Końska afera

Zjesz przyjaciela?
Francuzi uwielbiają to mięso. Dlaczego Brytyjczycy kręcą na nie nosem? Wszystko przez to, że ludzkość chce uniknąć chaosu – pisze Boris Johnson.
materiały prasowe

Wyobraźcie sobie, że jesteście antropologami z Marsa. Lądujecie w Wielkiej Brytanii. Bierzecie do rąk gazetę i czytacie doniesienia o oburzeniu tubylców, którzy w wyniku oszustwa jedli końskie mięso w swoim lasagne. Dowiadujecie się o próbach, jakie podejmuje ministerstwo, by uspokoić rozwścieczonych obywateli i o obawach premiera, że ta „niesmaczna” sprawa może wejść na stałe do narodowego menu. Obserwujecie histerię w całym kraju.

Potem wsiadacie w pociąg i jedziecie do Paryża. Tam wchodzicie do restauracji i za pomocą podręcznego zestawu do badania DNA identyfikujecie ciemny, słodkawy kawałek mięsa o posmaku dziczyzny, leżący przed wami na talerzu. Zostaliście zachęceni do spróbowania steku z tych samych czworonożnych zwierząt, które brytyjska opinia publiczna ze łzami w oczach odrzuciła.

Kolekcja zakazów

Zdumiewające! Oto dwa narody, na tym samym mniej więcej poziomie rozwoju, których historia często splata się ze sobą, których języki są spokrewnione. Weszły w epokę internetu, mając radykalnie odmienne wyobrażenie o tym, co ludzie powinni jeść. Im bardziej przyglądamy się światu, tym bardziej niezwykłe wydają się nam skrupuły Brytyjczyków. Od Meksyku po Kazachstan ludzie jedzą koninę – a Chińczycy przeżuwają zdumiewającą liczbę 1,7 mln koni rocznie.

 

Fragment artykułu pochodzi z najnowszego 8 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 25 lutego 2013 r.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną