„Polityka”. Pilnujemy władzy, służymy czytelnikom.

Prenumerata roczna taniej o 20%

OK, pokaż ofertę
Świat

W szponach kolibra

We wrześniu 2009 r. pół miliona Kubańczyków otrzymało tajemniczego ­esemesa. Odpowiedziało na niego 200 tys. z nich – i w ten sposób trafiło do bazy Projektu ZZ, finansowanego przez amerykańską agencję do spraw rozwoju międzynarodowego ­(USAID). Ale o tym cicho sza. Aby nikt się nie dowiedział, serwery umieszczono w Hiszpanii, Nikaragui i na Kostaryce, firmy przykrywkowe działały w Barcelonie i Londynie, finanse były na Kajmanach, teksty ­esemesów pisał kubański emigrant, a numery komórek ­wyciekły z państwowej kubańskiej sieci ­Cubacel.

Tak wypączkował serwis społecznościowy ZunZuneo – tak na Kubie określa się odgłosy kolibra – budowany na wzór ćwierkającego Twittera. Zawierał na początek niewinne treści, aby nie wpaść w czujne oko władz, ale pomyślany był jako niezależne narzędzie kontaktów młodych Kubańczyków, szykowane na godzinę rewolucji, która wreszcie obali braci Castro. Ostatecznie portal ZunZuneo zgromadził 40 tys. niczego nieświadomych uczestników (za to dobrze rozpoznanych i skatalogowanych przez dobroczyńców z USA), skuszonych niską ceną esemesów i rosnącymi możliwościami serwisu. W końcu padł on chyba jednak ofiarą swojego sukcesu. Koszty gwałtownie rosły, USAID kończyły się fundusze, a bojąc się kompromitującej wpadki, agencja szukała legalnych form finansowania, m.in. w oryginalnym Twitterze. Widać na próżno, bo w połowie 2012 r. ZunZuneo, tak jak nagle powstało, tak niespodziewanie zakończyło działalność, pozostawiając na lodzie rozgoryczonych użytkowników. A historię tę, dobrze mieszczącą się w całym ciągu amerykańskich niepowodzeń w obalaniu komunizmu na Kubie, poznaliśmy teraz dzięki dziennikarskiemu śledztwu agencji Associated Press.

Polityka 15.2014 (2953) z dnia 08.04.2014; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 10
Reklama