Świat

Darmowi honorowi

Konsulowie: pożyteczni, choć czasem kłopotliwi

Maria Szonert-Binienda Maria Szonert-Binienda Tytus Żmijewski / PAP
O konsulach honorowych staje się głośno, gdy wybucha jakaś afera, ale na co dzień są niezwykle pożyteczni.
Jan KobylańskiAdam Urbanek/PAP Jan Kobylański
Marek DollarKrzysztof Kuczyk/Forum Marek Dollar
Alberto Stebelski-OrlowskiFacebook Alberto Stebelski-Orlowski

Artykuł w wersji audio

Najczęściej słychać o nich w związku ze skandalami. Jak ostatnio o Marii Szonert-Biniendzie, działaczce polonijnej w USA i żonie prof. Wiesława Biniendy, eksperta komisji Antoniego Macierewicza, wyznawcy zamachowo-wybuchowych przyczyn katastrofy smoleńskiej. Pani konsul, obecnie w zawieszeniu, popiera teorie męża, dzieliła się publicznie spostrzeżeniami, że Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku zlikwidowały wspólnie rosyjskie i polskie służby specjalne. W kwietniu, w pierwszych dniach kariery konsularnej, opublikowała w portalu społecznościowym zdjęcia Donalda Tuska w mundurze oficera SS. W zmienianej linii obrony wśród winnych zamieszczenia fotomontażu wymieniła m.in. hakerów, którzy mieli przechwycić jej konto.

Kandydaturę Marii Szonert-Biniendy wymyślono jeszcze w zeszłym roku w centrali, jak branża dyplomatyczna nazywa MSZ. – Poprzedni konsul na terenie Ohio prof. Marek Dollar, dziekan na jednym ze znaczących uniwersytetów i człowiek niebywałej klasy, zrezygnował ze swojej funkcji. Nie chciał reprezentować kraju, który łamie zasady demokracji. Przyjąłem jego rezygnację i podziękowałem za kilkunastoletnią misję – mówi Ryszard Schnepf, były ambasador RP w USA.

Schnepf sprzeciwiał się powołaniu Szonert-Biniendy. Kierował się opinią Urszuli Gacek, też już odwołanej polskiej konsul generalnej w Nowym Jorku: działalność kandydatki jest upolityczniona, kontrowersyjna i agresywna, prowadzi do rozbijania polskiego środowiska w USA. Wątpliwości wzbudzał sposób, w jaki Szonert-Binienda rozumiała rolę konsula honorowego, włącznie z oczekiwaniem gratyfikacji finansowej i utrzymywania konsulatu przez państwo polskie. Mianowany przez ministra Witolda Waszczykowskiego następca Schnepfa rozterek nie miał i kandydatury nie blokował. Nie było przeszkodą przeniesienie konsulatu do niewielkiego miasta Akron, niebędącego znaczącym skupiskiem Polaków.

Nietrafionych wyborów personalnych było w przeszłości co najmniej kilka. Nie mieliśmy szczęścia do przedstawicieli w Monako. Nadzieje wiązano z mieszkającym w księstwie Wojciechu Fibaku, który zna tam wszystkich i wszyscy znają jego, ale były wybitny tenisista zapominał o umówionych spotkaniach i nie odbierał telefonów. Odwołano go z ulgą pod koniec lat 90. w związku z pewnym skandalem obyczajowym. Jednak nad konsulatem w Monako wisiało fatum – w 2014 r. polski konsul honorowy Wojciech Janowski zlecił zabójstwo matki swojej partnerki i obecnie przebywa w marsylskim więzieniu.

Wreszcie był uważany przez wielu za antysemitę Jan Kobylański, konsul honorowy w Punta del Este. – Przyznaję się, to ja podpisałem wniosek i ogłaszałem jego nominację – mówi Ryszard Schnepf, w latach 1991–96 ambasador także w Urugwaju. – Na swoją obronę mogę powiedzieć, że to był mój pierwszy rok pracy w dyplomacji i bezrefleksyjnie słuchałem wskazówek z Warszawy. Kobylańskiemu, powołującemu się na wpływy m.in. u Tadeusza Rydzyka, nie mogło dać rady dwóch skonfliktowanych z nim ambasadorów i dopiero bezpośredni atak konsula na rząd Jerzego Buzka zmobilizował do działania ministra Władysława Bartoszewskiego.

Inne kraje też borykają się z podobnymi problemami, co nie powinno dziwić: na świecie pracuje ponad 20 tys. konsulów honorowych reprezentujących około 200 państw. Oto przegląd niektórych dokonań z ostatnich lat: fińskiego reprezentanta we Włoszech oskarżono o korupcję, rosyjskiego miliardera i konsula Luksemburga – o pranie brudnych pieniędzy, łotewski konsul honorowy w Barcelonie wywiesił flagę Katalonii w dzień katalońskiego święta, senegalski w Singapurze urządził w konsulacie kasyno, a romans południowokoreańskiej pani konsul honorowej w USA zakończył obiecującą karierę jednego z najbardziej utalentowanych amerykańskich generałów.

Ostatnio odwołanym polskim konsulem honorowym jest Alberto Stebelski-Orlowski z meksykańskiego miasta Tulancingo. Tu przyczyny były odwrotne niż w przypadku Kobylańskiego. Stebelski-Orlowski, sprzeciwiając się polityce obecnych polskich władz, w kwietniu nie przyjął orderu od odwiedzającego Meksyk prezydenta Andrzeja Dudy i napisał pełen sprzeciwu list, za co minister Waszczykowski błyskawicznie odwołał go z funkcji.

Konsulowie honorowi są służbie zagranicznej do tego stopnia niezbędni, że państwa, które dotąd nie korzystały z ich usług, chętnie po nich sięgają. Problemem pozostaje jedynie kwestia doboru właściwych kadr, co zależy w dużej mierze od jakości zawodowych dyplomatów – mówi dr hab. Wojciech Staszewski z KUL, autor książki „Konsul honorowy w prawie międzynarodowym i w praktyce polskiej”.

Kandydaci na konsulów honorowych muszą spełniać kilka warunków. Wstępny to zasobny portfel, bo za opiekę nad interesami państwa i jego obywatelami w swoim okręgu konsularnym konsulowie nie pobierają wynagrodzenia. Z własnej kieszeni utrzymują konsulat, czyli biuro i asystentów, wykładają też przeważnie na resztę działalności, w tym organizację np. koktajli czy koncertów. Warunek drugi: żywe zainteresowanie Polską i zaangażowanie w pracę na jej rzecz. Wtedy – tak wygląda praktyka większości państw – składa się propozycję dyplomatycznego wolontariatu. Jeśli kandydat zgodzi się finansować swoją działalność i przejdzie weryfikację służb, może zaczynać misję.

Nowo mianowany z centrali dostaje flagę, stempel, tablicę na ścianę, wydawnictwa o Polsce, wskazówki z ambasady – i niewiele więcej. Jest obywatelem państwa, w którym działa jako konsul, więc dodatkowo nie może liczyć na żadne immunitety, ochroną objęte jest przede wszystkim jego archiwum. Na uruchomienie konsulatu muszą się jeszcze zgodzić władze państwa przyjmującego i miejscowości, gdzie konsul pracuje. Siłą rzeczy, jeśli w kraju jest już ambasada, wypada na miasta na prowincji. Dobrze jeśli miejsce konsulatu będzie reprezentacyjne, by flaga i mosiężna tabliczka były widoczne – hacjenda na wsi, jak u Jana Kobylańskiego, nie powinna być punktowanym kierunkiem. – Większość niestołecznych miast cieszy się, gdy zakłada się na ich terenie taką placówkę, lubią pochwalić się własnym korpusem honorowych konsulów – mówi Grzegorz Dziemidowicz, były ambasador w Egipcie i Sudanie oraz w Grecji, który przy okazji powołał m.in. honorowego konsula w Chartumie.

Po co to robić? – Przewaga konsulów honorowych nad zawodowymi wynika stąd, że wywodzą się zazwyczaj ze środowiska, w którym pełnią funkcję, a z racji pozycji społecznej znają miejscowych biznesmenów i urzędników – stwierdza dr Staszewski. Np. II RP, biedna, zniszczona i przez to mająca poważne problemy z uruchamianiem tradycyjnych ambasad, właśnie przez wolontariuszy próbowała szukać kontaktów gospodarczych i promować polski eksport. Pierwszych konsulów honorowych powołano u progu niepodległości w 1918 r. W 1920 r. funkcjonowali już m.in. w Buenos Aires, Sydney i Szanghaju. A 1 czerwca 1939 r. sieć obejmowała 141 tego typu urzędów, w tym w sumie 60 w obu Amerykach, Afryce, Azji oraz Oceanii. Siłą rzeczy konsulów honorowych było więcej niż etatowych. Choć rezultaty ich pracy były różne, na pewno nie odzwierciedlały mocarstwowych zamierzeń.

Po wojnie PRL zrezygnowała z usług wszystkich konsulów honorowych, ostatnią placówkę zamknięto w Nicei w 1949 r. Gospodarka centralnie planowana nie potrzebowała takich reprezentantów. Nie było to tradycją radziecką, nie do pomyślenia było włączenie cudzoziemców do prac własnej służby zagranicznej, oczywiście bano się szpiegów. Dopiero w połowie lat 80., przy okazji reformy prawa konsularnego, instytucję przywrócono. W 1987 r. powołano konsula na Filipinach, biznesmena pilnującego tam interesów Polskich Linii Oceanicznych, w tym samym roku powołano jeszcze konsula na Sycylii. Ten późny powrót miał swoją zaletę, oszczędził III RP konieczności weryfikacji honorowych kadr, skoro po poprzedniczce odziedziczyła raptem szóstkę konsulów. Obecnie mamy ich nieco ponad 200.

Ich jakość i przydatność jest rozmaita. Polscy konsulowie honorowi powinni pomagać, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. Tylko w wyjątkowych przypadkach, jeśli otrzymają zgodę ministra, wydają np. paszporty tymczasowe, zazwyczaj ich rola w procedurze sprowadza się do przyjęcia wniosku. Ale w państwach, gdzie nie mamy ambasad, bywają nieocenieni. W 2015 r. konsul honorowy w Katmandu uczestniczył w ewakuacji kilkuset obywateli RP z Nepalu po trzęsieniu ziemi. Niektórzy konsulowie w państwach Ameryki Środkowej są w stanie – przy okazji przyjazdu polskich dyplomatów, polityków lub przedsiębiorców – wystawić u siebie w domu kolację z udziałem najbardziej wpływowych osób w państwie. Miewa to znaczenie, gdy polska dyplomacja ciuła poparcie społeczności międzynarodowej. Kilka lat temu przegraliśmy wystawę światową, bo zabrakło głosów najmniejszych państw, a to ich jest najwięcej. One też są najliczniejsze w ONZ i rozstrzygają o wyborze niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Niezłym refleksem wykazał się Lawrence Ashe, konsul honorowy w Atlancie, adwokat i brat byłego ambasadora USA w Polsce. W maju 2014 r. Shaquille O’Neal, legenda amerykańskiej koszykówki i komentator sportowy, pochwalił grającego w NBA Polaka Marcina Gortata i wysnuł teorię, że Gortat swą siłę zawdzięcza kiełbasie i pierogom (każdy Amerykanin kojarzy je z Polską i często wiedza o Polsce na tym się kończy). Ashe dopilnował więc, by w programie pojawiło się jedzenie i piwo z polskiej restauracji w Atlancie, dzięki czemu Shaq mógł w telewizji na żywo zajadać się pierogami ruskimi oraz z kapustą i grzybami. Również transmisję na żywo, tym razem z otrzymania polskiego dowodu osobistego, zorganizował sobie we własnej telewizji jeden z polskich konsulów honorowych w Grecji.

Jak cudzoziemcy za granicą, tak w Polsce o interesy państw obcych dbają wolontariusze z polskimi paszportami. – Znaczenie reprezentantów państw europejskich było większe przed wejściem Polski do Unii, wtedy przecieraliśmy szlak. Obecnie wymiana kulturalna jest tak intensywna, że o wielu imprezach z udziałem artystów z „naszych” krajów nawet nie wiemy – przyznaje Marian Kareński-Tschurl, do niedawna konsul Niemiec w Poznaniu. – Przy czym nadal konsulowie honorowi są bardzo użyteczni jako pierwszy kontakt dla przedsiębiorców. W przeciwieństwie do zajętych polityką urzędników ambasad czy konsulów zawodowych sami najczęściej jesteśmy ludźmi biznesu, możemy więc pomóc poszukać partnerów w interesach, pokazując zarazem z najlepszej strony nasze miasto i region.

Jak zmierzyć skuteczność konsula honorowego, objaśnia Magdalena Pramfelt, konsul honorowa Królestwa Niderlandów i honorowa generalna konsul Szwecji w Gdańsku, prezydent Stowarzyszenia Konsulów Honorowych w Polsce: – Konsul jest dobry, gdy zadowolona jest z niego ambasada i kiedy przedłużane są mu kolejne kadencje, choć niektóre państwa kadencji w ogóle nie stosują, zdarzają się wręcz konsulaty dziedziczne. W każdym razie najlepsi konsulowie sami dobrze wiedzą, kiedy przyszedł czas, by zakończyć misję.

Współpraca: Agnieszka Mazurczyk

Polityka 20.2017 (3110) z dnia 16.05.2017; Polityka; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Darmowi honorowi"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną