Jak się robi ostre cięcie budżetu

EDUKATOR EKONOMICZNY Cięcie do mięśni
Ostre oszczędności budżetowe to niezwykle bolesne i mało efektywne narzędzie ograniczania długu publicznego. Sęk w tym, że często jedyne, jakie można zastosować.
USA, Wielka Brytania czy Japonia to jednak nie Grecja. Nie stoją jeszcze pod ścianą, nie grozi im rychłe bankructwo.
Kevin Lamarque/Reuters/Forum

USA, Wielka Brytania czy Japonia to jednak nie Grecja. Nie stoją jeszcze pod ścianą, nie grozi im rychłe bankructwo.

Poprawa stanu finansów publicznych Grecji jest znacznie skromniejsza, niż można by sądzić, patrząc na podjęte przez rząd działania.
Marek Sobczak/Polityka

Poprawa stanu finansów publicznych Grecji jest znacznie skromniejsza, niż można by sądzić, patrząc na podjęte przez rząd działania.

***

Sprawdź swą wiedzę z ekonomii - zapraszamy do rozwiązania naszego quizu. W tej edycji sprawdzamy m.in. wiedzę o Europejskim Banku Centralnym, o kryzysie strefy Euro oraz o tym, jak banki sprawdzają swoich klientów  >>

***

Kiedy do Aten przyjeżdża znienawidzona „trojka” – reprezentanci Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), których zadaniem jest ustalenie z rządem greckim listy działań oszczędnościowych, od których zależy udzielanie dalszej pomocy finansowej – na ulice miasta wychodzą zdesperowani manifestanci. To zbrodnia, wołają, domagać się od nas dalszego zaciskania pasa. Przecież im silniej to robimy, tym silniej spada grecka produkcja, a w ślad za tym nasze dochody. Nie godzimy się na dyktat!

Spirala śmierci

Ludzie na ulicach Aten mogą krzyczeć swoje, ale politycy doskonale wiedzą, że deklaracja „nie godzimy się” nic nie da. Bez wsparcia finansowego ze strony partnerów ze strefy euro Grecja nie byłaby w stanie nawet przez tydzień obsługiwać swojego kolosalnego zadłużenia i zbankrutowałaby. A to oznaczałoby gospodarczy chaos i straszliwą recesję – znacznie bardziej bolesną od tej, z którą kraj musi się zmagać dziś. Grecki rząd sięga więc po inne argumenty: owszem, w 2009 r. grecki budżet odnotował ogromny deficyt sięgający 15,4 proc. PKB; od tego czasu przeprowadziliśmy jednak program drakońskich oszczędności. Podnieśliśmy znacznie podatki, ograniczyliśmy wydatki publiczne realnie o 15 proc. Niestety, w latach 2009–11 nasz PKB spadł o blisko 12 proc. A to spowodowało, że mimo znacznie wyższych stawek podatkowych dochody podatkowe są jeszcze niższe niż przed 2 laty. Gdyby nie spadek PKB, grecki deficyt wynosiłby dziś pewnie niecałe 5 proc. PKB. Ale w wyniku kurczenia się gospodarki jest niemal dwukrotnie wyższy.

Rzeczywiście poprawa stanu finansów publicznych Grecji jest znacznie skromniejsza, niż można by sądzić, patrząc na podjęte przez rząd działania. I nic dziwnego, bowiem operacja równoważenia gospodarki za pomocą cięć budżetowych jest bardzo trudna. Jeśli rząd obniża wydatki albo podnosi podatki, to z rynku znika część popytu. Mniejszy popyt oczywiście oznacza spadek produkcji – część ludzi traci pracę, obniżają się zyski przedsiębiorstw. Spadają dochody z PIT, CIT i VAT. Zaczyna więc działać spirala śmierci: im ostrzejsze rząd robi oszczędności, tym bardziej obniża się PKB, zabierając znaczną część korzyści uzyskanych w wyniku programu oszczędnościowego.

Warto to prześledzić na uproszczonym przykładzie. Załóżmy, że rząd Francji pragnie obniżyć deficyt budżetowy o 1 proc. PKB, czyli o 20 mld euro. Robi to – przykładowo – ograniczając o tę kwotę wypłacane gospodarstwom domowym transfery socjalne. Ponieważ jednak ludzie będą mieli mniej pieniędzy w kieszeni, będą również musieli ograniczyć swoje zakupy. Przy spadku zakupów o 20 mld wpływy podatkowe zmniejszą się o 3 mld, bo o tyle spadną dochody budżetowe z VAT i akcyzy. To jednak nie koniec zmartwień, bowiem mniejsze o 20 mld wydatki oznaczają mniejszy PKB (firmy nie wyprodukują towarów, które by kupiono, gdyby nie było oszczędności rządu).

Ponieważ średnio 70 proc. wydatków Francuzów przeznaczane jest na zakup dóbr krajowych, francuski PKB spadnie o około 14 mld. A to oznacza kolejne 1,5 mld spadku podatków dochodowych i drugie tyle ubytku dochodów z VAT i akcyzy, a także obniżenie się o ponad 2 mld składek na ubezpieczenia społeczne. Niższe dochody Francuzów zaowocują też dalszym ograniczeniem PKB – i odpowiednim spadkiem wpływów podatkowych. Oszczędnościom w wydatkach rządowych rzędu 20 mld euro (1 proc. PKB) będzie więc towarzyszyć znaczne ograniczenie wpływów podatkowych (jak sugeruje nasz uproszczony przykład, łączny spadek dochodów budżetu wyniósłby zapewne około 10 mld). Innymi słowy, skutkiem ujemnego wpływu programu oszczędnościowego na PKB, ograniczenie wydatków rządu francuskiego spowoduje jednocześnie spadek wpływów podatkowych, w rezultacie czego deficyt obniży się w rzeczywistości tylko o połowę zaoszczędzonej na wydatkach kwoty.

Albo ujmując rzecz inaczej – po to, by zmniejszyć deficyt budżetowy o 1 proc. PKB, rząd francuski powinien zmniejszyć swoje wydatki o ok. 2 proc. PKB. Licząc się z tym, że odbędzie się to również kosztem spadku poziomu dochodów Francuzów – nie tylko spadku tych dochodów, które wypłacałby im rząd, ale również mniejszych płac i zysków firm.

Bolesna kuracja

Jest w tym oczywiście coś absurdalnego, jak u człowieka, który po to, by spłacić długi, zaczyna oszczędzać na jedzeniu. Ale im więcej oszczędza, tym mniej ma sił, by pracować i zarabiać pieniądze. Teoretycznie można by powiedzieć: zamiast oszczędzać na jedzeniu, niech lepiej weźmie się ostrzej do pracy. W odniesieniu do całej gospodarki byłaby to rada: zamiast ciąć wydatki, lepiej zwiększyć PKB i wygospodarować więcej środków. Problem tylko w tym, że rekomendacje o wyższości wzrostu PKB nad oszczędnościami budżetowymi bardzo łatwo sformułować, ale trudno przekuć w rzeczywiste efekty.

Bo w jaki właściwie sposób Grecja miałaby nagle gwałtownie przyspieszyć swój rozwój gospodarczy? Oczywiście tylko w jeden – silnie zwiększając konkurencyjność. Czyli obniżając płace, wydłużając czas pracy, likwidując nadmierne zatrudnienie. To oczywiście również oznaczałoby bolesne oszczędności, choć dokonać musiałyby je głównie greckie firmy (które nie byłoby łatwo do tego skłonić, zwłaszcza jeśli dodatkowe zyski i tak zabrałby im rząd i przeznaczył na spłatę długów). W dodatku bez pewności, czy działania te rzeczywiście dadzą pożądane efekty w czasie i skali niezbędnej do poprawy greckich finansów. Słowem, oznaczałoby to raczej miło brzmiące dla ucha obietnice, niż realistyczny i wiarygodny plan naprawy sytuacji. Wierzyciele, którzy w przeszłości zainwestowali swoje pieniądze w zakup greckich obligacji, zamiast takich niejasnych obietnic wolą działania bardziej pewne, przejrzyste, możliwe do skontrolowania. Czyli oszczędności budżetowe, choćby ich efektem stał się spadek PKB i ciągnąca gospodarkę dłużnika w dół spirala śmierci.

Przed wystąpieniem takiej spirali, która dramatycznie zwiększa społeczny ból związany z procesem oszczędności budżetowych, właściwie nie ma ratunku. Trzeba się z tym po prostu liczyć, bo bez radykalnego programu oszczędnościowego nie daje się odzyskać zaufania inwestorów, a bez tego zaufania nie sposób sfinansować nawet niewielkiego deficytu. Kraj, który jest zmuszony do podjęcia takiego programu, krwawi i cierpi. Zdesperowani ludzie wychodzą na ulice, pracownicy sfery budżetowej paraliżują życie strajkami, obwiniani o kłopoty ministrowie finansów muszą czasem uciekać za granicę (tak stało się w 2001 r. z argentyńskim ministrem Domingo Cavallo). Nie jest to jednak cena oszczędności – ale raczej niezwykle wysoka cena, którą płaci się za poprzednią beztroskę. Radykalny program oszczędnościowy jest więc jak niezwykle bolesna i ciężka dla organizmu kuracja, którą stosuje się po to, by zwalczyć jeszcze groźniejszą, śmiertelną chorobę.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną