Magiczne ogrody botaniczne. Służą nauce, słyną z urody

Spacerkiem do kucmerka
Warszawa
Alamy Stock Photo/BEW

Warszawa

Warszawa
Grażyna Myślińska/Forum

Warszawa

Berlin
Eugene Feygin/Alamy Stock Photo/BEW

Berlin

Londyn
G. Wright/De Agostini/Getty Images

Londyn

Nowy Jork
Hiroyuki Matsumoto/Getty Images

Nowy Jork

Nowy Jork
Giordano Cipriani/Getty Images

Nowy Jork

Rio de Janeiro
Jon Hicks/Getty Images

Rio de Janeiro

Rio de Janeiro
Getty Images

Rio de Janeiro

Singapur
Tuul && Bruno Morandi/Getty Images

Singapur

Goście mają różne oczekiwania – podczas gdy dorośli przychodzą po konkretne informacje, dzieci trzeba zainteresować i uczyć prostej obserwacji drobnych różnic w kształtach, kolorach czy proporcjach u roślin i owadów, ponieważ są przyzwyczajone do infantylnej, uproszczonej i bałamutnej wizji przyrody – schematycznych kwiatków z bajek, motylków z oczkami i uśmieszkiem czy przypominających osy żółto-czarnych pszczółek. – Tymczasem w przyrodzie najciekawsze są właśnie te drobne różnice, więc gdy pokazujemy przez binokular włoski na liściach, futerko na pszczole czy ssawkę u motyla, zarówno rodzice, jak i dzieci nie mogą się od niego oderwać – przekonuje Jędrzejewska-Szmek.

Oferta będzie jeszcze szersza dzięki budowanemu właśnie Centrum Edukacji Przyrodniczej z salą wykładowo-wystawową, w której cały rok będą prowadzone zajęcia z botaniki praktycznej, warsztaty rękodzielnicze (np. barwienia tkanin roślinami) czy kulinarne. To odpowiedź na modę na lokalność i poszukiwanie dawno zapomnianych roślin, smaków i zapachów.

Jedzenie, czyli to, co wszyscy lubimy, to doskonały sposób, by wciągnąć ludzi do rozmów o aspektach ekologicznych, środowiskowych i kulturowych roślin używanych do przyrządzania potraw – mówi edukatorka. Kuchnia plenerowa (na którą ogród wciąż szuka funduszy) stanie przy dziale roślin użytkowych i ziół, co umożliwi wykorzystanie tego, co w nim rośnie. Z grządki będzie można zerwać koperek i bazylię, ale też odkryć na nowo jadany niegdyś na zmianę z pietruszką pasternak, przypominającą w smaku szparagi skorzonerę czy marka kucmerkę, którego nazwa brzmi jak imię i nazwisko, ale jest to znana naszym przodkom selerowata bylina, smakująca jak marchew z orzechami.

Sposoby edukacji są coraz nowocześniejsze i pilnie podpatrywane za granicą oraz na międzynarodowych konferencjach. Nowe pomysły na temat współpracy ogrodów z miastem czy miejskiego ogrodnictwa społecznościowego pojawią się z pewnością na wrześniowej konferencji, której ogród jest gospodarzem. Cała sztuka polega na tym, by gościom ogród zapewniał relaks, ale przy okazji uczył o ważnych dla przyrody rzeczach, jak zasady kompostowania czy znaczenie dla bogactwa flory różnorodności gatunkowej owadów.

Cytrynek nad bluszczem

Otwarcie na publiczność nie jest równoznaczne z tym, że warszawski Ogród Botaniczny przestał być miejscem uprawiania nauki. To nadal jednostka uniwersytecka, w której odbywają się zajęcia ze studentami i przewody doktorskie. Naukową rewolucję przechodzi też najstarszy i największy pod względem ilości okazów dział systematyki roślin. – XIX-wieczny system taksonomiczny Adolfa Englera, oparty na podobieństwie roślin, np. liczbie pręcików w kwiecie lub płatków, nie jest już dziś aktualny, bo dzięki badaniom genetycznym wiemy, że te podobieństwa wcale nie muszą wiązać się z pokrewieństwem, tylko wynikają np. z podobnych przystosowań. Na rabatach zagości nowoczesny system Angiosperm Phylogeny Group, który znacznie lepiej odzwierciedla ewolucję roślin – tłumaczy dr Zych.

Ktoś może powiedzieć, że ogród botaniczny jest nienaturalnym tworem, w końcu sadzone w nim gatunki, bez nadzoru sztabu ogrodników, kuratorów i naukowców same by nigdy nie urosły. Częściowo to prawda, ale po pierwsze, ten w Warszawie nie robi wrażenia sztucznego, chociażby ze względu na założony przez Szuberta dział lokalnych roślin, po drugie, zachwyt nad bogactwem przyrody i jej tajemnicami wywołuje szacunek i sprawia, że lepiej traktujemy naturę, która nas otacza.

Gdy na płocie zawisną postery z rycinami z florateki ks. Zalewskiego, trafienie do ogrodu będzie jeszcze łatwiejsze. Jubileuszowy sezon zapowiada się ciekawie, w dodatku pierwszy tegoroczny motyl, jakiego zobaczył dr Zych nad bluszczem w dziale systematyki, to cytrynek. Każdy, kto zna Muminki wie, że żółty motyl oznacza wesołe lato.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj