Bianka Mikołajewska
5 grudnia 2011

Opus Dei w Polsce

Boża korporacja

Jedna z najbardziej tajemniczych i kontrowersyjnych instytucji Kościoła katolickiego – Opus Dei – buduje swoją potęgę w Polsce. Oficjalnie jest organizacją ubogą. Za pośrednictwem rozmaitych stowarzyszeń, fundacji i spółek, hojnie obdarowywanych przez instytucje publiczne, kontroluje jednak majątek o wartości setek milionów złotych.

Ulica Górnośląska w Warszawie, zaciszny zakątek na tyłach Sejmu. Tutaj, w przedwojennej willi pod numerem 43, swoją siedzibę ma wikariusz regionalny Prałatury Opus Dei – czyli najwyższy rangą przedstawiciel Dzieła Bożego w Polsce. Media często wyliczają nazwiska ludzi z pierwszych stron gazet: polityków, biznesmenów, dziennikarzy, którzy ponoć tu przychodzą na tzw. spotkania formacyjne. Najczęściej padają nazwiska byłego marszałka Sejmu Marka Jurka, posłów PiS: Kazimierza Ujazdowskiego, Jarosława Sellina i Jerzego Polaczka. Sami zainteresowani jednak, pytani o to, czy należą do Dzieła, prawie nigdy tego nie potwierdzają.

Atmosfera tajemniczości otacza Opus Dei na całym świecie. W krajach, gdzie działa ono od dawna, przypisuje mu się ogromne wpływy w kręgach polityczno-biznesowych, a nawet infiltrację najważniejszych publicznych instytucji. W Hiszpanii krytycy nazywają je Santa Mafia, a we Włoszech – Octopus Dei. U nas ostatnio Janusz Palikot stwierdził, że trzej ministrowie w rządzie Donalda Tuska: Jarosław Gowin, Tomasz Arabski i Radosław Sikorski, są „związani z wywiadem Kościoła katolickiego (...) który nazywa się Opus Dei”. Tu też brak potwierdzenia.

Największe kontrowersje budzi sprawa majątku Dzieła. Jego założyciel – hiszpański duchowny Josemaria Escriva de Balaguer (1902–75) – przedstawiał je jako biedną, wielodzietną rodzinę, która wymaga ciągłego wsparcia. Ta narracja obowiązuje w Prałaturze do dziś. W jej biurze informacyjnym w Polsce usłyszeliśmy, że nie posiada ona żadnych dóbr i w ogóle nie zajmuje się rzeczami materialnymi.

Formalnie nawet willa przy ul. Górnośląskiej nie należy do Opus Dei. Jej właścicielem jest jedno ze stowarzyszeń założonych przez zaufanych członków tej organizacji.

Amerykański dziennikarz watykanista John Allen w książce „Opus Dei” oceniał, że za pośrednictwem takich właśnie podmiotów w 2004 r. na całym świecie Dzieło rozporządzało majątkiem o wartości blisko 3 mld dol. Jak ustaliliśmy, w Polsce powiązane z Dziełem podmioty dysponują majątkiem o wartości setek milionów złotych. Należą do nich atrakcyjne nieruchomości w Warszawie, Szczecinie, Krakowie i Poznaniu, ale także np. odrestaurowany XIX-wieczny dwór szlachecki z kilkunastohektarowym parkiem na Mazowszu. Jednemu z takich podmiotów przedsiębiorca Polikarp Maciejczyk przekazał za darmo grunty pod Gdańskiem o wartości blisko 110 mln zł i dodatkowo zobowiązał się wesprzeć go kwotą 10 mln euro. Nieruchomości warte miliony za darmo lub na bardzo preferencyjnych warunkach przekazywały im także instytucje publiczne.

Apostolstwo korporacyjne

Opus Dei powstało w 1928 r. Ksiądz Josemaria Escriva de Balaguer głosił rewolucyjną na ówczesne czasy myśl, że każdy chrześcijanin może zostać świętym, sumiennie wykonując swoją pracę i zwykłe, codzienne czynności. W 1982 r. Jan Paweł II nadał Dziełu status prałatury personalnej, czyli swego rodzaju diecezji bez terytorialnych granic. Do dziś jest ono jedyną taką organizacją w Kościele katolickim.

Opus Dei tworzą: prałat, kler i osoby świeckie. Na świecie należy do niego około 80 tys. osób, w Polsce – 550 (patrz ramka). Najliczniejszą grupą wśród świeckich członków są supernumerariusze supernumerarie – mężczyźni i kobiety żyjący w małżeństwach, wspierający organizacyjnie i finansowo inicjatywy Dzieła.

Drugą grupą świeckich są numerariusze numerarie. Żyją w celibacie, mieszkają w ośrodkach Dzieła – oddzielnych dla kobiet i mężczyzn. W pisemnych umowach z prałaturą zobowiązują się do czystości, absolutnego posłuszeństwa przełożonym i ubóstwa. Umartwiają się, nosząc na udach cilice (drucianą kolczatkę) i samobiczując się. Zostając numerariuszami, oddają swój majątek któremuś z podmiotów powiązanych z Opus Dei, a potem przekazują mu również swoje zarobki. Większość z nich pracuje bowiem nadal w swoich wyuczonych zawodach – jako prawnicy, urzędnicy, biznesmeni.

Do życia w celibacie zobowiązują się również przyłączeni (od numerariuszy różni ich to, że nie mieszkają w ośrodkach Dzieła) i numerarie pomocnicze (zajmują się pracami domowymi w ośrodkach prałatury).

Księża Opus Dei wywodzą się spośród numerariuszy. Po kilku latach pracy w Dziele numerariusz może zostać zaproszony przez prałata do zostania kapłanem. Przed przyjęciem święceń musi ukończyć studia w Rzymie. W Polsce posługę świadczy zaledwie dziesięciu księży Dzieła, w większości obcokrajowców. Święcenia przyjęło dotąd tylko trzech Polaków. Pierwszym był Damian Pukacki, biolog, były prezes Młodzieży Wszechpolskiej.

Obowiązkiem wszystkich członków Opus Dei jest prowadzenie działalności apostolskiej. Tworzą oni dzieła apostolstwa korporacyjnego, czyli rozmaite podmioty, które mają krzewić wiarę i myśl Escrivy. Oficjalnie prałatura sprawuje nad nimi wyłącznie opiekę duchową, zaś pod względem prawnym, finansowym i organizacyjnym odpowiadają za nie ich założyciele. Faktycznie Opus Dei w pełni je kontroluje – współzałożycielami i członkami ich władz są numerariusze, którzy, jak już wspomnieliśmy, są zobowiązani do absolutnego posłuszeństwa prałaturze.

Rekrutacja i formacja

Pierwszymi dziełami apostolstwa korporacyjnego, które powstają, gdy Opus Dei zaczyna działalność w jakimś kraju, są ośrodki formacyjne. Ich zadaniem jest zgodne z duchem Dzieła kształtowanie wiernych. Władze placówek wyznaczane są przez prałaturę spośród numerariuszy.

Ośrodki łączą funkcje akademików, domów modlitewnych i świetlic młodzieżowych. Mieszka w nich do kilkunastu osób – księży Dzieła, numerariuszy (lub numerariuszek) i studentów (lub studentek). Obowiązuje pełna separacja płci. Nie wolno nawet przyjmować gości płci przeciwnej. W każdym ośrodku jest kaplica, odbywają się msze i rozmaite spotkania formacyjne – także dla wiernych spoza ośrodka.

Przy większości ośrodków prowadzone są kluby dla dzieci i nastolatków. Dla chłopców organizowane są gry i zajęcia sportowe. Dla dziewczynek – zajęcia przygotowujące do bycia matkami i prowadzenia domu (np. kursy gotowania i skromnego ubierania się). Uczniowie odrabiają tam również lekcje i modlą się. Bruno Devos, Francuz, który przez kilkanaście lat był numerariuszem, z czego większość spędził w Polsce, w książce „Byłem w Opus Dei” pisze, że każdy uczęszczający do klubu ma swojego tutora – opiekuna, który śledzi jego postępy w nauce i kształtowaniu charakteru. Gdy skończy 14 i pół roku i kierownictwo ośrodka uzna, że może być przydatny dla Dzieła, jeden z numerariuszy wywołuje u niego kryzys powołaniowy. Mówi nastolatkowi, że władze ośrodka obserwowały go i uznały, iż ma on powołanie, by zostać numerariuszem. Sugeruje, że odrzucenie powołania może zamknąć mu drogę do zbawienia. Odradza konsultowanie się z rodziną, jeżeli ta nie należy do Dzieła. Jeśli nastolatek zdecyduje się zostać numerariuszem – kieruje do wikariusza regionalnego wniosek o przyjęcie do Opus Dei.

Formalnie może zostać członkiem dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Do tego czasu kształci się pod okiem Dzieła jako aspirant. Ten mechanizm werbowania członków, regulowany wewnętrznymi dokumentami Opus Dei, był jedną z przesłanek, dla których finansowane przez belgijski rząd centrum do walki z działalnością sekciarską uznało Dzieło za katolicką sektę.

Doskonalenie umiejętności i rozwój

W Polsce Opus

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną