Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Malowanie trawnika

Takie będą skutki reformy Gowina

Ustawa otwiera możliwość ręcznego sterowania przez ministra. Np. instytuty Polskiej Akademii Nauk mogą być mocą odgórnych decyzji wcielane do uczelni, bez pytania ich o zdanie. Ustawa otwiera możliwość ręcznego sterowania przez ministra. Np. instytuty Polskiej Akademii Nauk mogą być mocą odgórnych decyzji wcielane do uczelni, bez pytania ich o zdanie. Igor Morski / Polityka
Reforma nauki i szkolnictwa wyższego, promowana przez Jarosława Gowina jako Konstytucja dla Nauki, miała być inna niż wszystkie. Wyszło jak zwykle.
Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa  wyższego oraz wiceprezes Rady Ministrów.Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego/Wikipedia Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego oraz wiceprezes Rady Ministrów.

Nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym miała przeciwników i zwolenników we wszystkich obozach politycznych. W końcu została przegłosowana, warto więc sprawdzić, co w tej reformie jest sensownego, co szkodliwego, a także, co zaczynało się zgrabnie, a wyszło brzydko.

Dobre

Trzeba przyznać, że Jarosław Gowin poczynił wiele wysiłku, aby projekt reformy był szeroko konsultowany ze środowiskiem akademickim. Rozpoczął od konkursu, który wyłonił trzy zespoły pracujące nad niezależnymi wizjami zmian. Opracowania te przez kolejne miesiące były dyskutowane w ramach konferencji i spotkań Narodowego Kongresu Nauki oraz z poszczególnymi interesariuszami.

Jednym z efektów tych konsultacji jest choćby ucywilizowanie sytuacji doktorantów i utworzenie szkół doktorskich nowego typu. Doktoranci wreszcie będą mieli zagwarantowane stypendia oraz możliwość etatowego zatrudnienia, co pomoże ograniczyć ich wyzysk na uczelniach publicznych. Łatwiej będzie pracować nad doktoratami interdyscyplinarnymi, a obowiązkowa regularna ocena postępów prac nad dysertacją zdyscyplinuje nie tylko doktoranta, ale i promotora. Kończy się także dyskryminacja wiekowa „młodych naukowców” (do tej kategorii zaliczano osoby poniżej 35. roku życia): w nowej ustawie to doktorant lub osoba, która doktorat uzyskała nie więcej niż siedem lat temu, niezależnie od metryki. Ucywilizowano niektóre kwestie pracownicze – np. już druga umowa o pracę będzie musiała być umową na czas nieokreślony. Także prawa studentów są lepiej określone i chronione.

Ważnym punktem reformy jest zwiększenie władzy rektorów. Krytycy niepokoją się, że spowoduje to marginalizację wydziałów, zwłaszcza niedochodowych i niemających wybitnych wyników naukowych. Nie wiemy, czy te obawy są uzasadnione, jest natomiast jasne, że osoby zarządzające uczelnią i ponoszące za nią odpowiedzialność będą miały większe możliwości podejmowania decyzji.

Polityka 29.2018 (3169) z dnia 17.07.2018; Nauka; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Malowanie trawnika"
Reklama