Epizod 1: Syberia, 252 mln lat temu
Świat staje na krawędzi zagłady. Trwa rzeź o apokaliptycznych rozmiarach. Nie ma pewności, czy jakakolwiek wyższa forma życia ją przetrwa. Geologia może cofnąć zegar ewolucji o setki milionów lat. Nie pojawią się dinozaury, ptaki, ssaki, a więc i ludzie. Przyszłość biosfery staje pod znakiem zapytania za sprawą największych w dziejach globu erupcji wulkanicznych.
W zachodniej i środkowej części Syberii lawa pokrywa ponad 5 mln km kw., co odpowiada połowie Europy, po czym twardnieje i zmienia się w skałę bazaltową. Ta skorupa ma grubość od kilkuset metrów do 3 km, a jej łączna objętość przekracza 4 mln km sześc. Jakbyśmy Morze Śródziemne, zamiast wodą, wypełnili lawą.
Jednak same erupcje wulkaniczne, nawet olbrzymie i trwające z przerwami dziesiątki tysięcy lat, nie wystarczą do wywołania aż tak głębokiego kryzysu życia. Potrzeba czegoś jeszcze. Czego? Odpowiedź brzmi: gazów. Cztery z nich sieją największe spustoszenie niczym jeźdźcy apokalipsy. Zwą się: dwutlenek węgla, dwutlenek siarki, chlor i metan. Pierwsze trzy ulatniają się obficie z syberyjskich szczelin i kraterów wulkanicznych. Dwutlenek węgla ociepla glob, dwutlenek siarki przejściowo i na krótko go schładza, a potem wraz z trzecim gazem – chlorem – wywołują kwaśne deszcze zabijające rośliny. Kwaśnieją też oceany, z których znika życiodajny tlen. Organizmy morskie giną masowo.
Wtedy zjawia się metan. W przeciwieństwie do trzech poprzednich lotnych substancji jego matecznikiem nie są gorące trzewia Ziemi, ale dna paleozoicznych mórz polarnych. Metan skrył się w nich pod postacią hydratów – zmrożonych brył podobnych do lodu zbudowanych z kryształów wody, w których znajduje się gaz. Taki „metanowy lód” może przetrwać miliony lat na dnie morza w sprzyjających warunkach, czyli przy wysokim ciśnieniu i niskiej temperaturze.