Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Egipt nie chce dyktatury

Kairski plac Tahrir znów stał się centrum protestów. Kairski plac Tahrir znów stał się centrum protestów. MOHAMED ABD EL GHANY / Reuters

Egipcjanie zachłysnęli się świeżym powietrzem arabskiej wiosny i nie zamierzają zamieniać Mubaraka na nowego dyktatora, nawet jeśli działa z błogosłowieństwem Allaha. Dekret Mohameda Morsiego, stawiający rozporządzenia prezydenta ponad niezależne sądownictwo, wyprzedził założenia z trudem negocjowanej nowej konstytucji i wzburzył opinię publiczną niegodzącą się z polityką faktów dokonanych. Na słynnym kairskim placu Tahrir policja znowu strzela do demonstrantów domagających się prawdziwej wolności, a sędziowie w licznych miastach zapowiedzieli strajki. W Aleksandrii wzburzony tłum zaatakował siedzibę rządzącej Partii Wolności i Sprawiedliwości.

Bractwo Muzułmańskie, które przejęło niemal pełną władzę w kraju, otrzymało pierwszą lekcję prawdziwej demokracji. Nie tylko społeczeństwo kraju nad Nilem z uwagą patrzy na ręce nowych decydentów. Także świat zachodni, który dopiero co przyklasnął osiągniętemu w Kairze rozejmowi Hamasu z Izraelem, krytycznie przygląda się próbom wprowadzenia ustroju, który nie liczy się z zasadami prawdziwej wolności. Stany Zjednoczone i państwa unijne dysponują bronią bardziej skuteczną od irańskich rakiet: miliardami dolarów, bez których Egipt nie przetrwa następnego roku. Zaś w cieniu wszystkich tych wydarzeń czatuje odsunięta od żłobu Rada Wojskowa marszałka Tantawiego. Teoria, według której Bliski Wschód nie jest najspokojniejszym rejonem świata, znów znalazła potwierdzenie w faktach.

Polityka 48.2012 (2885) z dnia 28.11.2012; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 7
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

NATO kilku prędkości? Pomysły trumpistów coraz bardziej szalone i coraz groźniejsze

Lepsza ochrona dla krajów więcej „płacących” – gorsza lub brak dla tych, którzy się ociągają. Tak według wojskowego doradcy Trumpa miałoby wyglądać NATO po reformie. Dawni członkowie trumpowskiej administracji mówią wprost: następna kadencja oznacza wyjście USA z Sojuszu i jego rozpad.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
17.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną