Millenialsi – miłe pokolenie bez złudzeń

Niskooburzeni
Rozmowa z Jerzym Dzięgielewskim, dyrektorem programowym telewizji MTV Polska, o młodych, całkiem szczęśliwych Polakach.
75 proc. Polaków bioracych udział w badaniu twierdzi, że są szczęśliwi.
Borys Nieśpielak/Forum

75 proc. Polaków bioracych udział w badaniu twierdzi, że są szczęśliwi.

Jerzy Dzięgielewski, dyrektor programowy MTV i Vh1 w Polsce.
Archiwum MTV Polska/materiały prasowe

Jerzy Dzięgielewski, dyrektor programowy MTV i Vh1 w Polsce.

„Byłam na plaży, napisałam o tym na Facebooku, nikt nie skomentował. Czy naprawdę byłam na plaży?”
Dougal Waters/Getty Images/FPM

„Byłam na plaży, napisałam o tym na Facebooku, nikt nie skomentował. Czy naprawdę byłam na plaży?”

Joanna Cieśla: – Wielu socjologów uważa, że sięganie po pojęcie „pokolenie” nie ma dziś sensu – ludzie, którzy przyszli na świat nawet w odstępie kilku lat, bardzo się między sobą różnią. Państwo – stacja telewizyjna skierowana do młodzieży – przeprowadzili własne badania* i twierdzą, że termin Pokolenie Y lub Millenialsi w odniesieniu do ludzi urodzonych na przełomie tysiącleci jest uzasadniony.
Jerzy Dzięgielewski: – Nasze badania objęły osoby urodzone w latach 1982–2003, czyli między 9 a 30 rokiem życia. Zgadzam się, że w ramach tej grupy mogą się pojawiać fundamentalne różnice. Ale chcemy się dowiedzieć o nich tyle, ile można, by zyskać ich zainteresowanie. Chcemy mówić do nich o rzeczach, które są dla nich istotne. I można tu znaleźć wiele podobieństw. Moim zdaniem w Polsce za dolną granicę tego pokolenia należałoby przyjąć 1990 r. jako rok urodzenia, żeby objąć dzieci i młodzież urodzone po transformacji. Większość z nich słabo pamięta poprzedni ustrój. Nie pamiętają też, albo bardzo słabo, świata bez telefonii komórkowej i Internetu. Od starszych odróżniają ich specyficzne relacje z rodzicami. To, co czytają, oglądają, czego słuchają, w dużej mierze pokrywa się z tym, czego słuchają i co oglądają ich rodzice. Jeszcze między osobami urodzonymi w latach 70. a ich ojcami i matkami te rozbieżności były duże. A dla dzisiejszych nastolatków Michael Jackson jest ikoną równie ważną co dla ich rodziców, choć może w inny sposób.

Jak oni sami siebie widzą?
Jako ciekawych świata, chętnych, by dzielić się i kontaktować z innymi, tolerancyjnych. Pod względem stosunku do podstawowych wartości są bardziej zasadniczy niż starsi.

Czy taki etyczny radykalizm nie jest aby odwieczną cechą wieku młodzieńczego?
Tak i nie. Oni są na przykład bardziej tolerancyjni. Weźmy muzykę: ludzie urodzeni w latach 70. mieli do niej fanatyczno-kibolskie podejście. Było się albo depeszem, albo metalowcem, albo za Republiką, albo za Lady Pank – dochodziło czasem wręcz do starć na tym tle. Dzisiejszy Millenials jednego dnia uwielbia Rihannę, innego ma zajawkę [czyli ochotę – red.] na sea punk, więc dużo spokojniej podchodzi także do cudzych wyborów. Być może dlatego oni czują się wyobcowani w Polsce – bo wyprzedzili swój kraj, przestali do niego pasować. Kompletnie nie przyjmują tego, co się dzieje w przestrzeni publicznej, w mediach zdominowanych przez starszych, gdzie pozostała ta kibolska mentalność, żółć, nienawiść.

Ale i dwudziestolatki chodzą na marsze niepodległości.
To jest margines – kibole, tym razem w dosłownym sensie, i grupka ultraprawicowych radykałów. Lecz nie ma u nas partii nacjonalistycznej porównywalnej z Jobbikiem, który zrobił karierę na Węgrzech. Niektórzy twierdzą, że nasze mainstreamowe partie zagospodarowują zapotrzebowanie na taką ideologię, ale ja myślę, że to uproszczenie. Po ostatnim Marszu Niepodległości były buńczuczne zapowiedzi, że oto zaraz powstanie wielki ruch prawicowy. Na razie go nie ma.

Czy najważniejsze wspólne doświadczenie Millenialsów to kryzys gospodarczy?
Prawie 60 proc. pytanych – i w Polsce, i na świecie – wymienia kryzys gospodarczy 2008 r. jako coś, co najsilniej ukształtowało ich dotychczasowe życie. Globalnie jednak bardzo ważny jest też nowojorski zamach 11 września 2001 r. i strach przed terroryzmem – ci ludzie nie znają świata bez niego. W Polsce jednak akurat to odczucie nie jest bardzo silne. Są trzy zdarzenia, o których młodzi Polacy mówią, że miały na nich większy wpływ niż kryzys: śmierć Jana Pawła II (73 proc.), Euro 2012 (65 proc.) oraz katastrofa smoleńska (58 proc.).

W jaki sposób te doświadczenia ich tworzą?
Odbijają się w ich hierarchii wartości. W kolejnych edycjach badań powtarzamy pytanie: co byś zmienił na świecie, gdybyś miał taką możliwość? Przez lata na pierwszym miejscu były zamiennie odpowiedzi: rozwiązałbym problem głodu i zaprowadziłbym pokój. Tym razem najczęstsza odpowiedź brzmiała: sprawiłbym, by na świecie było więcej pracy. Myślę, że to znaczący przejaw pragmatyzmu. Ciekawe, że polscy badani częściej niż ci z innych krajów mówią o wymyśleniu lekarstwa na raka (może to być związane z sytuacją w polskiej służbie zdrowia), rzadziej za to o zatrzymaniu zmian klimatycznych i globalnego ocieplenia.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną