Anna Dąbrowska
5 stycznia 2012

Życie duchowe polskich polityków

Tak im dopomóż...

Polscy politycy, w zdecydowanej większości, deklarują się jako wierzący. Jak ich religijność wygląda na co dzień?

Na Bożą pomoc w sprawowaniu poselskiego mandatu liczy 380 posłów, co zgodnie zadeklarowali dodając do poselskiego ślubowania „tak mi dopomóż Bóg”. Ma na nią nadzieję także poseł PO, członek 50-tysięcznego protestanckiego Kościoła Bożego w Chrystusie John Godson, który zrezygnował z tej rozszerzonej formuły przyrzeczenia. – O mojej wierze niech świadczą czyny, nie słowa. Mówi, że w polityce, jak w życiu, kieruje się tym, co zapisano w Piśmie Świętym, i często zadaje sobie pytanie: co w tej sytuacji zrobiłby Jezus? Dlatego na koniec ostatniej kadencji zagłosował przeciwko obywatelskiemu projektowi zakazującemu aborcji, bo twierdzi, że mamy w Polsce dobry kompromis i jego naruszenie to wypowiedzenie wojny. – A Jezus chce pokoju! – mówi Godson.

Jeden z pierwszych parlamentarnych zespołów, który powstał w tej kadencji, to zespół na rzecz katolickiej nauki społecznej. Poseł Ireneusz Raś, młodszy brat proboszcza krakowskiej Bazyliki Mariackiej, zdziwił się, że jako jedyny z PO został doproszony do prawie 40-osobowej grupy posłów PiS i Solidarnej Polski. Ojciec pomysłu, Tadeusz Woźniak (PiS), ubolewa, że posłowie PO nie są zainteresowani katolicką nauką. Wśród regulaminowych celów zespołu są m.in. „stała troska o zgodność prawa z KNS”, „studiowanie i propagowanie Pisma Świętego oraz udział we wspólnej modlitwie” i „stała łączność posłów i senatorów z hierarchami Kościoła katolickiego i duchowieństwem”. Posłowie nawet solidarnie zrzekli się części uposażenia na zakup odpowiednich lektur.

Nagość przy świętości

Modlitwie posłowie mogą oddawać się w sejmowej kaplicy, otwartej przez całą dobę. 18 lat temu stu posłów prawicy wystąpiło z wnioskiem, by na kaplicę zaadaptować starą sejmową pralnię. Trzy lata temu komisja regulaminowa wygospodarowała fundusze na jej remont, bo, jak twierdzili zainteresowani, „jej wygląd zniechęca do uczestnictwa w porannych mszach”.

Po remoncie ze ścian zniknęła drewniana boazeria i stanął konfesjonał ufundowany przez kluby PiS, PSL i niektórych parlamentarzystów z innych klubów. Jest też fotel, na którym siedział Jan Paweł II w czasie wizyty w Sejmie, i wisi obraz Matki Bożej Trybunalskiej. Nasi parlamentarzyści jako jedyni w Europie mają bowiem swoją boską patronkę.

W dzień powszedni na mszę o 7.30 przychodzi kilkanaście osób. Zdecydowanie więcej wpada na chwilę modlitwy i prosi o błogosławieństwo – mówi ks. Paweł Powierza, duszpasterz parlamentarzystów. Niektórzy zbierają się na wspólne modlitwy wieczorne. Kaplicę omija Stanisław Żelichowski z PSL: – Jak chcę się pomodlić, to idę na plac Trzech Krzyży do kościoła św. Aleksandra. Dla mnie chodzenie do kaplicy sejmowej to lenistwo w służbie Bożej. Inny poseł mówi, że lubi wygrzewać się w sejmowej saunie, która dzieli ścianę z kaplicą: – Jak gołym ciałem dotykam do ściany świątyni, to niezręcznie mi potem karmić się w niej ciałem Bożym.

Gdy powstawała kaplica, wicemarszałek Jacek Kurczewski z KLD zaproponował, by miała charakter ekumeniczny. Ale nikt z protestantów ani prawosławnych posłów nie podjął tematu. Dziś prawosławny poseł z Podlasia Eugeniusz Czykwin (SLD) żałuje. Kiedyś chciał powiesić w kaplicy ikony patronów prawosławia św. Cyryla i Metodego, ale duszpasterz parlamentarzystów nie był entuzjastą pomysłu. Johnowi Godsonowi nie bardzo na tym zależy. W kaplicy był raz, tylko z ciekawości, bo, jak twierdzi, modlić może się wszędzie.

Posłowie zamawiają czasem okolicznościowe msze, jak ta sprzed pięciu lat podczas wielkiej suszy, kiedy na prośbę PiS modlili się o deszcz. Poseł sekretarz odczytując komunikat o tym wydarzeniu nie mógł opanować śmiechu. Zdenerwowany marszałek Marek Jurek upomniał salę, że „jeśli ma możliwość w inny sposób wpłynąć na realizację tej intencji, to w imieniu posłów PiS, bardzo o to prosi”.

Duchowe życie pierwszej pary

Pewne rozluźnienie w relacji między tronem a ołtarzem widać w Pałacu Prezydenckim i Belwederze. Owszem, prezydent Bronisław Komorowski ma swojego kapelana, ale codziennych mszy, jak za paru poprzedników, dla niego się nie odprawia. – Spotkania z panem prezydentem dotyczą tylko spraw bieżących i wydarzeń, w których oczekuje się udziału osoby duchownej – opowiada ks. mjr Mateusz Hebda, w kapłaństwie od ośmiu lat. Wcześniej od 2006 r. był kapelanem pomocniczym ks. Romana Indrzejczyka, który posługiwał Lechowi Kaczyńskiemu i zginął pod Smoleńskiem. Zwyczaj zatrudniania kapelana wprowadził Lech Wałęsa, bo potrzebna mu była osoba „zapewniająca higienę moralną i duchową przez 24 godziny na dobę”. I tak było, ks. Franciszek Cybula zajmował w pałacu trzypokojowe mieszkanie z rządowym telefonem na biurku i jeździł służbowym samochodem. Lubił podkreślać, że był „osobistym kapelanem i spowiednikiem Wałęsy”, a nie „kapelanem przy urzędzie prezydenta”.

Następni nie mieszkali już w pałacu, mają tu tylko swoje małe biuro. Rolę, jaką odgrywali przy prezydentach, najlepiej oddaje ich obecność w mediach. Ks. Hebda odbiera od harcerzy betlejemskie światełko, jako wojskowy pojawia się przy okazji uroczystości patriotycznych i pojechał z Pierwsza Damą do Smoleńska na rocznicę katastrofy. Nie udziela wywiadów, choć dla POLITYKI zrobił wyjątek. Za granicą był z prezydencką parą tylko dwa razy w Watykanie. – Zawsze miało to związek z treścią duchową tych wizyt – opowiada ks. Hebda. W kaplicy ochrzcił już kilkoro dzieci, w tym wnuki prezydenta.

Kapłańskie rady

Duszpasterze polityków zgodnie utrzymują, że nie wpływają na ich polityczne decyzje. Jedynie ks. Cybula uczestniczył w większości spotkań politycznych, ale zaznaczał zawsze, że na wyraźną prośbę prezydenta Wałęsy. Uważał, że po 50 latach nieobecności przedstawicieli Kościoła przy władzy musi teraz uczestniczyć w ważnych dla Polaków momentach. Wałęsa radził się go przy podpisywaniu niektórych ustaw, zabierał w podróże zagraniczne. W samolocie siedział obok szefa MSZ, który pracował nad swoimi przemówieniami, a ksiądz nad homilią.

Ks. Hebda o polityce mówi, że jedynym jego zaangażowaniem jest udział w wyborach: – Jestem przewodnikiem duchowym i radzę pytany tylko w kwestiach wiary.

Co innego posłowie, którzy swojego kapelana proszą o radę w dylematach światopoglądowych. – Czasami boleją, że zmuszani są do głosowania wbrew własnemu sumieniu, gdy narzuca im się dyscyplinę partyjną – opowiada ks. Powierza. Dyscypliny nie boi się Eugeniusz Czykwin z SLD. Sojusz w statucie opowiedział się za „wolnością sumienia i wyznania, tolerancją światopoglądową i świeckością państwa” i poseł w Sejmie korzysta z tego prawa. W sprawie in vitro biskupi prawosławni podzielają zdanie katolickich, ale on nie jest przeciwko ustawie: – W Polsce żyją też ludzie niewierzący i nie mogę im też odbierać szansy na dziecko. A jeśli chodzi o związki partnerskie, choć sam jest przeciw, nie chce SLD psuć szyków

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną