David Attenborough i jego walka

Ma dość ludzkości i ma powody
Miło, że David Attenborough przyjechał na szczyt klimatyczny w Katowicach. Mniej miłe jest to, co ten przyrodnik i przenikliwy myśliciel ma nam do powiedzenia. Za jego życia człowiek bezpowrotnie zniszczył swoje środowisko.
Sir David Attenborough.
Dwayne Senior/Eyevine/EAST NEWS

Sir David Attenborough.

Ptaki tundry północnej Europy.
Danny Green/Rex Features/EAST NEWS

Ptaki tundry północnej Europy.

Ptaki morskie zabite w wyniku wycieku oleju ze statku u wybrzeży Nowej Zelandii.
Mike Hutchings/Reuters/Forum

Ptaki morskie zabite w wyniku wycieku oleju ze statku u wybrzeży Nowej Zelandii.

Lwy morskie w obiektywie Johna Aitchisona, współpracownika Davida Attenborougha.
Danny Green/Rex Features/EAST NEWS

Lwy morskie w obiektywie Johna Aitchisona, współpracownika Davida Attenborougha.

Duki wspaniałe w wietnamskim lesie w prowincji Ðà Nă˜ng.
Avalon/UIG/Getty Images

Duki wspaniałe w wietnamskim lesie w prowincji Ðà Nă˜ng.

Foka szara złapana w rybacką sieć u wybrzeży Anglii.
Getty Images

Foka szara złapana w rybacką sieć u wybrzeży Anglii.

Płonący las w Amazonii.
Bruno Kelly/Reuters/Forum

Płonący las w Amazonii.

Prawdopodobnie nikt lepiej niż David Attenborough nie rozumie dynamiki życia na Ziemi, a także rzeczywistej roli człowieka w tym niezwykle złożonym, wciąż zmieniającym się układzie. Brytyjski popularyzator nauki i gwiazda BBC od prawie siedmiu dekad podróżuje po świecie, przyglądając się egzystencji i zwyczajom zwierząt w ich naturalnym środowisku. Dłużej, niż żyje większość z nas, obserwuje funkcjonowanie różnorodnych ekosystemów, z narażeniem zdrowia i życia wkłada palce między drzwi i głowę między rozwarte krokodyle szczęki. Wiedza, jaką zdobywa, pozwala mu lepiej zrozumieć ludzki gatunek. A czas, jaki przeżył, pozwala mu dostrzec zachodzące zmiany.

Gdy zaczynał, świat był tak dalece inny od obecnego, że moglibyśmy spojrzeć na 92-letniego Davida Attenborougha jako przybysza z obcej cywilizacji. Żywą skamielinę, niczym kości dinozaurów, które bada. Artefakt z epoki, gdy nasza planeta nie była jeszcze globalną wioską, a lokalna różnorodność nie rozmywała się pod wpływem napierających niczym walec mediów masowych.

Jako młody przyrodnik

Gdy jako 26-latek dostał swój pierwszy angaż w telewizji, BBC dopiero raczkowała. „Istniała tylko jedna sieć BBC, która docierała jedynie do Londynu i Birmingham” – wspomina w wydanej właśnie w Polsce autobiografii „Przygody młodego przyrodnika”. „Wszystkie programy pochodziły z dwóch małych studiów w Alexandra Palace, w północnej części stolicy. Były to te same studia, obsługiwane w istocie przez te same kamery, które w 1936 r. wyemitowały pierwsze na świecie regularne programy telewizyjne. W 1939 r., po wybuchu drugiej wojny światowej, transmisje zawieszono, ale wznowiono je zaraz po zwycięstwie w 1945. Zatem kiedy w roku 1952 zatrudniono mnie jako producenta stażystę, brytyjska telewizja miała za sobą zaledwie dziesięcioletnie praktyczne doświadczenie”.

Programy niemal w całości nadawano na żywo. Kąciki przyrodnicze już wtedy cieszyły się popularnością, a że zwierzęta prezentowano podczas improwizowanych występów przed kamerami, niejednokrotnie kończyło się to wypróżnieniem na wycieraczkę lub spodnie prezentera. Zdarzały się też na oczach widzów brawurowe ucieczki i nie mniej rozpaczliwe pościgi, ze skutkiem nieprzesądzonym. Pewna afrykańska wiewiórka, która na długo znalazła schronienie w przewodach wentylacyjnych, miała wesoły zwyczaj pojawiania się znienacka na wizji podczas przedstawień teatralnych, programów rozrywkowych oraz duszpasterskich. Tak oto młody Attenborough zbierał doświadczenie jako producent, dyrygując przedstawieniem z reżyserki i a vista rozwiązując niezliczone problemy. Pierwszy raz młody filmowiec stanął przed kamerą w 1954 r. przez przypadek, bo na gwałt potrzebne było zastępstwo. I tak już zostało.

Zainteresowanie życiem na Ziemi, jego genezą i znaczeniem nadawało ton egzystencji Attenborougha już od najmłodszych lat. Jako siedmiolatek budował pierwsze muzea historii naturalnej, deponując w nich znalezione skamieliny i minerały. Wciąż jeszcze będąc małym chłopcem, uwielbiał włóczyć się po uniwersyteckich wydziałach przyrodniczych. Od swojej siostry – jednej z dwóch adoptowanych przez rodziców Davida żydowskich dziewczynek, ocalonych z Holokaustu – dostał bryłę bursztynu ze skamieniałymi stworzeniami, którą po latach potraktuje jako pretekst do podróży w czasie w jednym ze swoich programów.

Takiego pokochał go świat – za pasję bez granic, za wolę i umiejętność dzielenia się nią z innymi. Niestrudzony podglądacz świata roślin i zwierząt, doskonały gawędziarz, wciąż głodny wiedzy mimo podeszłego wieku, stał się ulubieńcem widowni nie tylko Wielkiej Brytanii.

Ów pluszowy wizerunek narodowej maskotki nie pozwala, niestety, dostrzec rzeczywistej wielkości przyrodnika, mierzonej w skali bezwzględnej. Nie ułatwia też odpierania coraz bardziej gwałtownych ataków ze strony – o, ironio! – obrońców środowiska, zarzucających mu ze szlachetną intencją, ale bez zrozumienia, że nie protestuje dostatecznie głośno przeciw dewastowaniu ekosystemu, bez którego nie mamy szansy istnieć. Bo jakoby jego autorytet byłby dla sprawy bezcenny. Cóż za niesprawiedliwa pomyłka.

Jak zdenerwować pytona i przeżyć

„Przygody młodego przyrodnika”, w założeniu lekturę zapewne lekką, inspirującą i zabawną, czyta się ze złamanym sercem, w poczuciu głębokiej winy i frustrującej bezsilności. Każda scena to pocztówka ze świata, którego już nie ma lub nie będzie za chwilę. Zniszczyliśmy go w ciągu zaledwie paru dekad, w trakcie życia jednego człowieka. Warto, czytając, szukać aktualnych informacji o opisywanych przez młodego podróżnika gatunkach i pulsujących życiem habitatach. Skala zniszczeń i strat, w większości nieodwracalnych, jest porażająca.

Autobiografia pozwala też zrozumieć, jak niezwykłej odwagi, determinacji i hartu ducha osobą jest jej bohater. Skromne, ilustracyjne, a bywa, że dowcipne opisy zdarzeń kontrastują z ich rzeczywistą wymową. Dla Attenborougha schwytanie żywcem olbrzymiego kajmana, postrachu tubylców, i to brodząc w mętnej wodzie – gdzie ten drapieżnik jest szybki jak ryba, a człowiek nie ma szans na uniki – to po prostu zadanie do wykonania. Z kolei aby upolować ponadtrzyipółmetrowego pytona, który nie chciał zejść z drzewa na ziemię, podróżnik odrąbał gałąź, na której gad spoczywał, nie przejmując się jego możliwą reakcją: „Wylądowałem na ziemi, chwyciłem worek i pobiegłem za wężem (…). Jeśli mieliśmy go złapać, musiałem poradzić sobie sam. (…) Dogoniłem go, zanim wsunął łeb w gąszcz bambusów. Złapałem jego ogon i szarpnąłem go w tył. Rozwścieczony tą zniewagą, zwrócił się ku mnie, otworzył paszczę i cofnął łeb do pozycji umożliwiającej mu zadanie ciosu (…). Chwyciłem worek prawą ręką i rzuciłem go ruchem rybaka zarzucającego sieć, tak że opadł zgrabnie wprost na łeb zwierzęcia”.

Nieustające zagrożenie ze strony dzikich zwierząt, pasożytów, jadowitych węży, paskudnych szczepów bakterii. Notoryczne kradzieże, niesłowność, kłamstwa czy porażająca niefrasobliwość wynajmowanych przewodników i przewoźników. Jak choćby w historii o łódce, której „kapitan” nie miał pojęcia, jak płynąć do docelowej wyspy, co wyszło na jaw dopiero po paru dniach tułaczki po oceanie. Wymuszający bakszysz lub zwyczajnie nieprzyjaźni urzędnicy i policjanci, co parę razy mogło skończyć się źle.

Kto w obliczu takich przeszkód miałby wolę ciągnąć ów wózek dalej? David Attenborough nie dlatego został najsłynniejszym podróżnikiem i przyrodnikiem świata, bo miał szczęście trafić do BBC. To BBC miała szczęście, że do niej trafił.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną