Nauka

Spór naukowców. Pandemia nie poczeka na więcej danych

Lekarz i naukowiec John Ioannidis podważa dotychczasowe strategie walki z pandemią. Przekonuje, że mamy za mało danych, by stosować tak drastyczne środki. Inni się z nim zdecydowanie nie zgadzają, twierdząc, że pokora wobec złożoności zjawiska nakazuje działać natychmiast. Lekarz i naukowiec John Ioannidis podważa dotychczasowe strategie walki z pandemią. Przekonuje, że mamy za mało danych, by stosować tak drastyczne środki. Inni się z nim zdecydowanie nie zgadzają, twierdząc, że pokora wobec złożoności zjawiska nakazuje działać natychmiast. Timon Studler / Unsplash
Lekarz i naukowiec John Ioannidis podważa dotychczasowe strategie walki z pandemią. Przekonuje, że mamy za mało danych, by stosować tak drastyczne środki. Inni się z nim zdecydowanie nie zgadzają, twierdząc, że pokora wobec złożoności zjawiska nakazuje działać natychmiast.

Staramy się w „Polityce” prezentować wyniki badań oraz opinie wyłącznie godnych zaufania specjalistów. Publikacji naukowych, które ukazały się w periodykach takich jak „Nature”, „Science” czy „Lancet”, często nie opatrujemy komentarzem, bo zostały wcześniej dokładnie zrecenzowane. Są jednak takie prace – istotne – których takiej weryfikacji nie poddano. Warto skonfrontować je z opiniami innych specjalistów.

Tak jest w przypadku tekstu, który w magazynie „STAT” opublikował John Ioannidis, lekarz i naukowiec o znakomitych zasługach w dziedzinie epidemiologii i data science. Jego tezy prędzej czy później przebiją się do świadomości szerokiej publiczności, prawdopodobnie w uproszczonej, zwulgaryzowanej formie, i dadzą początek kolejnym teoriom spiskowym. Warto im się przyjrzeć, zanim pogłębią stan dezinformacji związanej z Covid-19.

John Ioannidis, bicz na niechlujną naukę

Szerszemu gronu odbiorców John Ioannidis dał się poznać jako pionier dziedziny zwanej metabadaniami czy metanauką. Jego praca „Dlaczego większość opublikowanych wyników badań naukowych jest nieprawdziwa” należy do najczęściej cytowanych w dyscyplinach nauk o życiu (mowa o zasobach PLOS, czyli Public Library of Science). Jeden z najstarszych i najbardziej respektowanych periodyków medycznych – „British Medical Journal” – określił kiedyś tego amerykańskiego naukowca mianem „bicza na niechlujną naukę”...

Ioannidis nie jest więc szarlatanem, wręcz przeciwnie, ale sformułowanej przez niego tezy nie można zostawić samej sobie. Przeczytajcie Państwo ten tekst do końca. Nie wyciągajcie wniosków w trakcie lektury.

Czytaj też: Jak okiełznać wirusa? Co mówią modele matematyczne

Jak nie spaść z urwiska? SARS-CoV-2 wymyka się statystykom

Zasadnicza teza Ioannidisa jest następująca: Covid-19 został ogłoszony pandemią stulecia, ale może też okazać się całkowitym fiaskiem metod gromadzenia dowodów, które przesądziły o obecnej strategii radzenia sobie z kryzysem. Żeby podejmować decyzje i działania o tak ogromnym znaczeniu, potrzeba dokładniejszych informacji niż te, którymi dysponujemy.

Trudno polegać na zgromadzonych dotąd danych o dynamice pandemii, pisze Ioannidis. Biorąc pod uwagę niewielką liczbę przeprowadzonych testów, można przypuszczać, że niektóre przypadki zgonów i prawdopodobnie ogromna większość infekcji spowodowanych przez SARS-CoV-2 wymknęły się statystykom. Większość pacjentów, u których stwierdzono koronawirusa, ma ciężkie objawy – ale tylko takich poddaje się testom. Nie stanowią reprezentatywnej próbki populacji.

Jedynym kontekstem, w którym przebadano całą „populację”, był statek wycieczkowy „Diamond Princess”, ale śmiertelność na poziomie 1 proc. mogła być spowodowana wysokim średnim wiekiem pasażerów. Ioannidis oblicza, że gdyby statystyki z „Diamond Princess” rzutować na całą populację Stanów Zjednoczonych, dałyby śmiertelność zbliżoną zwykłej sezonowej grypy. A wówczas zamykanie świata za blokadą, przynoszące olbrzymie społeczne i finansowe skutki, mogłoby się okazać całkowicie irracjonalne: „To tak jakby domowy kot zaatakował słonia. Sfrustrowany słoń, próbując uniknąć kota, przypadkowo spada z urwiska i ginie”.

Zabójcze łagodne koronawirusy i zafałszowana grypa

Nawet tzw. łagodne koronawirusy, znane naukowcom od lat, dają odsetek śmiertelności sięgający 8 proc., kiedy infekują rezydentów domów opieki – pisze Ioannidis. W samych USA atakują rocznie dziesiątki milionów osób. Każdej zimy stoją za 3–11 proc. przypadków hospitalizacji wynikających z infekcji dolnej części układu oddechowego. Można przypuszczać, że mają wpływ na tysiące zgonów, z których większość pozostaje nieudokumentowana testami. Przypadki te giną w szumie wszystkich 60 mln zgonów spowodowanych przez wirusy.

Podobnie jest z grypą, twierdzi Ioannidis. Raporty o spowodowanych przez nią zgonach są obciążone ogromnym błędem. Podczas autopsji kilkudziesięciu starszych osób zmarłych w sezonie grypowym 2016–17 wirusy powodujące tę chorobę znaleziono u 18 proc. Wirusy atakujące drogi oddechowe odkryto w organizmach prawie połowy zmarłych. Czasem infekcje wirusowe działały jednocześnie z bakteryjnymi.

Czytaj też: Pomówmy o złowrogiej naturze zarazków

„Pozytywny wynik na obecność koronawirusa nie oznacza automatycznie, że to on był głównym powodem śmierci” – podsumowuje Ioannidis. „W najbardziej pesymistycznym scenariuszu, gdyby nowy koronawirus zainfekował 60 proc. globalnej populacji i 1 proc. zakażonych ludzi poniosłoby śmierć, oznaczałoby to 40 mln zgonów, czyli mniej więcej tyle co podczas epidemii grypy w 1918 r.”.

Sceptycznie wobec spłaszczania krzywej

Krzywa liczby zachorowań rośnie. Jak się dowiedzieć, gdzie leży jej wierzchołek? Ioannidis: „Najcenniejsza informacja na ten temat to obecna częstość występowania infekcji w przypadkowej próbie populacji – częstość mierzona w regularnych odstępach czasu. Niestety, tej informacji nie mamy”.

Ioannidis jest sceptyczny wobec strategii spłaszczania krzywej zachorowań, bo ma jego zdaniem poważne słabe strony. „Jeśli intensywność epidemii przytłoczy system opieki zdrowotnej, a ekstremalne środki przeciwdziałania okażą się umiarkowanie skuteczne, spłaszczanie krzywej może pogorszyć stan rzeczy: zamiast przez krótki czas system opieki zdrowotnej będzie przeciążony znacznie dłużej. Także dlatego potrzebujemy dokładnej wiedzy o poziomie aktywności epidemii”.

Więcej danych? Jedź pan do Lombardii…

Nie mamy pojęcia, jak długo można utrzymywać ograniczenia social distancing i przeróżne blokady bez poważnego uszczerbku na ekonomii, jakości życia społecznego i stanu psychicznego. Ioannidis obawia się zwłaszcza zdarzeń nieprzewidywalnych – z wojną i rozdarciem tkanki społecznej włącznie. By podejmować decyzje, potrzebujemy bezstronnych danych, podsumowuje. „Jeśli zdecydujemy się skoczyć z urwiska, potrzebujemy trochę danych o racjonalności tego ruchu i szansach na to, że wylądujemy bezpiecznie”.

Tyle Ioannidis. „Według mnie ten profesor ma rację”, tak na jego tekst zareagował na Twitterze Elon Musk, twórca i szef firmy Tesla. Większość komentujących była innego zdania. Ich reakcje można streścić mniej więcej tak: jedź pan do Lombardii i zobacz na własne oczy, czym się kończy roztrząsanie problemu niepełnych danych i spóźniona reakcja.

Są też pierwsze reakcje specjalistów. Piszą, że nawet jeśli tok rozumowania Ioannidisa jest pozbawiony błędów, to i tak nie sposób zgodzić się z wnioskami końcowymi.

Jak nie zostać psychopatą

Harry Crane, matematyk i badacz nauk o złożoności z Wydziału Statystyki i Biostatystyki Rutgers University, pisze, że większa liczba danych nie rozwiąże w tej chwili problemu pandemii. „To całkowicie nieodpowiedni sposób traktowania złożonych i dynamicznych problemów rozgrywających się w czasie realnym”. Oskarża Ioannidisa o sianie ziaren zamieszania i zwątpienia.

„Gdyby choć maleńki ułamek ogółu społeczeństwa lub władz – prezydent, gubernator, burmistrz, dyrektor szkoły – podzielił punkt widzenia Ioannidisa, skutki byłyby bardzo poważne. Wirus rozprzestrzeniałby się w nieskończoność, infekując dziesiątki czy setki tysięcy, jeszcze bardziej przeciążając system opieki zdrowotnej, prowadząc do dodatkowych zgonów i totalnego zniszczenia”.

Czytaj też: Niektóre kraje odnoszą sukcesy w walce z Covid-19

Harry Crane: Nie ma znaczenia, jakie dokładnie są liczby

Ioannidis sygnalizuje brak istotnych danych o przebiegu pandemii. Jego instynkt podpowiada, by w takim razie sięgać do statystyk grypowych. To działanie niebezpieczne, o potencjalnie śmiertelnych skutkach, pisze Crane. Mamy do czynienia z procesem, w którym zasadniczą rolę odgrywają zjawiska o niskim prawdopodobieństwie zajścia, ale o kolosalnych konsekwencjach. W takiej rzeczywistości należy podejmować wszelkie możliwe działania, by te prawdopodobieństwa zmniejszać – i łagodzić ewentualne konsekwencje. „Działamy w warunkach straszliwej niepewności”, pisze Crane. A wtedy naturalny instynkt podpowiada, by mając nadzieję na szczęśliwe zakończenie, przygotowywać się na jak najgorsze. Ioannidis natomiast przekonuje, by robić na odwrót.

Tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie dokładnie są liczby. Pokora wobec złożoności zjawiska nakazuje działać natychmiast i nie czekać. Jeśli nie doszacowujemy liczby infekcji o czynnik 300, jak sugeruje Ioannidis, to działajmy tak, jakby było ich 300 razy więcej – pisze Crane. Jakiekolwiek byłyby liczby dziś, jutro się podwoją, jeśli nie poczynimy stanowczych kroków. „Sytuacja jest zła i tylko się pogorszy, jeśli damy się uśpić przez fałszywe poczucie bezpieczeństwa Ioannidisa i jemu podobnych”.

Czytaj także: Matematyka pilnie zatrudnię

Zawsze chcemy więcej danych, nie zawsze można czekać

Jedni szybko zignorują tekst Ioannidisa, ale inni nie, alarmuje Crane. Znajdą się tacy, którzy dadzą kredyt zaufania komuś, kto w środku globalnej paniki żąda bardziej przekonujących dowodów. Będzie to fatalne nieporozumienie. „Nie ma wątpliwości, że poglądy Ioannidisa wyłożone zostały w sposób rzetelny, ale zostały przycięte na potrzeby środowiska naukowego, a nie na czasy globalnego kryzysu. (...) Jego tekst nie odzwierciedla poczucia nagłej potrzeby, ciężko bagatelizuje powagę okoliczności i wysyła błędny sygnał do czytelników”.

„Żeby radzić sobie z dynamicznymi, złożonymi problemami, jak koronawirus, zawsze chcemy więcej informacji, ale musimy sobie radzić z tym, co mamy. To nie jest projekt akademicki. To prawdziwe życie, rozgrywające się w czasie realnym. Stojąc twarzą w twarz z tym, co niepewne, nie możemy odkładać działania do chwili zgromadzenia większej liczby dowodów lub ignorować katastrofalnego ryzyka tylko dlatego, że drastyczne środki zapobiegawcze wydają nam się irracjonalne” – podsumowuje Crane.

Czytaj też: Biomatematyka – zaplecze medycyny

Taleb i Norman: Musimy „panikować” indywidualnie

Wtóruje mu Nassim Nicholas Taleb z New York University w replice, którą napisał wspólnie z Josephem Normanem. Taleb jest autorem słynnej książki „Czarny łabędź” (2007). Podsumował w niej wyniki badań nad matematycznymi mechanizmami mało prawdopodobnych zjawisk o ogromnych skutkach. Sama pandemia koronawirusa do takich zdarzeń nie należy, bo epidemiolodzy spodziewali się jej od lat. Ale już jej skutki mogą mieć charakter zaskakujący i gwałtowny.

Opinię Taleba na temat tekstu Johna Ioannidisa można podsumować trzema zdaniami:

  1. Jeśli nie reagujemy „przesadnie”, krzywdzimy innych.
  2. Jeśli ignorujemy irracjonalne czynniki ryzyka, sobie też w końcu wyrządzamy krzywdę.
  3. Nawet drobne środki zapobiegawcze wdrażane w skali lokalnej dają duże efekty w skali całego systemu.

Taleb każe wyobrazić sobie epidemię we wczesnym stadium. Ryzyko indywidualnego zakażenia jest wtedy bardzo niskie. „Panika” (rozumiana jako działanie przedwczesne i na wyrost) jest wtedy działaniem irracjonalnym. Ale jeśli nie „panikujemy” i nie zaczniemy działać w sposób ultrazachowawczy, przyczynimy się do rozsiewania wirusa, co będzie systemowo upośledzać całą populację. Musimy więc „panikować” indywidualnie, żeby uniknąć problemów systemowych, nawet bez gwarancji indywidualnej korzyści. To nie opowieść humanisty, to wyrażone w języku naturalnym wyniki analiz matematycznych prowadzonych przez Taleba.

Taleb: Pokora i etyczny kierunek działania. Teraz

W sytuacjach takich jak obecna „tzw. racjonalne zachowanie okazuje się aktem egoizmu, a nawet psychopatii”, wyjaśnia Taleb. W czasach pandemii osobiste rankingi zagrożeń wchodzą w konflikt z rankingami zagrożeń dla całego społeczeństwa.

Przeświadczenie o niewielkim związku między indywidualnym poczuciem zagrożenia a realnym zagrożeniem całego społeczeństwa jest iluzją z jeszcze jednego powodu. Wraz z upływem czasu, czyli rozwojem pandemii, zagrożenia specyficzne, związane z pojedynczymi osobami, zaczynają się pokrywać z zagrożeniami globalnymi. Indywidualne ryzyko infekcji rośnie, kiedy wszyscy inni są już zainfekowani. Rośnie zagrożenie śmierci spowodowanej innymi chorobami.

Czytaj też: Polka odkryła, jak układ odpornościowy walczy z SARS-CoV-2

Taleb daje konkretny przykład: „Podczas pandemii, która oszczędza ludzi młodych i zdrowych, zwykły, rutynowy problem medyczny może się okazać niemożliwy do rozwiązania z powodu braku zasobów. Co więcej, kiedy społeczeństwo będzie w stanie rozpadu, pojawią się liczne nowe czynniki zagrożenia, których nie sposób zredukować do początkowego ryzyka indywidualnego zakażenia”. Widać to już wyraźnie w szpitalach, których oddziały intensywnej opieki zalewa fala ciężko chorych na Covid-19.

„Przekraczanie tych i innych mniej widocznych progów zmienia dynamikę pandemii. W miarę, jak zaczyna ona obejmować cały system, małe początkowo zagrożenia wzmacniają się i generują zagrożenia nowe i niespodziewane”, podsumowuje Taleb. „Z tych właśnie powodów każdy z nas powinien obrać pokorny i etyczny kierunek działania – wdrażając środki ostrożności na skalę indywidualną i lokalną”.

Wniosek końcowy tego tekstu? Zbierajmy dane z możliwą starannością, ale jeśli chcemy móc potem, kiedy już będzie po wszystkim, spojrzeć w lustro, a innym w oczy, działajmy natychmiast.

Czytaj też: Koronawirus SARS-CoV-2. Fakty, a nie mity

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Skromne i pożyteczne. Finałowa piątka Nagrody Architektonicznej

Po raz dziewiąty wybieramy najlepszą realizację architektoniczną ubiegłego roku. Na początek – piątka finalistów.

Piotr Sarzyński
07.04.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną