Medialny fenomen Piotra Żyły

Żyła złota
W sieci krążą już zestawy „The Best of Żyła”, a ludzie pokochali jego naturalność.
„Szybko zaczął skakać, szybko się ożenił, szybko dzieci miał. On wszystko szybko robi” – śmieje się mama Piotra Żyły.
Łukasz Szeląg/Reporter

„Szybko zaczął skakać, szybko się ożenił, szybko dzieci miał. On wszystko szybko robi” – śmieje się mama Piotra Żyły.

Piotr Żyła podczas zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich w Planicy.
Łukasz Szeląg/REPORTER/EAST NEWS

Piotr Żyła podczas zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich w Planicy.

Kwalifikacje do konkursu skoków na dużej skoczni w Predazzo, 27 lutego 2013 r.
Piotr Nowak/FotoRzepa/Forum

Kwalifikacje do konkursu skoków na dużej skoczni w Predazzo, 27 lutego 2013 r.

(Tekst został opublikowany w POLITYCE 26 marca 2013 roku)

Gdyby skoczka Piotra Żyły nie było, należałoby go wymyślić. Zdaniem kibiców Żyła jest super, kiedy strzela śmiechem jak z cekaemu i nadaje jak ujarany, zaspokaja ważne potrzeby społeczne oraz żywotne interesy kibiców. Jest np. skuteczną odtrutką na zestresowanych, śmiertelnie poważnych polskich futbolistów z ich fryzurami, gwiazdorzeniem, wiecznymi dąsami i żałosnymi tekstami o gryzieniu trawy i „rzucaniu się do gardła piłkarzom San Marino”. „Spotkanie z Żyłą to jak prysznic w upalny dzień” – pisze jeden z wielbicieli na stronie Żyły na Facebooku, którą śledzi 170 tys. fanów.

Kibice się 26-letnim Żyłą zachwycają, rodzice są zaskoczeni, bo syn nigdy nie był gadatliwy.

„Dziwię się, że zaczął tak mówić w telewizji i w ogóle. To zwykły chłopak, prymusem nie był. W domu zawsze normalnie rozmawialiśmy, a tu naraz taki kabareciarz z niego wyszedł” – mówi w wywiadach ojciec. „Nie wiem, co mu się stało, że zrobił się taki wesoły. Ale może to dobrze, bo wszystko go cieszy, a to najważniejsze” – dodaje mama.

Kiedy ktoś mówi „ale znowu strzelił”, trener Łukasz Kruczek od razu wie, że chodzi o Żyłę i jego działalność w mediach elektronicznych. I że Żyła odleciał. „Piotrek od zawsze mówi to, co myśli, ale dopiero w tym sezonie media to zauważyły i wykorzystały” – mówi.

„Rzeczywiście, moja popularność ostatnio wzrosła” – przyznał publicznie Żyła. Ale na razie woli tej popularności nie odczuwać, bo musi się skoncentrować. Czasem wrzuca coś na fejsa, ale wiadomości raczej nie czyta, bo trochę go to wszystko przerosło i żeby całość przeczytać, musiałby siedzieć do przyszłej zimy.

Na szczęście jest już po sezonie. Żyła zakończył go z przytupem, w konkursie indywidualnym na „mamucie” w Planicy poniosło go na 212,5 i 216,5 m, był trzeci. Już w kwalifikacjach oddał najdłuższy skok dnia (221 m), o czym mówił tak: „Tego, co zrobiłem, nie można nawet skokiem nazwać, bo zrobiłem wszystko odwrotnie. Tu są takie dwa uskoki na rozbiegu i w tym drugim mnie za bardzo przeciągnęło, trzeba było odkręcać w drugą stronę, narty mi tylko strzeliły, resztę ratowałem z tego, co mogłem. Udało się odlecieć z tego dobre metry, więc widać, że forma jest wysoka, bo normalnie to z takiego skoku przydzwoniłbym w bulę”.

Skokami w Planicy Żyła zamknął niesamowity rok, w którym zdobył brązowy medal w turnieju drużynowym na mistrzostwach świata (Predazzo) i po raz pierwszy wygrał zawody Pucharu Świata (Oslo). W I serii w Oslo za styl dostał ocenę 20 i można powiedzieć, że sięgnął ideału w skakaniu na nartach.

Do dziś trudno mu w to uwierzyć, bo przed sezonem raczej nie widział się na podium. „Ale że się tak złożyło, że wygrałem, to co zrobić” – śmieje się.

Dupa na buty, garbik, fajeczka

W Oslo zagrało wszystko, wcześniej bywało różnie. Zawsze miał potencjał, czasami niezłe pojedyncze skoki, ale brakowało powtarzalności. Kilka lat temu skakał tak słabiutko, że wypadł z kadry skoczków, niektórzy nazwali go nielotem i beztalenciem. Był w potężnym kryzysie, zastanawiał się nad zakończeniem kariery: „Ale pomyślałem sobie: całe moje życie skaczę na nartach i to jest całe moje życie. I zaparłem się, wziąłem za siebie, poszedłem znowu do trenera Jasia Szturca”. Szturc pomógł mu poukładać technikę i opanować potężną siłę drzemiącą w nogach. I teraz Żyła nadal skacze i jest szczęśliwy, bo, jak mówi, gdyby nie skakał, to nie wie, co by robił.

Panuje zgoda co do tego, że Żyła potencjałem dysponuje. Zdaniem szefa PZN Apoloniusza Tajnera, ma najsilniejsze odbicie nie tylko w naszej kadrze, ale i w całej światowej czołówce. „To nie jest odbicie, to jest jak kopnięcie konia. Z miejsca skacze 3,47 m, niesamowity wynik. W 1906 r., gdy skok z miejsca był jeszcze konkurencją olimpijską, wywalczyłby brązowy medal igrzysk” – mówił Tajner gazecie „Polska The Times”.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj