Nauka

Robot, nasz bliźni

Roboty wkraczają w naszą intymność

Dr hab. Maciej Musiał Dr hab. Maciej Musiał Leszek Zych / Polityka
Rozmowa z laureatem Nagrody Naukowej POLITYKI dr. hab. Maciejem Musiałem o tym, jak roboty wkraczają w naszą intymność i co w nas zmieniają.
Polityka

AGNIESZKA KRZEMIŃSKA: – Co rozumie filozof przez intymność?
MACIEJ MUSIAŁ: – Moja dyscyplina jest specyficzna, bo nawet to, czym jest, czym powinna się zajmować, oraz sposób, w jaki ma to robić – jest problemem filozoficznym. Filozofia jest niezwykle heterogeniczna, więc i obecne w niej ujęcia intymności są rozmaite. Moje jest następujące: intymność to sfera bliskich i zażyłych relacji.

Ale intymność ewoluowała. Przecież dopiero niedawno zaczęliśmy sami decydować, z kim i jak długo chcemy tworzyć związek. W dodatku teraz modne jest pojęcie komercjalizacji intymności. Czy postępująca robotyzacja się z tym nie wiąże?
W pewnej mierze tak. Zjawiska racjonalizacji i komercjalizacji miłości – opisywane m.in. przez Evę Illouz – polegają na tym, że znaczna część z nas, świadomie lub nie, podchodzi do relacji intymnych „na chłodno” i analitycznie, jakby związek z drugą osobą albo relacja rodzinna były pracą zawodową, robieniem zakupów lub inwestycją. Czyli w rosnącym stopniu postrzegamy ludzi jako towary, które mają nam dostarczyć pozytywnych wrażeń. W tym sensie to jest swoiste preludium do robotyzacji intymności, bo skoro coraz częściej bliscy ludzie są dla nas przedmiotami, to równie dobrze możemy ich zastąpić robotami.

O mężczyznach żyjących z lalkami już w 2007 r. nakręcono film dokumentalny „Guys and Dolls”, a teraz czytamy, że niektórzy nie tylko się w nich zakochują, ale i chcą żenić. Na razie to bardziej śmieszy, niż przeraża, ale może to nasza przyszłość?
Wydaje mi się, że może tak być. Skoro już dziś są ludzie, którzy zastępują lalką ludzi z krwi i kości (która co prawda może mieć powłokę o fakturze i temperaturze zbliżonej do ludzkiej skóry, ale z reguły nie mówi i niczego nie robi), to co będzie, jeśli pojawią się doskonalsze interaktywne androidy? Co więcej, z ankiet socjologicznych wynika, że na pytanie: „czy byłbyś zainteresowany seksrobotem”, od kilku lat zaskakująco wiele osób odpowiada, że tak.

W kontekście rozważań o seksrobotach nieuchronnie pojawia się pytanie o to, czy ich relacje z ludźmi są czymś dobrym, czy złym. Entuzjaści tego rozwiązania przekonują, że roboty dostarczą nam poczucia bezpieczeństwa (nie zdradzą nas, nie zostawią), wolności (nie wymagają dostosowywania się do nich) i pozytywnych przeżyć bez ograniczeń. Przeciwnicy z kolei podkreślają, że większość pozytywnych rezultatów obcowania z robotami jest pozorna, ponieważ o ile my możemy się w robocie w jakimś sensie zakochać, to on może jedynie symulować stan zakochania. Uleganie iluzji, że robot darzy nas uczuciem, można porównać do zażywania narkotyków. Ponadto podkreśla się, że relacje z robotami negatywnie wpłyną na nasze relacje z ludźmi: jeśli będziemy traktować roboty jak ludzi, to ludzi zaczniemy traktować jak roboty.

Ale to chyba dotyczy głównie mężczyzn? W końcu nie ma jeszcze kochanków androidów. Panowie marzą o idealnych kobietach, no i to oni wydają się bardziej zainteresowani robotami i technologią.
Zgadza się, wszelkie dane dotyczące np. sprzedaży sekslalek wskazują, że płeć ma fundamentalne znaczenie, podobnie jak w przypadku pornografii, która też jest konsumowana w przeważającej mierze przez mężczyzn. Otwartą kwestią pozostaje, czy ta płciowa dysproporcja wynika z uwarunkowań biologicznych, czy kulturowych.

Androidy, jak w serialach „Westworld” czy „Prawdziwi”, to pieśń przyszłości. Czy dziś, gdy szczytem technologicznych możliwości są nieme sekslalki i automatyczne odkurzacze, powinniśmy się już zastanawiać nad istotą i granicami człowieczeństwa?
Nie wiadomo, czy kiedykolwiek stworzymy urządzenia, które będą świadome i zdolne do odczuwania emocji. W zasadzie nie ma nawet jasności, jak mielibyśmy sprawdzić, czy rzeczywiście mają świadomość, czy też tylko ją symulują, m.in. dlatego, że nie ma zgody co do tego, czym jest świadomość. Jednocześnie istnieją już roboty zaskakująco podobne do ludzi i symulujące ludzkie zachowanie, jak geminoidy zbudowane przez Hiroshiego Ishigurę czy androidy Davida Hansona. Przyglądając się im i naszemu do nich stosunkowi, wiele dowiadujemy się o sobie samych. Jedni twierdzą, że człowieczeństwa nie da się podrobić w żadnym robocie i jeśli wejdziemy z nim w interakcję, to będzie to dla nas dehumanizujące. Według innych człowiek to zbiór możliwych do technicznego zduplikowania procesów, więc interakcja z odpowiednio zaawansowanymi robotami może być „pełnowartościowa”. Jest jeszcze trzecia grupa, związana z posthumanizmem, według której drugorzędne jest to, czy w człowieku jest coś wyjątkowego, czy nie, bo i tak kluczową sprawą jest zrównanie go z innymi bytami, tak byśmy przestali traktować otaczający nas świat jako zasób i narzędzie, a zaczęli go otaczać wzmożoną troską.

Antropolożka Magdalena Radkowska-Walkowicz twierdzi, że sztuczny człowiek to wynik pragnień mężczyzny, który dzięki technice może być stwórcą bez udziału kobiety, dlatego tak powstały byt postrzegany jest jako niedoskonały i niebezpieczny.
To ciekawy wątek, który można dodatkowo skomplikować filozoficznym pytaniem: czy w ogóle etyczne jest, byśmy byli stwórcami? W szczególności: czy decydując o tym, jakie cechy ma posiadać powoływany do życia byt, nie krzywdzimy tych, których tworzymy? Idzie tu zarówno o hipotetyczne roboty o statusie osób, jak i o tzw. eugenikę pozytywną, czyli nadawanie nienarodzonym dzieciom na poziomie genetycznym cech, które uważamy za pozytywne. Sprawa – nawet jeśli zasadniczo dotyczy zabiegów, których aktualnie nie da się w praktyce realizować – jest niesłychanie kontrowersyjna, skomplikowana i ciekawa.

W czasie pandemii komputer i smartfon łączyły nas ze światem – ułatwiały życie, ale też rozleniwiały i uzależniały, przenosząc nas do sfery wirtualnej. Jeśli filozofia może zajmować się robotami, to chyba też i tą nową rzeczywistością?
Filozofowie od wieków stawiają ontologiczne pytania o to, co istnieje, jak istnieje, jaka jest hierarchia bytów, co jest iluzją, Matrixem, a co realnością, prawdziwą rzeczywistością. Współcześnie toczą się ciekawe dyskusje dotyczące tego, czy ma sens rozróżnienie na rzeczywistość wirtualną i niewirtualną w sytuacji, gdy stale jesteśmy podłączeni do internetu. Czy kiedy jadę samochodem i korzystam z nawigacji, to jestem on- czy offline? A może jestem on- tylko wtedy, gdy spojrzę na ekranik? Czy jeśli napisałbym w internecie o kimś bardzo niepochlebną opinię, to jest to nierealne, skoro może to mieć konsekwencje prawne? Albo – czy kiedy wzruszam się jakąś grą komputerową, to jest to mniej autentyczne wzruszenie niż to przy lekturze, powiedzmy, „Lalki” Prusa?

Takie argumenty wysuwają zwolennicy przekonania, że nasze wyobrażenie o realnym materialnym świecie i nierealnym internetowym jest niesłuszne, bo rzeczywistości te w dużym stopniu się przenikają i trudno ustalić między nimi wyraźną granicę, a na dodatek są przez nas podobnie doświadczane, w szczególności w zakresie stopnia ich realności. Rzecz jasna, pomysł jest pod wieloma względami kontrowersyjny, jednak należy podkreślić, że uznanie tego, co wirtualne, za realne, nie oznacza uznania tego, co wirtualne, za dobre i bezproblemowe.

Podobnie bezproblemowy nie będzie świat, w którym zastąpią nas roboty.
Pamiętajmy, że dotyczy to nie tylko relacji intymnych, ale głównie obowiązków domowych i zawodowych. Z prognoz wynika, że większość istniejących zawodów zostanie zautomatyzowana, bo po co płacić komuś, kto może iść na zwolnienie, skoro maszyna może to też robić, może i gorzej, ale taniej. Co z ludźmi, którzy utracą pracę? I znów pojawiają się rozmaite przewidywania: jedni mówią, że pojawią się nowe profesje; inni, że w pewnym momencie to się skończy, bo nie będzie jak się przekwalifikować i świat podzieli się na bezrobotną większość oraz garstkę czerpiących wielkie zyski z funkcjonowania robotów. Są też tacy, jak Maciej Szlinder, którzy m.in. w kontekście tego scenariusza proponują rodzaj korekty kapitalizmu i wprowadzenie powszechnego dochodu podstawowego.

Tylko czy to uczyni nas szczęśliwymi?
Nie wiemy, czy taki skrajny scenariusz się ziści, ale niezależnie od tego jest to ciekawe pytanie: czy człowiek, który może robić cokolwiek, bo niczego nie musi, będzie wolny i szczęśliwy czy apatyczny i zgorzkniały?

W swej książce zauważa pan, że stworzenie robota to czysta nauka, ale zakochanie się w nim i jego antropomorfizacja ma wiele z myślenia magicznego.
Zgadza się. Co ciekawe, niekoniecznie jest tak, że jeśli posiadamy racjonalną, naukową wiedzę o robotach, to jesteśmy już wolni od irracjonalnego stosunku do nich. Cynthia Breazeal, konstruktorka robotów z Massachusetts Institute of Technology, przyznaje, że do stworzonych przez siebie maszyn ma stosunek jak matka do dziecka i nie jest to jedynie metafora. Antropologiczne badania wśród innych konstruktorów na tej uczelni potwierdzają tę tendencję – część osób programujących roboty podczas pracy na komputerze ustawia parawanik lub odwraca robota, by robot na nich nie „patrzył”, bo dziwnie się czują.

Współwystępowanie pierwiastka racjonalnego i irracjonalnego to bardzo ciekawa kwestia, którą można pogłębić, odwołując się do pojęcia magii i myślenia magicznego obecnego w antropologii kulturowej i psychologii rozwojowej. Dochodzę do wniosku, że nie można postawić znaku równości między myśleniem magicznym a irracjonalnością i błędem, ponieważ magia we współczesnej kulturze pełni szereg istotnych funkcji, czego przejawem jest m.in. nasz stosunek do robotów. Można chociażby wskazać na fakt, że magia jest sposobem ich „oswajania”. Roboty budzą w nas niepokój, bo są czymś nowym, bo w popkulturze przedstawiane są często jako nasi wrogowie, bo nie rozumiemy, jak właściwie działają. Podobnie jak dziecko oswaja nowy, nieznany świat za pomocą magii, m.in. animizując zabawki, tak i my korzystamy z tego sposobu myślenia w kontaktach z robotami. Współczesnej kulturze zachodniej potrzebna jest pewna doza myślenia magicznego, co nie oznacza, że jego obecność jest zawsze czymś pozytywnym.

Boimy się robotów, ale i je podziwiamy, a gdy zaczniemy sobie wszczepiać kolejne urządzenia poprawiające funkcje naszego organizmu, zamienimy się w cyborgi.
To prawda, można powiedzieć, że z jednej strony roboty coraz bardziej zaczynają nas przypominać, z drugiej my upodabniamy się do nich. Swoją drogą to kolejny temat rzeka i problem filozoficzny. A w zasadzie kolejna puszka Pandory.

***

Dr hab. Maciej Musiał jest filozofem z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, badaczem przemian współczesnej intymności oraz tego, jak wpływa na nią robotyzacja i automatyzacja. Autor książki „Enchanting Robots. Intimacy, Magic and Technology” (Palgrave Macmillan, 2019).

PolitykaFundatorzy Nagród Naukowych POLITYKI 2020

Polityka 46.2020 (3287) z dnia 08.11.2020; Nauka i cywilizacja; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Robot, nasz bliźni"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama