Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Królestwo za jedwab

Królestwo za jedwab! Początki hodowli jedwabnika osnute są woalem tajemnicy

Jedwab upowszechnił się za dynastii Han (202 r. p.n.e.–220 n.e.). Jedwab upowszechnił się za dynastii Han (202 r. p.n.e.–220 n.e.). Getty Images
Szlachetna nić miała swój początek w starożytnych Chinach. Wiła się przez Azję i Europę, budząc emocje i pożądanie. Dziś jej producentkom przyglądają się genetycy.
Kobiety rozwijające kokony, brytyjska litografia z 1845 r.Getty Images Kobiety rozwijające kokony, brytyjska litografia z 1845 r.

Początki hodowli jedwabnika osnute są gęstym woalem tajemnicy. Na pewno było to nad Żółtą Rzeką, gdzie rosną drzewa morwowe, na których żeruje niepozorna ćma o nazwie Bombyx mandaryna, której gąsienice tkają niezwykłą przędzę. Nić z jednego kokonu może mieć nawet 3 km długości, jest supercienka (0,02 mm), niezwykle mocna i zaskakująco trwała, a utkany z niej materiał nie tylko pieści i chłodzi skórę, ale też cieszy oko. Według najpopularniejszego chińskiego mitu to bogini Leizu, żona (lub córka) legendarnego Żółtego Cesarza, pierwsza nauczyła się rozwijać kokony i tkać z cieniutkiej przędzy delikatny materiał. Inne mówią o bogini z końską głową czy księżniczce Si Ling-chi. Może pojawiać się w nich motyw kokonu przypadkowo wpadającego do filiżanki gorącej herbaty (ciepła kąpiel faktycznie rozpuszcza serycynę, uwalniając nić), ale zawsze występują w nich kobiety. Jedwabnictwo było bowiem zwyczajowo ich zajęciem.

To one dbały, by przechowywane w lęgarniach jajeczka nie zmarzły lub się nie przegrzały, a po wykluciu gąsienic karmiły je liśćmi morwy i chroniły przed zmianami temperatury, hałasem, a nawet brzydkimi zapachami. – Z ikonografii chińskiej wynika, że przy pozyskiwaniu, suszeniu i tkaniu przędzy pracowały obydwie płcie, ale zwyczajowo uważano, że z pielęgnacją nad jedwabnikami – wymagającą tej samej uwagi i czułości, co opieka nad dziećmi – najlepiej radzą sobie kobiety – mówi archeolożka prof. Małgorzata Grupa z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Z tym że macierzyńskie instynkty nie mogły im przeszkadzać w duszeniu larw przed pełną metamorfozą, bo motyl, wydostając się z kokonu, przecinał przędzę, którą potem trzeba było skręcać, by uzyskać długą nić.

Surowe, zabarwione już czy wyhaftowane tkaniny trafiały oczywiście w ręce mężczyzn, którzy zajmowali się handlem nimi.

Polityka 4.2023 (3398) z dnia 17.01.2023; Nauka ProjektPulsar.pl; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Królestwo za jedwab"
Reklama