szukaj
Wehrmacht na dopalaczach
Niemieccy żołnierze i amfa
1941 rok, niemieccy żołnierze na froncie wschodnim, jeszcze mają powody do radości.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

1941 rok, niemieccy żołnierze na froncie wschodnim, jeszcze mają powody do radości.

Ju 87 zimą na froncie wschodnim. Piloci Luftwaffe również używali pervitinu.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ju 87 zimą na froncie wschodnim. Piloci Luftwaffe również używali pervitinu.

Przywołał też kolejny argument. Otóż nie dowierzając terapii Morella, jeden z pretorianów wodza, prof. Ernest-Günther Schenck, postanowił zbadać zawartość podawanego Hitlerowi preparatu. Badanie laboratoryjne potwierdziło co prawda zestaw witamin, ale również obecność pervitinu i kofeiny, która w tym zestawie stymulowała działanie amfy. Heston wylicza inne, charakterystyczne symptomy wskazujące na uzależnienie: jednostronny sposób myślenia, upór, obgryzanie paznokci, uciążliwe swędzenie skóry, ale przede wszystkim chorobliwą podejrzliwość wodza i jego zmienne nastroje - od depresji po euforię. Heston przypuszcza, że uzależnienie Hitlera od pervitinu było w 1942 roku już tak duże, że musiał otrzymywać go w formie zastrzyku, w miarę upływu czasu coraz częściej.

Zwycięstwo kontra zdrowe geny

W lipcu 1941 roku pervitin znalazł się na liście specyfików poddanych rygorom tzw. ustawy opiumowej (obowiązywała do 1972 roku, regulując korzystanie ze środków znieczulających). Zadbał o to lekarz Leonardo Conti, dygnitarz odpowiedzialny za stan zdrowia obywateli Trzeciej Rzeszy a jednocześnie fanatyczny nazista. W tym samym roku armia mogła liczyć na dostawę już tylko 10 milionów tabletek: okazywały się jednak niezbędne we frontowych plecakach żołnierzy.

Zachowała się instrukcja z czerwca 1942 roku, sporządzona przez lekarzy, którzy skupili swój wysiłek na kontroli dystrybucji. Przestrzegali przed nadużywaniem pervitinu i zalecali: „ Jednorazowe zażycie dwóch tabletek likwiduje senność na trzy do ośmiu godzin, dwukrotne zażycie tej dawki wystarcza zwykle na całą dobę bez snu”. Nie mniej w końcowej fazie wojny w torbach sanitariuszy nie mogło zabraknąć pervitinu. Miał stawiać na nogi zmęczonych wojowników, podkreśla Kemper, który współpracował z Wernerem Piperem przy zbieraniu materiałów do jego książki „Nazis on Speed. Narkotyki w III Rzeszy”.

Zawiera ona m.in. dokumenty z lat 1928 – 1945. Wynika z nich, że po przejęciu władzy reżim tępił nie tylko kokainowe ekscesy berlińskiej bohemy „złotych lat dwudziestych” ale rozpowszechnione po I Wojnie Swiatowej narkomaństwo. „Konsumpcja używek prowadzi do uszkodzeń niemieckich genów, a w konsekwencji do nieprzestrzegania zasad higieny rasowej” – napominała surowo propaganda. Jednak zapomniano o tych zagrożeniach, gdy okazało się, że narkotyki mogą przydać się na froncie. Nazistowskie laboratoria do końca wojny nieugięcie pracowały nad ich udoskonaleniem,. 16 marca 1944 roku odbyła się w Kilonii narada oficerów marynarki wojennej z tzw. małych oddziałów bojowych i farmakologów, którzy usłyszeli, że zdziesiątkowana flota potrzebuje pilnie „specyfiku przedłużającego możliwości bojowe żołnierzy ponad zwykłą miarę, który ponadto wpłynie korzystnie na ich samoocenę i chęć samotnego prowadzenia walki”. Już następnego dnia żywe zainteresowanie pomysłem okazał sam Otto Skorzeny, szef oddziału specjalnego SS „Friedenthal”, wsławiony uwolnieniem Mussoliniego we wrześniu 1943 roku.

Chemiczna Wunderwaffe

Skorzeny już od dłuższego czasu poszukiwał skutecznego narkotyku dla swoich pupili. Uzyskał szybko akceptację kwatery głównej führera w Berlinie. Nad wynalezieniem odpowiedniego specyfiku zaczął pracować zespół badawczy uniwersytetu w Kilonii, kierowany przez profesora chemii Gerharda Orzechowskiego. Po paru miesiącach powstała tabletka D-IX; koktail 5 miligramów kokainy, 3 miligramów pervitinu, 5 miligramów eukodalu (przeciwbólowy preparat z morfiną), a także syntetycznej kokainy firmy MERCK, znanej dobrze niemieckim pilotom z czasów I Wojny Światowej. Środek przeznaczony był dla dwuosobowych załóg miniaturowych okrętów podwodnych. Aplikowano go również – na rozkaz – młodocianym żołnierzom, którzy służyli nocami w formacjach przeciwlotniczych

Skorzeny też nie tracił czasu i zażądał przesłania tysiąca tabletek, które chciał wypróbować w swoich oddziałach Waffen-SS. Jednocześnie postanowiono przetestować działanie specyfiku podczas forsownego marszu z obciążeniem, by precyzyjniej określić sposób dawkowania. Od listopada 1944 roku eksperymentom tym poddani zostali więźniowie obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen z karnego Schuh-Kommando, którzy pod okiem kapo testowali buty dla niemieckiej armii, chodząc w kółko po placu apelowym. Zostali przemianowani na  Pillenpatrouille (Patrol Pigułka) - musieli najpierw połknąć podaną przez SS-manna pigułkę i obciążeni 20-kilogramowymi plecakami maszerować aż do wyczerpania sił – utraty przytomności.

Zachowały się fragmenty dziennika Odd Nansena (późniejszego współtwórcy UNICEFu), który  – jako więzień Sachsenchausen – obserwował ze swojego baraku ten eksperyment. Zapisał: „ Maszerujący mogli pokonać do 90 kilometrów bez odpoczynku. Są królikami doświadczalnymi, na których wypróbowuje się nowo wynalezioną pigułkę energetyczną. Na początku jeszcze pogwizdywali lub śpiewali, ale po pierwszej dobie marszu większość z nich padła”.

Eksperymentatorzy byli bardzo zadowoleni i odnotowali, że „niektórym uczestnikom wystarczyły przy całodobowym marszu zaledwie 2-3 pauzy do regeneracji sil. A ponadto „szczególne wrażenie robi brak potrzeby snu, wyłączenie wrodzonych skłonności i woli”. Po tej konstatacji uznali, że środek nadaje się do wykorzystania we wszystkich jednostkach niemieckiej armii. Na przeszkodzie stanęła bezwarunkowa kapitulacja hitlerowskich Niemiec.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj