Ludowcy osiągnęli mistrzostwo w stosowaniu koalicyjnych uników. – Czas pokaże, czy to sukces, czy porażka – tak rzecznik PSL Krzysztof Kosiński oceniał szczyt europejski w Brukseli, gdzie walczyliśmy o dostęp do głównego stołu. Rzecznik poszedł wyraźnie tropem wicepremiera Waldemara Pawlaka, który pytany o to, czy zwiedzał już Stadion Narodowy, odpowiedział, że jeszcze nie, ale generalnie woli siatkówkę od piłki nożnej. W takich właśnie zdaniach zawiera się spora część koalicyjnej mądrości ludowców. Być w rządzie, ale też być obok, czasem z lekka uszczypnąć, coś przeczekać. Na przykład burzę wokół umowy ACTA, choć to resort gospodarki powinien był rzecz całą prowadzić, bo dotyczy głównie kwestii gospodarczych, w gestii wicepremiera Pawlaka. Tymczasem lider PSL na początku awantury powiedział jedno zdanie, że być może umowy nie musimy podpisywać, i tyle go widziano.
Waldemar Pawlak zdolność znikania w trudnych momentach posiadł już dawno, ma też niezwykłą zdolność przeczekiwania. Tego nauczyło go uczestnictwo w polityce. Przez lata częściej bywał pod wozem niż na wozie. Wykorzystywały go różne partie – od Unii Demokratycznej poczynając, na SLD kończąc. Ale i ludowcy każdą możliwość, jaką daje władza, nauczyli się wykorzystywać ponad normę. Nic to dać stanowisko byłemu posłowi, którego przyłapano i sfilmowano pijanego w poprzedniej kadencji. Inni by rzecz starannie ukrywali, w ludowej rodzinie nie ma powodu do wstydu. O co właściwie chodzi, to już nawet wypić nie można?
Przez lata PSL się zmieniało. Od krzykliwej antyeuropejskości przeszło długą drogę do umiejętnego wykorzystywania europejskich pieniędzy.