekscentryzm jest cnotą. To Santa Fe Institute.
Drzwi do złożoności, czyli główny – nazwany imieniem Murraya Gell-Mana – budynek SFI, położony na szczycie jednego ze wzgórz okalających Santa Fe.
Karol Jałochowski/Polityka

Drzwi do złożoności, czyli główny – nazwany imieniem Murraya Gell-Mana – budynek SFI, położony na szczycie jednego ze wzgórz okalających Santa Fe.

Pisarz Cormac McCarthy (po lewej) i badacz złożoności David Krakauer, dyrektor SFI.
Karol Jałochowski/Polityka

Pisarz Cormac McCarthy (po lewej) i badacz złożoności David Krakauer, dyrektor SFI.

Jennifer Dunne, filozofka i biolożka, wicedyrektorka Instytutu.
Karol Jałochowski/Polityka

Jennifer Dunne, filozofka i biolożka, wicedyrektorka Instytutu.

Psycholog interdyscyplinarna Mirta Galesic.
Karol Jałochowski/Polityka

Psycholog interdyscyplinarna Mirta Galesic.

Geoffrey West, fizyk, współodkrywca praw ewolucji miast i korporacji, członek rady naukowej SFI.
Karol Jałochowski/Polityka

Geoffrey West, fizyk, współodkrywca praw ewolucji miast i korporacji, członek rady naukowej SFI.

Sidney Redner, badacz nowych fenomenów społecznych.
Karol Jałochowski/Polityka

Sidney Redner, badacz nowych fenomenów społecznych.

David Wolpert, współtwórca podstaw uczenia maszynowego, badacz teorii gier i teorii informacji.
Karol Jałochowski/Polityka

David Wolpert, współtwórca podstaw uczenia maszynowego, badacz teorii gier i teorii informacji.

Cormac McCarthy, gigant literatury amerykańskiej. Sprytnie się chowa, ale można go spotkać wieczorami w Santa Fe Institute. Znane są powieści „Krwawy południk”, „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy „Droga”. Mniej natomiast znany pozostaje utwór, który napisał na prośbę swoich kolegów i koleżanek z najbardziej chyba niezwykłego ośrodka badań nad rzeczywistością na świecie, położonego na pustynnej wyżynie Nowego Meksyku.

Jakiś czas temu poproszono McCarthy’ego, by rzucił okiem na deklarację celów Instytutu i poprawił, co trzeba. Wyrzucił rzecz do kosza i na ulubionej maszynie Olivetti (poprzedni egzemplarz modelu Lettera 32, na którym pracował przez pół wieku, wylicytowano za ćwierć miliona dolarów) wystukał, co następuje: „Praca naukowa w SFI zawsze popycha kreatywność ku granicom jej wydolności. Zawsze prosimy się o wysokie ryzyko porażki. (...) Jesteśmy absolutnie niepohamowani, jeśli idzie o rozbijanie granic stworzonych przez dyscypliny akademickie i struktury instytucjonalne. Jeśli wiesz o danym temacie więcej niż inni, chcemy z tobą porozmawiać. Nie dbamy o to, jaki to temat. (...) Zdarza się, że zaproszony przez nas gość okazuje się szalony. Przyjmujemy to wiwatami. Wiemy, że jesteśmy na dobrej drodze”. Pamiętacie Państwo Geoffreya Westa, Proroka Zagłady (POLITYKA 11)? To członek rady naukowej Instytutu. Przypominacie sobie Davida Krakauera z jego pochwałą rebelii i poezji (POLITYKA 7)? To jego dyrektor.

Idea SFI nawiedziła wybitnego chemika George’a Cowana już w 1956 r. podczas spotkania w Aspen Institute, które miało zbliżyć do siebie sztukę, naukę i kulturę, ale nie zbliżyło. Okazało się, że środowiska te posługują się osobnymi językami i modelami świata. Umoszczeni w swoich dziedzinach naukowcy z nieufnością spoglądali na próby myślenia interdyscyplinarnego. Trzy lata później z dziejowym wezwaniem do poszukiwania Trzeciej Kultury wystąpił inny chemik, C.P. Snow. Przewrót wydawał się konieczny, bo czasy były trudne i trzeba było je pilnie zrozumieć. Trzeba było pojąć życie, które jest piękne, ale i piekielnie trudne, kiedy przychodzi je opisać z naukową dyscypliną. Większość otaczających nas zjawisk – w biologii, ekologii, ekonomii, w socjologii, kulturze, polityce – pełna jest trudnych do uchwycenia współzależności, sprzężeń zwrotnych, bo balansuje na granicy tego, co konieczne, i tego, co przypadkowe.

Mentalne przemieszczanie

Musiało minąć ponad ćwierć wieku, w którym to czasie fizyka wypracowała narzędzia analizy systemów złożonych, a komputery nabierały mocy, by pomysł Cowana wyewoluował do namacalnej formy Instytutu. Wielki w tym udział jego genialnych kolegów, z których większość, podobnie jak on sam, na płaskowyżu Los Alamos zaangażowana była wcześniej w budowę bomby atomowej (był wśród nich legendarny Murray Gell-Mann). David Krakauer: – Wielu uczestników Projektu Manhattan musiało uciekać ze społeczeństwa o archaicznym charakterze. Musieli przybyć tutaj, na pogranicze, żeby dokonać czegoś nowego. Częściowo stanowiło to odpowiedź na faszyzm, ale częściowo wynikało z niespokojnej natury ich umysłów. Nie sądzę, by przypadkiem było, że imigranci są tak interesującymi uczonymi. Jest coś w fizycznym ruchu, co ma związek z przemieszczaniem się mentalnym. Kiedy już osiądziesz, stajesz się jak polip. To się przejawia w twoim życiu umysłowym.

Imperatyw nieustannego przemieszczania się i dźgania implantowano w Santa Fe. Instytut miał zatrudniać na stałe zaledwie garstkę naukowców, resztę współpracowników lokując na orbicie, rozrzuconych po całym świecie, ale zjeżdżających się regularnie do Nowego Meksyku – i wszyscy oni mieli być na tyle intrygujący, przychodzący z tak bardzo różnych kierunków, jak antropologia, fizyka cząstek elementarnych i literatura antyczna, a klimat intelektualny miejsca na tyle atrakcyjny, że w efekcie interakcji miało się rodzić myślenie nowe i świeże. I tak też się stało, nie tylko w nauce. Zmarły w zeszłym roku Sam Shepard, dramaturg i aktor, opowiadał McCarthy’emu: „W czasie czterech miesięcy w SFI napisałem więcej niż normalnie w ciągu roku. Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że trzeba mnie zamknąć w zakładzie”. Hybrydowy, utrzymywany z datków prywatnych, fundacji, wsparcia agencji rządowych i firm stowarzyszonych w sieci biznesowej, SFI stał się tym, co sobie wymyślił Cowan.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną