Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Sprzątanie po poprzedniku

Koleje, autostrady - Nowak sprząta po Grabarczyku

Preferuj w Google
Sławomir Nowak, nowy minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej, urzędowanie zaczyna od weryfikacji dokonań poprzednika. Podpowiedział mu to któryś z doradców albo własny polityczny instynkt. Stawiam na to drugie.

Cezary Grabarczyk, poprzednik Nowaka, starał się grać rolę cudotwórcy polskiej infrastruktury. Takiego, który rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, a cuda kilka chwil dłużej. Przekonywał, że na Euro 2012 powstanie sieć autostrad i dróg ekspresowych, choć eksperci tłumaczyli, że to niemożliwe i że się wygłupi. Odpowiadał, że to się da zrobić, że trzeba chcieć i mocno wierzyć. Upierał się nawet wtedy, gdy już czarno na białym było widać, że to niemożliwe. Ten brak realizmu zemścił się na nim srogo, bo odszedł w niesławie i dziś jest rozliczany nie za to, co zrobił, ale za to, co obiecał, a czego nie dotrzymał. 

W sumie nie do końca sprawiedliwie, bo wiele problemów, które doprowadziły go do porażki, było spowodowanych nie przez niego samego, ale przez poprzednika Jerzego Polaczka – ministra w rządzie PiS. Jednak obejmując w 2007 roku stanowisko Grabarczyk przyjął cały dorobek poprzednika z całym dobrodziejstwem inwentarza. Szybko za to zaczął płacić wysoką cenę, kiedy Jerzy Polaczek (już jako niezależny ekspert) piętnował go w mediach za zaniedbania, które sam sprokurował, gdy był na urzędzie. Przykładem było bezprawne (co potwierdził potem sąd) odebranie przez Polaczka spółce GTC prawa do budowy odcinka A1 Grudziądz-Toruń, które tylko przedłużyło o kilka lat powstanie tej trasy.

Dziś minister Nowak woli nie powtarzać błędów Grabarczyka. To dla niego pierwsze takie wyzwanie w życiu, wcześniej nie miał do czynienia nie tylko z gospodarką, ale i poważnym zarządzaniem. Nowak jest młodym i ambitnym politykiem. Wie, że od tego, jak potoczą się jego losy w budynku przy ul. Chałubińskiego w Warszawie, może zależeć jego przyszła kariera. Dlatego odwiedza budowy autostrad i dość realistycznie zapowiada, że wielu odcinków nie uda się zbudować na Euro.

Reklama