Polska podzielona

Co wynika z rankingu
Wschód Polski wcale nie radzi sobie gorzej od zachodu, a wielkie różnice występują często w obrębie jednego województwa.
Sopot to nie tylko molo i bogata oferta kulturalna w sezonie (na fot. śpiewa zespół Leszcze), ale też pierwszy w Polsce budżet obywatelski.
Wojciech Stróżyk/KFP

Sopot to nie tylko molo i bogata oferta kulturalna w sezonie (na fot. śpiewa zespół Leszcze), ale też pierwszy w Polsce budżet obywatelski.

Nasza lista potwierdza, że nieprzypadkowo wiele pochwał w ostatnich latach płynęło pod adresem takich ośrodków, jak Wrocław czy Rzeszów. Zajęły one odpowiednio trzecie i czwarte miejsce, osiągając prawie identyczny wynik końcowy. Chociaż w obu przypadkach wielu mieszkańców jest już zmęczonych urzędującymi od lat prezydentami, Rafałem Dutkiewiczem i Tadeuszem Ferencem, zapewne znowu wygrają oni bez problemu wybory samorządowe. Bo to oni są twarzami sukcesów Wrocławia i Rzeszowa. Pierwszy stał się reprezentantem dużego miasta z atrakcyjnym rynkiem pracy, ciekawymi imprezami i realizowanymi z rozmachem inwestycjami. Rzeszów w dużej mierze powtórzył sukces Wrocławia, tyle że w nieco mniejszej skali, stając się perłą południowo-wschodniej Polski, przyciągającą studentów i inwestorów.

Małe bywa piękne

Pierwsza dziesiątka naszego rankingu wcale nie została zdominowana przez metropolie, co pokazuje, że wielkość miasta nie decyduje w Polsce o jakości życia. Wśród najlepszych znalazły się bowiem także kilkudziesięciotysięczne Ostrołęka i Leszno. Nie mogą pochwalić się warszawskimi płacami, ale mają duży odsetek pracujących. Wciąż korzystają ze statusu węzłów kolejowych, co nie ma już, niestety, wielkiego znaczenia dla pasażerów, ale jest atutem dla wielu inwestorów. Z badań wynika, że mieszkańcy Ostrołęki i Leszna należą do najbardziej szczęśliwych w Polsce, mają też wysokie poczucie bezpieczeństwa i są zadowoleni ze swojego stanu zdrowia. Oba samorządy dużo wydają na edukację. Gdy to wszystko zsumujemy, otrzymamy receptę na stworzenie przyjaznego miejsca do życia w oddaleniu od głównych metropolii w kraju.

Porównując ze sobą stopień rozwoju województw, często mówimy o Polsce A i B. Wschodnie regiony korzystają nawet ze specjalnych unijnych przywilejów, mając do dyspozycji dodatkową formę pomocy, czyli Program Rozwój Polski Wschodniej. Jednak nasz ranking udowadnia, że na poziomie miast takiej prostej granicy między Polską bogatszą i biedniejszą nie ma.

Udowadnia też, że bardzo blisko siebie leżą miasta o bardzo różnym poziomie życia. Na Mazowszu mamy świetną do życia Warszawę, wspomnianą już Ostrołękę, mieszczący się w pierwszej dwudziestce Płock, ale także dopiero 49 w zestawieniu Radom.

Dolny Śląsk to zarówno Wrocław, który zmieścił się na podium, jak i Jelenia Góra oraz Legnica w trzeciej dziesiątce, ale także ostatni na liście Wałbrzych, powoli zmieniający się na lepsze dzięki objęciu rządów przez nowego prezydenta trzy lata temu. Bardzo dobrze w rankingu jakości życia wypada Biała Podlaska (17), mogąca pochwalić się świetnymi wynikami egzaminu gimnazjalistów. Ale już położone między nią a stolicą Siedlce znalazły się dopiero na 57 pozycji, zdołowane największym w Polsce pesymizmem mieszkańców niezadowolonych ze swojego życia i stanu zdrowia. Znajdujące się co prawda w sąsiednich województwach, ale oddalone od siebie zaledwie o 35 km Ostrołęka i Łomża to także dwa odrębne światy, które w naszym rankingu dzieli 41 pozycji.

Śląska choroba

Gdybyśmy chcieli znaleźć jeden region szczególnie potrzebujący pomocy, będzie nim z pewnością Górny Śląsk. W tamtejszych miastach statystycznie zarabia się co prawda dobrze (średnią zawyżają górnicy), ale pod wieloma innymi względami nie są one atrakcyjnym miejscem do życia. Tylko jeden z tamtejszych powiatów grodzkich trafił do pierwszej dziesiątki. Tychy kojarzone z fabryką Fiata są pozytywnym wyjątkiem. Stolica województwa, Katowice, zajmuje dopiero 39 miejsce w naszym rankingu, a w ostatniej dwudziestce aż połowa to miasta konurbacji górnośląskiej. Wiele z nich ma wysoki odsetek samobójstw, sporą przestępczość, marne warunki mieszkaniowe i bardzo niskie poczucie wspólnoty wśród mieszkańców. Być może nadszedł już czas, aby region Górnego Śląska uznać za poważny problem społeczny, wymagający unijnej pomocy nawet bardziej niż obszary Polski wschodniej?

Ciekawe wnioski wynikają z tego, jak zaprezentowały się w rankingu miasta wojewódzkie, których mamy w Polsce 18 (kujawsko-pomorskie i lubuskie podzieliły funkcję stolicy pomiędzy dwa miasta). Sześć z nich znalazło się co prawda w pierwszej dziesiątce, ale za to aż pięć jest dopiero w drugiej połowie tabeli. Wbrew stereotypowym opiniom nie najgorzej poradziła sobie Łódź, zajmująca 27 lokatę. Wyprzedziła Białystok i Szczecin, które na pewno nie będą zadowolone ze swoich wyników. Wielkim rozczarowaniem są wspomniane już Katowice, które zamiast być motorem największego w Polsce zespołu metropolitalnego mieszczą się dopiero pod koniec czwartej dziesiątki. Chociaż zarobki w stolicy Górnego Śląska są dobre, mieszkańcy narzekają na swoje życie, a przestępczość pozostaje na zdecydowanie za wysokim poziomie. Najgorzej spośród stolic wojewódzkich wypadają Bydgoszcz i Gorzów Wlkp., który nawet nie zmieścił się w pięćdziesiątce. To kolejny dowód na ogromne dysproporcje wewnątrz regionów. Dzieląca z nim funkcje stołeczne Zielona Góra wyprzedza Gorzów o prawie trzydzieści miejsc. Bydgoszcz natomiast jest aż o 34 pozycje za swoim tradycyjnym rywalem, Toruniem.

Miasta na zielono

Przygotowując ranking POLITYKI, próbowaliśmy dobrać kryteria pokazujące zmiany ostatnich lat. Zrezygnowaliśmy z liczenia długości dróg, bo ten wskaźnik mówi dziś coraz mniej o jakości życia. Im więcej dróg w centrach miast, tym często więcej korków, hałasu i zanieczyszczenia powietrza. Lepiej byłoby ocenić jakość komunikacji zbiorowej, ale brakuje na ten temat pogłębionych danych. Zamiast dróg wybraliśmy ścieżki rowerowe, bo polskie miasta ze sporym opóźnieniem, ale za to często w przyspieszonym tempie, odkrywają dziś rower. Staje się on coraz istotniejszym środkiem transportu w okresie letnim, a mieszkańcy coraz głośniej domagają się warunków do wygodnej i bezpiecznej jazdy na dwóch kółkach. Wielu prezydentów przed wyborami samorządowymi chce poprawić swoje notowania i uruchamia systemy rowerów miejskich, licząc na podobny sukces, jaki Hannie Gronkiewicz-Waltz zapewniło Veturilo.

Rower to oczywiście tylko jeden z elementów zmian zachodzących w polskich miastach, których mieszkańcy coraz bardziej cenią sobie przyjazną przestrzeń publiczną. W miarę jak powoli bogacimy się, rosną też nasze wymagania wobec lokalnych władz. Miejmy nadzieję, że ogromne unijne pieniądze w najbliższych latach będą przeznaczane nie tylko na nowe drogi, ale także na ekologiczny transport zbiorowy, urozmaiconą ofertę kulturalną, rewitalizację zaniedbanych, a często centralnie położonych dzielnic i lepsze niż dotąd planowanie przestrzenne. Pozytywnym przykładem może być tu Olsztyn (12 w rankingu jakości życia), który wzorem wielu europejskich miast przywraca u siebie po latach tramwaje i ma niepowtarzalną szansę na przekształcenie centrum miasta w miejsce przyjazne pieszym i rowerzystom.

Nasz ranking samorządowcy powinni potraktować nie jako zestaw laurek z jednej i nagan z drugiej strony, ale raczej jako wskazanie im mocnych i słabych punktów każdego miasta. Nie ma w Polsce metropolii idealnej, bo nawet te najlepsze powinny jeszcze wiele poprawić. Warszawa, choć zdecydowanie wygrała, zdobyła tylko 70 proc. możliwych punktów, a Wrocław czy Rzeszów mniej niż 60 proc. Równocześnie nawet miasta z końca naszego rankingu nie są wcale stracone, o czym świadczą choćby pozytywne przemiany ostatnich lat w Wałbrzychu. Trzeba tylko być cierpliwym, bo choć liczby nie kłamią, potrzebują trochę czasu, by pokazać zmiany.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj