W 2019 r. liczba osób, u których zdiagnozowano jedną z chorób przenoszonych drogą płciową, zwiększyła się o kilkanaście procent w stosunku do poprzedniego roku. W ciągu ostatnich 10 lat liczba chorych się podwoiła. Zarażonych kiłą jest najwięcej.
Typowy pacjent poradni chorób przenoszonych drogą płciową to nie bezdomny alkoholik ani prostytutka. Młody (20–44 lata), najczęściej dobrze sytuowany mężczyzna z wyższym wykształceniem. Według danych amerykańskiego Centers for Disease Control and Prevention mężczyzna taki jest najczęściej tzw. MSM, czyli uprawiającym seks z mężczyznami, zatem o orientacji homoseksualnej lub biseksualnej. Przychodzi z alergiczną wysypką. Kiedy dowiaduje się, że najprawdopodobniej choruje na kiłę, mówi: „To niemożliwe!”.
– Rekordziści przyznają się do kilkuset partnerów w ciągu roku – mówi prof. dr hab. n. med. Anna Wojas-Pelc, która od 17 lat kieruje Katedrą i Kliniką Dermatologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest wiceprezeską Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego i przewodniczącą sekcji wenerologii PTD, i te „alergiczne wysypki” skutecznie leczy. Wśród zakażonych kiłą czy rzeżączką są oczywiście także kobiety, ale jest ich, według statystyk GUS, kilkakrotnie mniej niż mężczyzn. A wszyscy chorzy (tak twierdzą wenerolodzy, bo nie ujmują tego żadne statystyki oficjalne), niezależnie od płci i orientacji seksualnej, najczęściej należą do grupy podejmującej tzw. ryzykowne zachowania seksualne, jak modny od kilku lat chemseks, czyli seks na dragach. Na imprezach, po mefedronie, metaamfetaminie, ketaminie, GHB i staroświeckiej kokainie, żeby zintensyfikować doznania i najczęściej z wieloma partnerami.
Statystyki Państwowego Zakładu Higieny podają, że najwięcej jest zachorowań na kiłę: 1642 przypadki w 2019 r.