Do wszystkich zniesmaczonych: dzieci trzeba karmić, kiedy są głodne, w miejscach publicznych też
Projektując miasta, budynki użyteczności publicznej, restauracje, kina, nie bierze się pod uwagę, że są wśród nas małe dzieci, które trzeba nakarmić.
Flickr CC by 2.0

Parę lat temu na lotniskach i w centrach miast w wielu miejscach Stanów Zjednoczonych i Europy siadały matki z dziećmi i karmiły piersią. Zryw był duży; tysiące kobiet protestowało przeciwko dyskryminacji.

Było to po wyrzuceniu z amerykańskiego samolotu matki wraz z półtorarocznym dzieckiem. Rodzina długo czekała na opóźniony samolot, dziecko było głodne, tuż przed odlotem matka starała się karmić je dyskretnie – jednak urażone zostały uczucia stewardesy.

Te zbiorowe manifestacje kobiet karmiących na chwilę zwróciły uwagę na problem: w przestrzeni miejskiej nie ma miejsc do karmienia. Projektując miasta, budynki użyteczności publicznej, restauracje, kina, nie bierze się pod uwagę, że są wśród nas małe dzieci, które trzeba nakarmić.

Tym razem sprawa dotyczy nadbałtyckiej restauracji i matki, również starającej się nie epatować, która została przez obsługę poproszona o udanie się wraz z dzieckiem do toalety. Matka (czy też rodzina dziecka, bo w restauracji byli jeszcze mąż i siostra karmiącej) postanowiła, że sprawy tak nie zostawi. W Gdańsku ruszył proces; kobieta skarży restaurację, domagając się przeprosin.

Wtrącił się były poseł Marek Migalski, ogłaszając na Twitterze i Facebooku, że podobnie jak puszczanie bąków i sikanie, tak też karmienie podlega społecznej umowie, wedle której nie robi się tego publicznie.

Tyle że dla karmienia piersią toaleta nie jest miejscem właściwym. Przeciwnie, jest jednym z najgorszych możliwych. Matki niejednokrotnie wybierają je, bo to lepsze niż nic. Bo spojrzenia przechodniów przeszkadzają, rozpraszają. Bo żeby nakarmić, trzeba usiąść, najlepiej w miarę wygodnie, stabilnie, inaczej można dziecko upuścić. A owo dziecko to nie wózek z supermarketu – że przestawi się, żeby się nie pętał pod nogami, a wyjmie, gdy potrzebny.

Karmienie piersią polega właśnie na tym, że dziecko dostaje jeść wówczas, gdy jest głodne. W innym razie płacze, wrzeszczy, denerwuje dorosłych – i ma do tego absolutne prawo.

Oczywiście, moglibyśmy zainwestować w miejsca, które się do karmienia nadają. Mimo że problem co kilka lat powraca – przy okazji kolejnego przykrego incydentu – wydaje się jednak, że umowę społeczną zawarto na co innego. Nie budujemy, nie wydzielamy, nie stawiamy – uznając, że karmienie piersią to sprawa naturalna jak, powiedzmy, oddychanie, niewarta większej uwagi.

A skoro tak – drodzy państwo zniesmaczeni – opuśćcie oczy. Bądź też zróbcie jakąś poważniejszą pikietę, która uświadomi włodarzom polskich miast, inwestorom, właścicielom, że powinni lepiej zorganizować przestrzeń, uwzględniając karmienie.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną