Dlaczego żarówki halogenowe znikają z rynku

Zielone światło dla LED
Żarówki halogenowe dzielą los tradycyjnych i znikają z rynku. Dzięki LED za oświetlenie płacimy coraz mniej, jednak prądu i tak będziemy zużywać coraz więcej.
Ekspansja lamp LED w połączeniu z ich coraz niższą ceną powoduje, że ta technologia opanowuje stopniowo oświetlenie uliczne.
BEW

Ekspansja lamp LED w połączeniu z ich coraz niższą ceną powoduje, że ta technologia opanowuje stopniowo oświetlenie uliczne.

Coraz więcej lamp LED, zwłaszcza ozdobnych, produkowanych jest tak, że źródła światła są niewymienialne.
Marco Hegner/PantherMedia

Coraz więcej lamp LED, zwłaszcza ozdobnych, produkowanych jest tak, że źródła światła są niewymienialne.

audio

AudioPolityka Cezary Kowanda - Zielone światło dla LED

Sześć lat temu, gdy Unia Europejska wprowadzała zakaz produkcji i importu tradycyjnych żarówek, emocje były ogromne. Jedni tylko głośno narzekali na odbieranie im taniego, choć zupełnie niewydajnego oświetlenia, a inni w panice robili zakupy na zapas. Teraz podobny los spotyka żarówki halogenowe, minimalnie oszczędniejsze od tych zwykłych. Większość z nich również powoli będzie znikać ze sklepów, bo od września nie można ich w Unii produkować ani ich do niej sprowadzać. Jednak ten zakaz nie wzbudził tak wielkich emocji jak poprzedni. Wielu nawet o nim nie słyszało.

Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie tradycyjnie wroga Unii część mediów wykorzystuje brukselskie nakazy i zakazy, by podkreślać, jak to dobrze, że ich kraj już wkrótce opuści Wspólnotę. Poza Wielką Brytanią płaczu za żarówkami nie ma dziś przede wszystkim dlatego, że na rynku oświetlenia doszło do rewolucji. Zawdzięczamy ją technologii LED, która jeszcze kilka lat temu znajdowała się we wczesnej fazie rozwoju, była też droga. Diody LED nie były w stanie zastępować żarówek o dużej mocy i nadawały się raczej jako oświetlenie dekoracyjne lub uzupełniające. Dziś jest inaczej. To oświetlenie LED dominuje, jego ceny spadły (według Komisji Europejskiej aż o 75 proc. od 2010 r.), a technologia się rozwinęła. W jakim stopniu zawdzięczamy to unijnym przepisom?

Chyba w dość dużym. Pierwotnie żarówek halogenowych Bruksela chciała zakazać już w 2016 r., jednak producenci oświetlenia ostro protestowali. Przekonywali Unię, żeby dała im jeszcze przynajmniej cztery lata, do czasu aż lampy LED w pełni zastąpią żarówki. Ostatecznie dostali dodatkowe dwa i – jak się okazało – w pełni im wystarczyły. Ceny oświetlenia LED są nadal wyższe niż tradycyjnych żarówek, ale te różnice w ostatnich latach zmalały. Do tego lampy LED zużywają średnio o ok. 80 proc. mniej prądu niż żarówki halogenowe dające tyle samo światła, więc ich zakup dość szybko się zwraca.

Oświetlenie z Chin

To mniejsze zużycie prądu było głównym argumentem Unii w jej krucjacie przeciw tradycyjnym żarówkom. A im mniej prądu, tym mniejsza emisja gazów cieplarnianych, bo przecież w wielu krajach, z Polską na czele, energię elektryczną produkuje się wciąż głównie z węgla. Z dostępnych danych wynika, że swój cel Unia osiągnęła. Według GUS przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce przeznaczało w 2002 r. 2,3 proc. zużywanej energii (uwzględniając wszelkie jej źródła, czyli prąd, gaz czy ciepło) na oświetlenie. Ten wskaźnik spadł do 1,8 proc. w 2009 r. i do 1,5 proc. w 2012 r. Od tego czasu GUS przestał wyodrębniać oświetlenie w swoich raportach o efektywności energetycznej. Z kolei według danych firmy innogy Stoen Operator zużycie prądu przez gospodarstwo domowe w Warszawie spadło w latach 2012–16 średnio o ponad 5 proc.

Triumfalny pochód lamp i opraw LED oznacza jednak, że na wycofaniu większości żarówek halogenowych zapewne wcale się w Unii nie skończy. Już teraz w Brukseli trwają prace nad nową wersją dyrektywy. Tym razem zagrożone mogą być świetlówki fluorescencyjne. Co ciekawe, kilka lat temu to właśnie one były przedstawiane jako ciekawa alternatywa dla zakazywanych żarówek. Świetlówki kosztowały co prawda więcej od nich, ale za to były znacznie tańsze od lamp LED. Jednak nigdy nie cieszyły się one zbyt dobrą opinią wśród klientów. Przede wszystkim dlatego, że zawierały i wciąż zawierają niewielkie ilości szkodliwej dla zdrowia rtęci. Poza tym nie od razu świetlówki emitowały przyjemne ciepłe światło.

Możliwe więc, że świetlówki zaczną znikać już w 2020 r. Dla Polski to może być kłopot, bo jesteśmy jednym z dużych producentów takiego oświetlenia. Wielkie zakłady w Pile ma firma Signify, przez lata znana jako Philips Lighting. Najwięksi producenci w branży przekonują, by świetlówek tak szybko nie zakazywać, zwłaszcza że są wciąż używane na dużą skalę w przemyśle. Do tego rtęci jest w nich w tej chwili już niewiele. Jednak przy coraz ostrzejszych standardach świetlówki muszą przegrać, bo nie są tak wydajne jak LED.

Nie znaczy to wcale, że technologia LED nie wzbudza żadnych kontrowersji. Dzisiaj tego typu oświetlenie produkowane jest przez wiele firm – od najbardziej znanych koncernów po takie, których nazwy nic klientom nie mówią. Różnice cenowe bywają ogromne, tak samo jak jakościowe. Opublikowane w 2016 r. wyniki badań Urzędu Komunikacji Elektronicznej pokazały obraz dość zatrważający. W latach 2014–15 UKE skontrolował na polskim rynku ponad 300 wyrobów LED i w aż 40 proc. z nich stwierdził nieprawidłowości. Czasem dotyczyły one tylko błędnego oznakowania, ale w ponad 50 przypadkach wady były na tyle poważne, że urząd kazał wycofać takie oświetlenie ze sprzedaży.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną