Bez sanatorium w Sokołowsku nie byłoby „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna. Przez kilka lat mieszkał tu i tworzył Krzysztof Kieślowski. Potem miasteczko popadło w ruinę. Dziś magiczne miejsce, położone u podnóża Gór Suchych, odkrywa na nowo troje artystów i grupka zapaleńców.
Rzeźbiarka Bożena Biskupska, fotograf Zygmunt Rytka i architekt Zuzanna Fogtt. Z urodzenia Warszawiacy. Dwa lata podróżowali po Polsce, szukając miejsca prowokującego do uprawiania kultury. Wreszcie je znaleźli. - Jak to mówi Zygmunt: Sokołowsko daje szansę położenia palca na mapie i stworzenia nowego punktu orientacyjnego dla sztuki – stwierdza Zuzanna, odpala kolejnego papierosa i dodaje z pasją: - Kiedy przyjechaliśmy tu z propozycją stworzenia kulturalnego centrum, okazało się, że wszystko już na nas czeka – tyle że ukryte.
Więcej o historii Sokołowska w reportażu Agnieszki Krzemińskiej "Na własne oczy: Duch doktora Bremera", który ukazał się w Tygodniku POLITYKA nr. 36/2009 (Kup e-wydanie). Autorem fotografii jest Stanisław Ciok.
Sokołowsko, położone nieopodal Wałbrzycha, w XIX stuleciu upatrzyli sobie europejscy bogacze. To dla nich u podnóża Gór Suchych powstało pierwsze w świecie uzdrowisko chorób płuc. Stąd sanatoryjna moda rozniosła się na Europę, a ów styl życia unieśmiertelnił Tomasz Mann w arcydziele „Czarodziejska Góra” (choć akcję samej książki umieścił w szwajcarskim Davos). Jedyne dowody na niegdysiejszą świetność Sokołowska to żółknące przedwojenne pocztówki i neogotyckie ruiny budynków. W wieku XX osadę wyniszczył komunistyczny wirus niedbalstwa o państwową własność. Wiek XXI to dalszy rozpad – brak pieniędzy i pomysłu na przyszłość. Sokołowsko powoli osunęło się w niepamięć.
Dziś na światło dzienne wydobywają je założyciele warszawskiej fundacji In Situ. Właśnie tu chcą stworzyć Międzynarodowe Laboratorium Kultury.