Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Czterej jeźdźcy na słoniu

Czterej jeźdźcy na słoniu, czyli skąd się biorą nierówności. To się rozstrzyga już w chwili narodzin

„Tylko poważne studia nad kwestią nierówności pozwolą nam zrozumieć, w jaki sposób zmiany w rozkładzie dochodów wpływają na stabilność polityczną”. „Tylko poważne studia nad kwestią nierówności pozwolą nam zrozumieć, w jaki sposób zmiany w rozkładzie dochodów wpływają na stabilność polityczną”. Marcin Bondarowicz
O tym, czy ekonomia może tłumaczyć świat i dlaczego lepiej wierzyć modelom, które oświetlają kawałek drogi, a nie cały horyzont, opowiada Branko Milanović, ekonomista i były ekspert Banku Światowego.
„Globalnie nierówności spadają, ale wewnątrz poszczególnych krajów, takich jak USA, Chiny czy Rosja, rosną”.Marcin Bondarowicz „Globalnie nierówności spadają, ale wewnątrz poszczególnych krajów, takich jak USA, Chiny czy Rosja, rosną”.

TOMASZ TARGAŃSKI: – Przez dekady kwestię nierówności traktowano w ekonomii po macoszemu. Dziś jest w samym centrum debaty. Co się zmieniło: świat czy dyskurs ekonomiczny?
BRANKO MILANOVIĆ: – Jedno i drugie. Po drugiej wojnie światowej nastąpiło coś w rodzaju zbiorowego zaćmienia. Nierówności zniknęły z radaru zachodniej myśli ekonomicznej, a nawet z indeksów słów kluczowych w prestiżowych czasopismach ekonomicznych. Jeśli ktoś o nich pisał w latach 90., nikt nie traktował ich poważnie – chyba że zajmował się krajami rozwijającymi się. Przyczyny tej sytuacji były dwie. Pierwsza czysto polityczna: w cieniu zimnej wojny USA przyjęły narrację, że w kapitalizmie klasy społeczne nie istnieją lub mają znaczenie drugorzędne. A skoro nie ma klas, to po co badać podział dochodów?

Drugi powód był teoretyczny – ekonomia neoklasyczna skupiła się na cenach. To, z jakim kapitałem czy talentami ktoś wchodzi na rynek, uznano zaś za czynnik nieistotny. Było to o tyle paradoksalne, że na przykład dla Adama Smitha czy Karola Marksa ekonomia nierozerwalnie związana była z klasami społecznymi – właścicielami ziemskimi, kapitalistami, robotnikami.

Dlaczego w takim razie pan, który dorastał w socjalistycznej Jugosławii, gdzie klasy społeczne nie istniały, zainteresował się tym?
Przez statystykę, którą studiowałem na uniwersytecie w Belgradzie. Uczyliśmy się jej w sposób skrajnie abstrakcyjny. Wkuwaliśmy wzory i wykresy o rozkładzie zmiennej losowej, bez żadnego odniesienia do rzeczywistości. Czułem wtedy narastającą frustrację. Wreszcie we francuskiej gazecie natknąłem się na artykuł o rozkładzie bogactwa nad Loarą. Ktoś użył tam współczynnika Giniego i krzywej Lorenza. Wtedy coś zaskoczyło. Pomyślałem, że te wszystkie suche wzory można przecież zastosować do analizy struktury społeczeństwa.

Polityka 17.2026 (3561) z dnia 21.04.2026; Nauka ProjektPulsar.pl; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Czterej jeźdźcy na słoniu"
Reklama