Kancelaria Prezydenta bada sprawę kontrowersyjnego ułaskawienia przez Lecha Kaczyńskiego Adama S. Kilka tygodni przed uzyskaniem łaski biznesmen (skazany na karę w zawieszeniu za wyłudzenie państwowych pieniędzy) został wspólnikiem Marcina Dubienieckiego, reprezentującego kancelarię prawną, która wystąpiła z wnioskiem o ułaskawienie do prezydenta.
Co wynika z audytu?
Nie znam jeszcze wyników, ale przede wszystkim zastanawiające jest tempo, w jakim ta sprawa została załatwiona. Pod koniec urzędowania prezydenta Kaczyńskiego na rozpatrzenie wniosku o ułaskawienie trzeba było czekać co najmniej rok. Tu prośba została rozpatrzona w cztery miesiące. Przy czym nadano jej bieg już w 15 dni po tym, gdy wpłynęła do kancelarii. Sporządzony na maszynie wniosek podpisał sam Adam S. Trafił on do kancelarii 5 lutego 2009 r. 20 lutego minister Andrzej Duda poprosił prokuratora generalnego o akta sprawy i sporządzenie notatki informacyjnej. Akta z sądu rejonowego w Kwidzynie wpłynęły do Kancelarii Prezydenta 9 marca. Czyli już w tym dniu były tutaj wszystkie dokumenty dotyczące sprawy. 8 maja prezydent wszczął z urzędu, czyli w tzw. trybie prezydenckim, postępowanie ułaskawieniowe. Co ważne, uczynił to bez zwracania się o opinię do sądu. 22 maja wpłynęła negatywna opinia prokuratora generalnego, a mimo to 9 czerwca zapadła decyzja o ułaskawieniu. Jak widać, wszystko odbyło się bardzo szybko, choć zgodnie z prawem, bo prezydent ma prawo ułaskawić każdego skazanego.
Kto złożył wniosek o uruchomienie trybu prezydenckiego?
Tego jeszcze nie wiemy. Ale mogli to zrobić właściwie tylko dwaj ministrowie: szef kancelarii Piotr Kownacki oraz nadzorujący biuro ułaskawień Andrzej Duda.