Jest projekt nowej ustawy o broni
Łatwiej o broń
Vis bez zezwolenia
Jeżeli Sejm przyjmie ustawę w tej formie, mocno zamiesza na rynku broni w Polsce, dziś dość hermetycznym. Według danych policji w rękach Polaków znajduje się obecnie 450 tysięcy sztuk pistoletów i karabinów (dane nie obejmują wojska i służb mundurowych). Jak szacują autorzy ustawy, po jej uchwaleniu liczba ta może się zwiększyć nawet o 100 tysięcy. I to w ciągu roku. Zyskają przede wszystkim firmy i osoby handlujące bronią – roczne obroty tej branży mają wzrosnąć o około miliard złotych. Co ciekawe, jak twierdzą posłowie w uzasadnieniu do ustawy, gdy ludzie dostaną broń do ręki, nastąpi spadek przestępczości, "zwłaszcza najbardziej uciążliwej dla obywateli przestępczości o charakterze rozbójniczym oraz rabunkowym".
Aby uniknąć zarzutów o niekontrolowane rozdawanie broni, do projektu wpisano nakaz utworzenia przez ministra spraw wewnętrznych i administracji bazy danych pod nazwą „Centralna Ewidencja Broni i Posiadaczy”. Znajdą się w niej wszystkie informacje na temat sprzedanych pistoletów i karabinów oraz ich posiadaczy.
Jeśli ustawa wejdzie w życie, pozwoleń w ogóle nie będą musiały uzyskać osoby kupujące broń pozbawioną cech bojowych. Oznacza to, że każdy będzie mógł sobie kupić np. oryginalnego kałasznikowa lub glocka, ale przygotowanego przez producenta lub ceryfikowanego rusznikarza w ten sposób, by nie można było z niego strzelać. – Na tym przepisie skorzystają polscy producenci broni. Na przykład Radomska Fabryka Broni będzie mogła sprzedawać historyczne visy czy mausery w dziesiątkach, jeśli nie setkach egzemplarzy. Kupią je kolekcjonerzy i członkowie grup historycznych, którzy lubią organizować inscenizacje np. potyczek z czasów II Wojny Światowej – mówi jeden z posłów, zaangażowanych w prace nad ustawą.
Po co wprowadzać tak drastyczne zmiany w przepisach? Posłowie z „Przyjaznego Państwa” tłumaczą, że obowiązująca obecnie ustawa nie odpowiada normom i dyrektywom unijnym. – Jest zbyt restrykcyjna, w dodatku pozwala policji na zbytnią uznaniowość – mówi przewodniczący komisji Janusz Palikot (PO). Według autorów ustawy, zdarzają się przypadki różnych interpretacji przepisów w zależności od tego, do której komendy wniosek o wydanie zezwolenia trafi. – Ludzie domagali się od nas zmiany tego stanu rzeczy – dodaje Palikot.
Zwolennicy ustawy podnoszą kolejne argumenty: rozwój nie tylko przemysłu obronnego, ale całego sektora usług związanych ze strzelectwem sportowym (notabene to właśnie przedstawiciele lobby strzeleckiego – przede wszystkim wywodzący się z Fundacji Rozwoju Strzelectwa w Polsce - najmocniej zaangażowali się w prace nad ustawą).
Strzelcy na wagę złota
W uzasadnieniu do ustawy zapisano jeszcze jeden, dość oryginalny argument – przygotowania do obrony przed ewentualną agresją militarną. „W dobie armii zawodowej, która sama nie jest w stanie obronić kraju przed agresją, niezbędne jest posiadanie (…) odpowiednio wyszkolonych w umiejętności posługiwania się bronią obywateli. Ci, którzy chcą się tego nauczyć za własne pieniądze i przy pomocy własnej broni, są bardzo cenni dla kraju, a w godzinie zagrożenia będą wręcz na wagę złota”.
Jeśli do ustawy nie zgłoszą uwag sejmowi eksperci, a marszałek nada jej oficjalny bieg (według nieoficjalnych informacji Bronisław Komorowski tak właśnie postąpi), prawdopodobnie trafi ona do komisji administracji i spraw wewnętrznych. Gdy ta zaakceptuje projekt, zajmie się nim Sejm. Według wiceprzewodniczącej komisji „Przyjazne Państwo” Hanny Zdanowskiej (PO) są na to spore szanse. - Ustawa nie powinna już budzić większych emocji. Nie jest wcale liberalna, bo pozwolenia nadal będzie wydawać policja, a nie samorządy, co rodziło największe kontrowersje – twierdzi posłanka.
Czy to dobry pomysł?– weź udział w dyskusji na forum.
O liberalizacji zasad dostępu do broni pisaliśmy już w grudniu 2009 r. Wtedy pomysł wzbudził Państwa żywe reakcje – zobacz dyskusję na forum.


