Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

Nie ma darmowych kryzysów

Nie ma darmowych kryzysów. Co nas czeka po pandemii covid-19

„Najbardziej ucierpiały rejony starej Unii, uprzemysłowione, zurbanizowane, mające najwięcej kontaktów biznesowych i turystycznych z Chinami”. „Najbardziej ucierpiały rejony starej Unii, uprzemysłowione, zurbanizowane, mające najwięcej kontaktów biznesowych i turystycznych z Chinami”. Andriy Onufriyenko / Getty Images
Z dr. Maciejem Bukowskim, autorem raportu „Orzeł z popiołów. Gospodarka po COVID-19”, o tym, co nas czeka w nadchodzącej nowej normalności.
Maciej BukowskiMarek Wisniewski/Puls Biznesu/Forum Maciej Bukowski

ADAM GRZESZAK: – Polska wychodzi ze stanu hibernacji. Robimy to z obawy o wytrzymałość gospodarki czy społeczeństwa?
MACIEJ BUKOWSKI: – Epidemiologicznie byłoby dobrze, gdybyśmy jeszcze poczekali i otworzyli gospodarkę, gdy liczba zachorowań na COVID-19 spadnie. Ale jest problem z wytrzymałością społeczną. W pewnym momencie ludzie sami zaczynają wychodzić z domów. Tak jest we wszystkich krajach. Od samego początku było widać, że wprowadziliśmy to zamknięcie trochę za wcześnie, a więc musimy też liczyć się z tym, że trochę za wcześnie będziemy musieli je znieść.

Epidemiolodzy mówią, że jesteśmy dopiero przed szczytem zachorowań. Czy powinniśmy się tak spieszyć?
Krzywa zachorowań od 2 czy 3 tygodni w Polsce jest wypłaszczona, a nawet zaczęła lekko spadać. Nie zbliżymy się pewnie do zera jak w Nowej Zelandii, ale możemy zapewne liczyć na osiągnięcie poziomu tła – 100, a może nawet 50 zachorowań dziennie. Epidemiolodzy twierdzą, że musimy się nauczyć żyć z tą chorobą, zaakceptować jej obecność, ograniczać ryzyko, wiedząc, że ona sama prawdopodobnie nie zniknie. Jeśli nie nauczymy się kontrolować epidemii na niskim poziomie, będziemy musieli ponownie zamrażać gospodarkę, a to miałoby już dramatyczne konsekwencje. By tak się nie stało, musimy szybko identyfikować nowe ogniska zarażeń, a to wymaga wykonywania odpowiedniej liczby testów. Według naukowców z Uniwersytetu Harvarda dla utrzymania epidemii pod kontrolą konieczne jest minimum 150 testów dziennie na 100 tys. mieszkańców. To się w Polsce przekłada na 400 tys. tygodniowo, podczas gdy dziś robimy co najwyżej 80–90 tys. tygodniowo, czyli cztery–pięć razy za mało.

Mimo to epidemia nie rozwinęła się na taką skalę jak we Włoszech czy Hiszpanii.

Polityka 20.2020 (3261) z dnia 12.05.2020; Rynek; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie ma darmowych kryzysów"
Reklama