Astma, choroba kojarzona z uczuleniami na wiosenne pylenie roślin, może dać o sobie znać również o tej porze roku. Wiedzą o tym niektórzy lekarze, ale nie mają tej świadomości pacjenci. Szkoda, bo poniekąd sami odpowiadają za jesienne zaostrzenie jej objawów. Wakacje spędzili z dala od domu, była sielanka i odpoczynek. – Także od leków – kwituje prof. Jerzy Kruszewski, konsultant krajowy w dziedzinie alergologii. – Tymczasem kuracji astmy nie można przerywać, gdy chory nie odczuwa dolegliwości. Leki przeciwzapalne powinny być przyjmowane regularnie, bo w przeciwnym razie objawy wracają.
I z tym mamy właśnie do czynienia teraz. Pierwsze tygodnie roku szkolnego i akademickiego upływają wielu astmatykom na wizytach u lekarzy, bo po okresie względnego spokoju pojawiają się nasilone ataki duszności. – Nadal większość osób kojarzy astmę wyłącznie ze zwężeniem oskrzeli i zapomina, że toczy się ona w niewidoczny sposób pod nabłonkiem dróg oddechowych – mówi prof. Kruszewski. Jeśli przez kilka tygodni chory oddycha bez żadnych problemów, nie widzi powodu, by regularnie korzystać z inhalatora, przez który zalecono mu przyjmowanie przeciwzapalnego leku sterydowego. Tylko co trzeci pacjent z astmą skrupulatnie wypełnia te zalecenia, reszta modyfikuje je na własną rękę lub po prostu odstawia leki.
Moc płuc wzmóc
Opisana sytuacja dotyczy zwłaszcza dzieci, które wakacje spędzają z dala od domu, pod opieką dorosłych nie zdających sobie sprawy, na czym polega właściwa kontrola astmy. Wychowawcy kolonijni nie nadzorują podopiecznych, czy przyjęli odpowiednią dawkę leku, a dziadkowie – skłonni przychylić wnukom nieba – dobrodusznie zwalniają ich z tego obowiązku („po co dziecko faszerować chemią, jeśli się nie dusi?