Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Jesteśmy manipulowani

Kto nami manipuluje? Kto nami manipuluje? thesleepless / Flickr CC by SA
Z rana w radio leci ta fajna piosenka. Syn znowu patrzy na nas tym rozczulającym wzrokiem, a w biurze kolega życzliwie proponuje nam, że sam sporządzi miesięczne sprawozdanie finansowe. Po południu w supermarkecie nasza ręka prawie automatycznie sięga po cztery pary skarpet. A wieczorem zamawiamy jeszcze kilka książek przez internet.

Jest to nasz zwyczajny dzień. Dzień, w którym raz po raz tracimy na parę krótkich chwil kontrolę nad naszym życiem i podczas którego jesteśmy manipulowani – podświadomie, niepostrzeżenie, wszędzie.

Piosenka w radio była melodią reklamową, która brzęczy nam w uchu przez cały dzień. Spojrzenie syna miało na celu wywołanie dobrego nastroju, ponieważ chciał on zabrać do szkoły konsolę Nintendo. Miły kolega chciałby jutro wcześniej pójść do domu. Skarpety kosztowały w dużym opakowaniu „tylko 20 euro”, czyli po 5 euro za jedną parę. Książki w księgarni internetowej inni czytelnicy ocenili wyłącznie pozytywnie.

Lecz kto był tutaj przedmiotem manipulacji? My? Nie może być! Kto łapie się na prymitywną reklamę telewizyjną zupy w proszku? Albo na sztuczki naszych dzieci? Jesteśmy przecież dorośli i inteligentni, nie z nami takie numery!

Dajemy się nabrać

To jednak tylko złudzenie. Jesteśmy bardziej podatni na manipulację, czy tego chcemy, czy nie. Uświadomienie sobie tego mało daje, jak pokazują badania. Psycholog Brad Gagarin z Northern Illinois University objaśnił uczestnikom pewnego badania trik niektórych firm, reklamujących się za pomocą rzekomych autorytetów. Kiedy uczestnicy badania mieli ocenić, w jakim stopniu takie reklamy, powołujące się na pseudo-autorytety, manipulują odbiorcami, udało im się to jeszcze w miarę obiektywnie. Gdy jednak spytano ich, jakie produkty kupiliby sami, taka sama liczba osób nabrało się na reklamę jak w grupie kontrolnej, której nikt nie ostrzegał.

Według definicji każdą czynność, której zamiarem jest świadome i celowe wywarcie wpływu na ludzi, bez ich zgody i często bez ich wiedzy, określa się mianem manipulacji.

A manipulacji dokonuje się od zarania dziejów. W starożytnych Atenach angażowano sofistów, dobrze opłacanych nauczycieli retoryki, aby nauczyć się jak dobrze argumentować we własnym interesie, choć niekoniecznie w pełni zgodnie z prawdą. Wielu mężów stanu było dobrymi manipulatorami. Niccolo Machiavelli, włoski polityk z przełomu XV i XVI wieku, do dziś uchodzi za mistrza w tej dziedzinie.

Dzisiaj jednak najbardziej wyrafinowanymi manipulatorami są specjaliści do reklamy i marketingu. Pobudzają głęboko ukryte pragnienia, nie mające często nic wspólnego z produktem, pokazują nieprawdziwe, szczęśliwe sceny rodzinne i wiedzą dokładnie, gdzie w supermarkecie umieścić poszczególne towary.

To czy reklama jest oszustwem, pozostaje sporną kwestią. Nikogo nie przymusza się reklamą do kupna czekolady. Decyzję o tym konsument podejmuje sam. Jest ona mu jednak coraz bardziej ułatwiana. Kto w supermarkecie poczuje zapach świeżego chleba, bardziej skłonny jest go kupić. Takie programowanie ludzi do działania nazywa się primingiem. W ten sposób można na przykład osiągnąć, że będą oni nieświadomie chodzili wolniej, kiedy wcześniej usłyszą wiele takich słów jak stary, powolny, sędziwy albo tracący pamięć. Albo też, że będą w większym stopniu kierowali się skąpstwem, gdy usiądą przez tapetą z banknotami dolarowymi.

 

 

Gdy tapeta wpływa na charakter

Holenderscy psychologowie z zespołu Roba Hollanda w ramach badania usadowili grupę osób w pomieszczeniu, w którym rozpylono lekki zapach cytryny. Ci uczestnicy testu dużo prędzej odgadli słowa mające związek z czystością, niż zrobiła to grupa kontrolna. Kiedy mieli wymienić, co mają w planie na ten dzień, 36% z nich (w porównaniu w 11% osób w grupie kontrolnej), napisało, iż chce zrobić porządki. I kiedy po eksperymencie dostali ciastko, grupa poddana działaniu zapachu przeznaczyła więcej czasu na sprzątnięcie jego okruchów.

W podobnym badaniu, naukowcy Ap Dijksterhuis i Ad van Knippenberg z uniwersytetu w Nijmegen polecili dwom grupom studentów opisanie typowego pseudo-kibica albo typowego profesora. Potem zadawano im pytania z gry „Trivial Pursuit”. Grupa opisująca stadionowego chuligana odpowiedziała prawidłowo na 46% pytań, a grupa mająca opisać profesora - na 60% pytań.

Manipulacja nie zawsze jest czymś złym. Skłonienie kogoś do bardziej społecznego zachowania albo do zdrowszego stylu życia często przynosi więcej, niż bezpośrednia rada.

Przykłady pożytku płynącego z manipulacji można znaleźć w Hamburgu. Są nimi światła na przejściach dla pieszych, pokazujące jak długo mają oni czekać na zielone światło. Pierwsze tego rodzaju urządzenie zainstalowano pod koniec 2005 roku. Liczba tych, którzy przechodzą tam na czerwonym świetle zmniejszyła się od tego czasu o 1/5. „Dla pieszych nie ma nic gorszego od stania na krawężniku i powstrzymywania się od ruszenia do przodu”, mówi Klaus Schlabbach z uniwersytetu w Hamburgu. „Ta informacja dotycząca czasu oczekiwania na przejście pomaga w przetrwaniu przykrego czasu oczekiwania”.

W 2008 roku Niemiecka Rada ds. Bezpieczeństwa na Drogach rozpoczęła kampanię „Zejdź z gazu” z zapadającymi w pamięć plakatami, na których widniały nekrologi „Gabi, Franka, Mii i Maxa T.” - rodziny, która za bardzo się śpieszyła do domu. Takie obrazy spowodowały, iż (przy malejącej od lat liczbie ofiar) „nadmierna prędkość” spadła już na trzecie miejsce wśród przyczyn wypadków, mówi Claudia Bormann z Rady ds. Bezpieczeństwa na Drogach. „Jest to wyraźna oznaka skuteczności tej kampanii”. Oto manipulacja w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Triki polityków: wszystko pod kontrolą

W filmie „Fakty i akty” Robert De Niro gra rolę spin doctora, który ma zatuszować moralną wpadkę prezydenta. To, co następuje później, jest serią inscenizacji i pociągania za sznurki, mającą głównie jeden cel: odwrócić uwagę opinii publicznej.

Spin doctorów, czyli ludzi, którzy potrafią wykazać, że czarne jest białe, w Niemczech nie ma – jak twierdzi Peter Radunski, długoletni doradca ds. politycznych i strateg wyborczy CDU/CSU. Ale manipulacje uprawia się nawet i bez spin doctorów. „Akurat kampanie wyborcze w ostatnim okresie stały się, z uwagi na aktualne poważne problemy, bardziej podatne na manipulację” – twierdzi Radunski. Najważniejszym celem tych zabiegów jest: w miarę możności unikać bieżących problemów i wywoływać wrażenie, że wszystko jest w najlepszym porządku. „Zamiast odpowiedzieć na faktycznie zadawane pytanie, a mianowicie, jak wyjść z kryzysu gospodarczego, wszyscy zajęci byli sprawianiem wrażenia, że pieniędzy jest jeszcze pod dostatkiem”. Dowodem tego, zdaniem politologa, były afisze podczas ostatniej kampanii wyborczej. „Wszystkie partie, nawet te małe, stawiały raczej na pokazywanie twarzy polityków, niż na siłę argumentów ” – mówi Radunski. Jego zdaniem była to wyraźna próba, by w tak niepewnych czasach nie zagłębiać się za bardzo w politykę. Mówiono o „walerianowej walce wyborczej” - a więc kojącej, pozytywnej kampanii. W obliczu sytuacji, w jakiej znalazł się kraj, była to gigantyczna manipulacja.

Innym, chętnie stosowanym trickiem jest wysuwanie znienacka na pierwszy plan całkiem nowego wątku. „W 2002 r. udało się to Gerhardowi Schröderowi. Zmobilizował on wyborców sprawą niepopularnego udziału w wojnie w Iraku, która wówczas jeszcze w ogóle nie dotyczyła Niemców” – mówi Radunski. Manipulowano również przy wynikach sondaży – jedni trochę dodawali SPD, inni odejmowali nieco punktów CDU, aby walka wyglądała bardziej dramatycznie. Jednak za dużo przestrzeni na to nie ma, odkąd przeprowadza się tak wiele sondaży. „Poza tym sprawy mogą pójść zupełnie na opak. Mówiąc: „ten nie ma żadnych szans, wygramy z pewnością” możemy zmobilizować przeciwników i uśpić własnych wyborców”.

Największe pole do manipulacji Radunski dostrzega obecnie w Internecie. Można w nim umieszczać swoje domniemania i sugestie, nie zajmując stanowiska w oficjalnej dyskusji. Można też intrygować. „Kiedy Barack Obama został senatorem, rozpowszechniono w internecie informację, że przysięgał na Koran” – przypomina sobie Radunski. – „Jednak on świetnie sobie z tym poradził. Jego ludzie zaczęli umieszczać we wszystkich możliwych forach zdjęcia, na których wyraźnie było widać, że przysięga na Biblię”. Zdaniem Radunskiego manipulacja uprawiana za pomocą internetu będzie coraz bardziej przybierała na sile. „Na Youtube można umieścić filmik, w którym z przemówienia przeciwnika wyjmie się kilka fragmentów i zmontuje w ten sposób, by świadczyły przeciwko niemu”. Oczywiście na coś takiego przygotować się nie da – można jedynie reagować.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kultura

Dlaczego książki drożeją, a księgarnie upadają? Na rynku dzieje się coś dziwnego

Co trzy dni znika w Polsce jedna księgarnia. Rynek wydawniczy to materiał na poczytny thriller.

Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
18.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną