Sprzątanie domu niebezpieczne dla zdrowia?

Agent detergent
Chemia w środkach czystości bywa groźna. Trzeba jednak jej w domu używać. Byle z głową.
Były czasy, gdy przy porządkach stosowano jedynie ług, piasek, mydło i ocet – ale nie z uwagi na przesadną dbałość o zdrowie, lecz niski poziom higieny i cywilizacji.
Getty Images

Były czasy, gdy przy porządkach stosowano jedynie ług, piasek, mydło i ocet – ale nie z uwagi na przesadną dbałość o zdrowie, lecz niski poziom higieny i cywilizacji.

Dzięki detergentom utrzymanie czystości przestało być katorgą, na którą trzeba poświęcać wiele godzin.
belchonock/PantherMedia

Dzięki detergentom utrzymanie czystości przestało być katorgą, na którą trzeba poświęcać wiele godzin.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Agent detergent

Dom to mikrokosmos. Ważne, by osiągnąć w nim równowagę. Elżbieta Lange, psychoterapeutka i trenerka zdrowego stylu życia, musi się trochę wysilić, by serwując tego rodzaju mądrości, uczynić zadość gospodarzom spotkania, którzy chcą wypromować przed mediami nową linię środków czystości. Sprzątanie nie hańbi, ale tej wiosny ma do niego zachęcać taka oto filozofia: czyste mieszkanie wpływa na zrównoważoną i lepszą egzystencję. – Kiedy dobrze się odżywiamy i uprawiamy sport, ale mieszkamy w nieporządku, to trudno mówić o zdrowym stylu życia – przekonuje.

Brudno jak w kuchni

Jeszcze trudniejszą misję ma pracownica norweskiej firmy: musi uzasadnić, dlaczego nowe produkty do mycia podłóg, czyszczenia łazienki i prania kosztują kilkakrotnie więcej niż te, do których kupujący są od lat przyzwyczajeni. I tu okazuje się, że kluczowym argumentem jest chemia, a właściwie jej brak – nowa linia detergentów ma bowiem być właśnie dlatego droższa, że zawiera mniej składników niebezpiecznych dla zdrowia i środowiska.

Kto chce podbić rynek ekologicznymi hasłami, a przy okazji nastraszyć perfekcyjne panie domu swędzącą skórą i załzawionymi oczami, może tu liczyć na sukces. Polacy boją się GMO, szczepionek, konserwantów i dodatków do żywności, nie zawsze zdając sobie sprawę, że są one lepiej przebadane niż wiele naturalnych produktów, często opatrzonych etykietą „organic”. Niepokoją ich też środki czystości zawierające chemikalia. Bardziej nawet niż brud i zarazki. Czy słusznie?

Kilka lat temu zespół mikrobiologów z Centrum Zdrowia Dziecka przeprowadził badania czystości rąk Polaków. Przy okazji ujawnił, że w mieszkaniach najbogatszym siedliskiem bakterii flory kałowej i grzybów pleśniowych są piloty do telewizorów. Mało kto dokładnie je czyści przy odkurzaniu mieszkania, a na co dzień, w przerwie reklamowej ciekawego programu w telewizji, większość jak najszybciej wraca z toalety, nie myjąc rąk.

Te same badania pokazały, że to jednak nie łazienka jest najprzyjaźniejszym miejscem dla bakterii, tylko kuchnia, choć miejsce, w którym przechowywana jest żywność i przygotowywane są posiłki, powinno kojarzyć się z nienaganną czystością. Ale nawet banknoty i urządzenia na placach zabaw bywają bardziej higieniczne niż blaty kuchenne, a na wysłużonej drewnianej desce do krojenia może gromadzić się więcej mikrobów niż na klozetowej.

Mimo to eksperci mówią: nawet kuchnia to nie sala operacyjna. I nie zachęcają do stosowania w mieszkaniach płynów bakteriobójczych. (Podobnie zresztą jak mydeł antybakteryjnych – one wraz z niebezpiecznymi drobnoustrojami niszczą naturalną florę, po której pozostaje nisza zapełniana hordą nowych zarazków). Preparaty przeciwbakteryjne spłukują się gorzej niż zwykłe płyny (np. do mycia naczyń), bo mają za zadanie dłużej pozostać na powierzchni i dalej tam działać. Na blacie lub desce do krojenia mogą stać się więc niezdrowym dodatkiem do kanapek. Lepiej myć po prostu kuchenne sprzęty zwykłymi detergentami lub naturalnymi preparatami, jak soda oczyszczona, sok z cytryny lub ocet (zarazki nie tolerują kwaśnego środowiska). Za to częściej i dokładniej.

Dr inż. Anna Oborska, chemiczka i kosmetolożka, dyrektorka Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, uspokaja przed nadmiarem zwykłej chemii w domach: – Bez niej nie da się utrzymać czystości. Brud pod względem chemicznym to przede wszystkim tłuszcz. A z nim sama woda sobie nie poradzi.

Zdrowiej w brudzie?

Były czasy, gdy przy porządkach stosowano jedynie ług, piasek, mydło i ocet – ale nie z uwagi na przesadną dbałość o zdrowie, lecz niski poziom higieny i cywilizacji. Rewolucja higieniczna polegała nie tylko na budowie wodociągów i kanalizacji, lecz także na dostarczeniu ludziom proszków, płynów do mycia podłóg i naczyń, sprejów do szyb itd. Już w poradniku dla gospodyń z 1876 r. doradzano, jak prać szybko, bo skoro pół dnia zajmuje gotowanie – drugiej połowy nie warto spędzić na praniu. – A dziś mamy technologie, o jakich nasze babki mogły tylko pomarzyć – mówi dyr. Oborska. Proszki to najbardziej skomplikowane detergenty – poszczególne ich składniki muszą uwalniać się w odpowiednim czasie i temperaturze, a przy tym nie niszczyć tkanin.

Polki zawdzięczają je rewolucji, którą gospodarstwa domowe przeżyły na przełomie XX i XXI w., gdy wraz z rozkwitem handlu zaczął się wyrównywać dystans dzielący nas od Zachodu również w dziedzinie prania koszul, zmywania i szorowania toalet. Wtedy telewizje świetnie żyły z promocji środków czystości, a producenci wmawiali konsumentom, że im więcej w domach chemii (zwłaszcza niemieckiej, która do dziś cieszy się szczególną estymą), tym czyściej i zdrowiej. Dziś wśród dziewięciu najpopularniejszych sektorów wydatki na reklamy detergentów spadły na ostatnią pozycję – według danych zebranych przez Kantar Media w 2017 r. ich producenci wydali w mediach 434,5 mln zł. Ale na farmaceutyki – 5,5 mld, na żywność 3,3 mld, a na napoje i alkohole – 1,2 mld zł.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną