XV edycja Nagród Naukowych POLITYKI
Walka młodych
Rusza XV edycja NAGRÓD NAUKOWYCH POLITYKI. Na dziesięciu finalistów czekają portfele z zawartością po 10 tys. zł, pięciu laureatów otrzyma po 30 tys. zł.
Uroczysta gala finału Nagród Naukowych POLITYKI 2014.
Tadeusz Późniak/Polityka

Uroczysta gala finału Nagród Naukowych POLITYKI 2014.

Laureaci z 2014 r. (od lewej): dr inż. Michał Kruk – nauki techniczne; dr inż. Agnieszka Labus – nauki humanistyczne; dr Anna Baranowska-Rataj – nauki społeczne; dr hab. Piotr Niemiec – nauki ścisłe. Piąty laureat dr n. med. Michał F. Kamiński (nauki o życiu) był nieobecny podczas gali.
Tadeusz Późniak/Polityka

Laureaci z 2014 r. (od lewej): dr inż. Michał Kruk – nauki techniczne; dr inż. Agnieszka Labus – nauki humanistyczne; dr Anna Baranowska-Rataj – nauki społeczne; dr hab. Piotr Niemiec – nauki ścisłe. Piąty laureat dr n. med. Michał F. Kamiński (nauki o życiu) był nieobecny podczas gali.

Kiedy 15 lat temu POLITYKA startowała z akcją stypendialną dla młodych naukowców, chodziło nam o zwrócenie uwagi na upokarzającą mizerię ich zarobków. Był to moment, w którym w zasadzie wszyscy garnący się do uprawiania nauki – niezależnie od uczelni czy placówki badawczej – byli skazani na klepanie biedy, łagodzonej ewentualnie chałturami. Najzdolniejszych wysysały nie tylko zagraniczne ośrodki badawcze, ale i kolonizujące polską gospodarkę światowe korporacje, banki, innowacyjne gałęzie przemysłu. Nie było żadnej przesady w ówczesnym haśle „Zostańcie z nami!” – realna stawała się obawa, że wkrótce na polskich uczelniach nie będzie miał kto uczyć poza nielicznymi desperados, jak nazwaliśmy tych młodych wybitnych, obdarzonych nie tylko pasją poznawczą, ale i talentem do uczenia innych.

Przez te lata sytuacja się zmieniła, głównie za przyczyną potężnego eurozasilania i zgoła politycznej mody na wspieranie młodych. Granty, stypendia, nagrody, opatrzone ministerialnymi gwarancjami pule na badania dla młodych naukowców w budżetach państwowych placówek... Wydawałoby się – jest z czego budować cegła po cegle karierę naukową i w miarę przyzwoity byt. Tyle że wymaga to nowych kompetencji: umiejętności zarządzania swoją osobą, refleksu i biurokratycznej sprawności, by skutecznie skierować strumień euro lub złotówek w stronę swojej dziedziny, swego projektu, swego zespołu, w końcu siebie samego.

Co może młody badacz?

Wiele osób nieźle sobie w tym nowym systemie radzi, ale nie jest to cała prawda o położeniu polskich młodych naukowców. Jednej prawdy na ten temat zresztą nie ma, podobnie jak nie da się jednoznacznie zdiagnozować stanu polskich uniwersytetów, instytutów badawczych, placówek Polskiej Akademii Nauk czy uczelni niepublicznych. Toteż młody badacz może dziś równie dobrze trafić na fantastycznego mistrza i dołączyć do zespołu na światowym poziomie, jak i zaplątać się w jakiś nepotyczno-feudalno-przekręciarski układ. Już w fazie robienia doktoratu aspirant nauki może całkiem przyzwoicie funkcjonować na stypendiach, korzystać ze studenckich przywilejów, a jednocześnie zarabiać przy grancie (w internecie pojawiają się zwierzenia w rodzaju: „Wyciągam z 6 tys. zł miesięcznie”).

Ale może nie otrzymywać żadnego stypendium (80 proc. wszystkich słuchaczy studiów doktoranckich nie dostaje grosza), darmowo prowadzić zajęcia dydaktyczne (obowiązek), nie widzieć miesiącami swego promotora. I mieć pełną świadomość, że przez uczelnie czy instytut jest się postrzeganym wyłącznie jako zło konieczne – uzasadnienie państwowej dotacji, bo na doktoranta uczelnia dostaje pięć razy więcej pieniędzy niż na studenta.

Zdarza się, że potem ów doktor zdobędzie etat adiunkta (np. na Wydziale Historii UW to ok. 3,9 tys. zł brutto), lecz coraz częściej błąka się latami na formach pozakodeksowych (np. mikrobiolożka „z dobrej państwowej uczelni”, której artykuł opublikowała niedawno „Gazeta Wyborcza” – 617 zł netto). Może zupełnie nieźle łapać się na rozmaite wyjazdowe stypendia, konferencje itd., ale gdy wreszcie habilituje się, przekraczając jednocześnie 35 rok życia (to dość powszechnie przyjęta w przepisach „granica młodości”), zostać na śliskim życiowym lodzie, bo uczelnia właśnie okazała się nierentowna, musi ciąć koszty, a o zwiększaniu zatrudnienia nie ma mowy.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj