Tyszkiewicz – polski Indiana Jones
Łowca skarbów
W popkulturze niezmiennie pokutuje wizerunek XIX-wiecznych poszukiwaczy skarbów – przystojnych awanturników, którzy kopią tam, gdzie chcą, zabierają to, co zdołają unieść, no i ratują świat. Michał Tyszkiewicz świata nie ratował, ale pod innymi względami świetnie wpisywał się w schemat bohatera powieści przygodowej – bogaty arystokrata prowadził półlegalne badania, walczył z rabusiami, miał piękną, ale skandalizującą kochankę i stworzył jedną z większych europejskich kolekcji sztuki starożytnej.
Ordynat na Birżach był wysoki i miał wielką rudą brodę. Lubił polowania, podróże i miał żyłkę antykwaryczną. Dopóki jednak mieszkał na Litwie, w przeciwieństwie do swoich dwóch kuzynów – Eustachego i Konstantego – nie wykazywał zainteresowania archeologią. Bakcylem zaraził się dopiero, gdy dostał pozwolenie na kopanie w Egipcie.
Z myśliwego archeolog
Hrabia zszedł ze statku w Damietcie 3 listopada 1861 r., jak zanotował w dzienniku, dzięki któremu znamy przebieg jego półrocznej wizyty nad Nilem. Od początku Egipcjanie traktowali go jak vipa. – Można się domyślić, że mieli nadzieję nakłonić polskiego bogacza do zainwestowania w Kanał Sueski – mówi egiptolog prof. Andrzej Niwiński z Uniwersytetu Warszawskiego, znawca życia i kolekcji Tyszkiewicza. – Nie wiadomo, czy wszedł w ten interes, ale pewnie dlatego zorganizowano mu spotkanie z wicekrólem Egiptu. Gdy hrabia, już pod wrażeniem obejrzanych w muzeum kairskim skarbów, powiedział Saidowi Baszy o starożytnościach, wicekról szczerze przyznał, że tylko przez wzgląd na założyciela muzeum – francuskiego egiptologa Augusta Marietta – „zwiedza czasem te graty”. Wicekról wolał rozmowę o Europie i Kanale Sueskim, ale obiecał hrabiemu list polecający, który otworzy mu wszystkie drzwi i ułatwi zwiedzanie.
Ordynat wyruszył statkiem na południe, nie czekając na glejt. Poznawał kraj, jeździł na pustynię i polował. Dopiero w okolicach Luksoru 11 grudnia dogonił go wysłany z Kairu list polecający. Ku jego zdumieniu i radości było tam też pozwolenie na prowadzenie wykopalisk w całym kraju. Egipcjanom musiało zależeć na zjednaniu Tyszkiewicza, bo od 1858 r. państwo egipskie zmonopolizowało badania, kończąc okres dzikiej archeologii, polegającej na plądrowaniu i wywożeniu zabytków. Tymczasem hrabia dostał dokument, który mu to umożliwiał.
Następnego dnia wynajął w Luksorze robotników i rozpoczął wykopaliska w świątyni w Karnaku. – Gdzieś między murem świątyni Amona a świątynią bogini Mut Tyszkiewicz rozstawił namiot dla siebie i namiot magazynowy, prowadził dziennik wykopalisk i sporządzał rysunki znalezionych przedmiotów – podkreśla prof. Niwiński.
Z dnia na dzień z turysty stał się archeologiem, chociaż raczej z przypadku i w awanturniczym stylu. Hrabiemu nie wystarczał Karnak. Wyprawił się na drugi brzeg Nilu, do Teb Zachodnich, gdzie znajdowały się pełne mumii i złota nekropolie. Gdy wybierał już miejsce do kopania i miał wbić pierwszą łopatę, pojawił się nadzorca, kategorycznie zabraniając mu prowadzenia badań i mówiąc, że jego glejt tu nie działa. Podczas gdy niepocieszony hrabia wrócił do Kairu, opiekujący się nim Arab przekupił strażników, którzy obiecali nie pilnować tej okolicy w nocy. Tyszkiewicz bez zwłoki rozpoczął nocne wykopki u wejścia do wąwozu prowadzącego do Doliny Królów. W pamiętniku odnotował: „Sumienie coś tam mruczy, ale żyłka antykwariuszowska przemaga i już marzę o mumiach i sarkofagach”.
Pamiętnik ocenzurowany
Co ciekawe, tego zdania nie ma w jego „Dzienniku podróży do Egiptu i Nubii” z 1863 r. Po powrocie do Europy Tyszkiewicz oddał manuskrypt do zredagowania Zofii Węgierskiej. Pisarka i felietonistka w trosce o wizerunek autora dodała wstawki moralizatorskie i przekonała go, by nie pisać o badaniach w Tebach, bo trzeba byłoby się przyznać do przekupstwa i nielegalnych wykopalisk. Te wspomnienia kończą się w momencie, gdy Tyszkiewicz dostaje odmowę. Długo uważano, że oryginał się nie zachował, na szczęście w 1992 r. manuskrypt został znaleziony w Bibliotece Raczyńskich i wydany dwa lata później pt. „Egipt zapomniany”. Dzięki niemu wiadomo, które z egipskich skarbów z kolekcji hrabiego są kupione, a które sam wykopał. A miał do nich szczęście.
W Karnaku robotnicy od razu trafili na skarbczyk przedmiotów wotywnych, wśród których była złota figurka Amona. Jeszcze owocniejsze okazały się nocne wykopki w Tebach. Już 16 grudnia odkopano tam dwie mumie z XXI i XXII dynastii, jedną ze złotym pektorałem, kolczykami i bransoletami. Niedługo potem odsłonięto grób z XVIII dynastii. Był to pewnie jeden z grobowców urzędników położony w pobliżu grobu ważnej królowej Ahmes Nefertari z początków tej dynastii. Przy blasku świec hrabia ujrzał cztery sarkofagi, stołek i stojącą na nim miseczkę dekorowaną lotosami z resztkami jedzenia.
Gdy w Luksorze rozwinął czarne od żywic mumie, znalazł papirus z Księgą Umarłych przeznaczony dla piastunki Bakai. Z notatek wynika, że w tym samym sarkofagu były też przyrządy pisarskie – trzcinki, paletka i nożyk do cięcia papirusu. – Hrabia mógł przypisać wszystkie znalezione w grobie przedmioty do jednego sarkofagu, ale jeśli nie, to mielibyśmy do czynienia z kobietą, która umiała pisać, co było bardzo rzadkie. Na paletce widać znaki, które może udałoby się odczytać, prześwietlając je promieniami UV. Kto wie, może to imię Bakai – sugeruje profesor.
Kolekcja w rozsypce
Oprócz prowadzenia badań w Karnaku i Tebach Zachodnich Tyszkiewicz kopał jeszcze w Esna, Wadi el Sebua w Nubii i Sakkarze. Do Europy przywiózł 800 zabytków. W Luwrze zostawił około 200 z nich, w tym wspomniany zestaw pisarski, 120 figurek z brązu i kartonaż sarkofagu z XXI dynastii z Teb. Na Litwie zaczęto plotkować, że oddał Luwrowi całą kolekcję. Oburzyło to rodzinę, która kilka lat wcześniej przyczyniła się do powstania wileńskiego muzeum starożytności. Aby uciąć spekulacje, Tyszkiewicz obdarował muzeum w Wilnie 250 zabytkami, a wiele innych rozdał – jako suweniry z podróży – kuzynom i przyjaciołom (np. papirus trafił do kolekcji Tyszkiewiczów w Łohojsku). – Hrabia uważał, że w Luwrze jego kolekcja będzie doceniona i na miejscu, słusznie też wyczuł nastroje polityczne, bo jeszcze w latach 70. XIX w. zabytki w Wilnie zostały skonfiskowane przez Rosjan i zaginęły – tłumaczy prof. Niwiński. W zbiorach prywatnych zachowały się prezenty, które na początku XX w. jeden z Tyszkiewiczów ofiarował Zachęcie, ta zaś oddała je do Muzeum Narodowego.
Część kolekcji ordynat zachował, np. złotą biżuterię. Po powrocie z Egiptu wdał się w romans z piękną Juliette le Beaux, o której chodziły słuchy, że chadza nago po domu przy odsłoniętych storach. Gdy opuścił swą żonę Marię z Radziwiłłów, matkę czwórki jego dzieci, paryskie towarzystwo odwróciło się od niego. Tyszkiewicz wyjechał do Rzymu, gdzie prowadził badania w Italii i powiększał kolekcję o rzymskie i etruskie eksponaty. W Egipcie nigdy już nie kopał, pod koniec życia nabył jeszcze pokryty inskrypcjami magicznymi egipski
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

