1 sierpnia 44 r. - atak na most Poniatowskiego
W godzinie W dowództwo Armii Krajowej postawiło przed powstańcami wiele zadań, których z przyczyny braku broni nie można było wykonać. Atak na most Poniatowskiego to jeden z takich przypadków.
Most Poniatowskiego, widok od strony centrum Warszawy, Zdjęcie z 1934 r.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Most Poniatowskiego, widok od strony centrum Warszawy, Zdjęcie z 1934 r.

Działko przeciwlotnicze Flakvierling 38 na stanowisku bojowym.
Bundesarchiv/Wikipedia

Działko przeciwlotnicze Flakvierling 38 na stanowisku bojowym.

1 sierpnia 1944. Na warszawskim Powiślu w domu przy ulicy Solec 24 zebrała się grupa szturmowa żołnierzy Armii Krajowej, mająca przed sobą bardzo trudne zadanie. Trzy plutony zgrupowania „Konrad” dostały rozkaz zaatakowania niemieckiego posterunku na moście Poniatowskiego. To jeden z najważniejszych celów, jakie tuż po godzinie 17 musiały wpaść w ręce powstańców. Most, leżący na głównej osi komunikacyjnej wschód-zachód, łączący ze sobą dwie - przedzielone Wisłą - części miasta, miał kapitalne znaczenie dla powodzenia zbrojnego zrywu. Był też główną przeprawą, po której do Warszawy mogły wkroczyć zbliżające się oddziały Armii Czerwonej. Oczywiście Niemcy również zdawali sobie sprawę ze znaczenia mostu – przygotowali się do jego wysadzenia przez saperów, a obu przyczółków broniły silne stanowiska ogniowe.

Największym problemem powstańców był brak uzbrojenia, szczególnie artylerii, broni przeciwpancernej i maszynowej. Zapasy amunicji miały wystarczyć zaledwie na dwa dni walki. Fatalną sytuację pogarszał fakt, że 7 lipca dowództwo AK z Warszawy oddało oddziałom wschodnich okręgów AK ponad sześćset sztuk pistoletów maszynowych Sten i Błyskawica wraz z amunicją (stolica nie była objęta planem „Burza”, a decyzję o wybuchu powstania podjęto w ostatniej chwili, bezpośrednio pod wpływem informacji o zbliżających się do Pragi radzieckich czołgach). Sytuacji sprzętowej nie mogły zmienić ani sporadyczne zrzuty alianckie, ani produkcja w konspiracyjnych rusznikarniach. Dodatkowo część magazynów uzbrojenia, zlokalizowana w dzielnicach, z których nie udało się wyprzeć Niemców, znalazła się poza zasięgiem powstańców.

W trzech plutonach zgrupowania „Konrad”, wyznaczonych do akcji na moście Poniatowskiego sytuacja wyglądała podobnie – większość żołnierzy dysponowała jedynie bronią krótką. Dowódca grupy uderzeniowej, kapral podchorąży Jerzy Sienkiewicz ps. „Rudy” miał zdobyty przez siebie pm Schmeisser. Główną siłą ogniową oddziału był brytyjski rkm Bren z dwoma tys. pocisków – jednak nikt w oddziale nie potrafił się nim biegle posługiwać.

Przyczółek od strony Pragi mieli zaatakować żołnierze trzech równie słabo uzbrojonych plutonów, w tym jednego plutonu saperów.

Niestety, atakujący stracili element zaskoczenia. Podchorąży „Rudy” tuż przed rozpoczęciem szturmu wdał się w strzelaninę z niemieckim żołnierzem, którego musiał skosić serią ze swojego pm. Zaalarmowani niemieccy saperzy wystrzelili w powietrze rakietę sygnalizacyjną. Akowcy ruszyli pod górę, wprost na zasieki z drutu kolczastego. Atak załamał się w straszliwym ogniu ustawionego do strzału na wprost Flakvierling 38, poczwórnie sprzężonego 20-milimetrowego działka przeciwlotniczego.

Szturm od strony Pragi również się nie powiódł – trzy plutony wyznaczone do wykonania zadania wpadły w parku Paderewskiego na elementy pancerno-spadochronowej dywizji Herman Goering, z którymi stoczyły krótki, nierówny bój, zakończony porażką.
Powstańcom nie udało się w sierpniu zdobyć również drugiej przeprawy – mostu Kierbedzia.

Most Poniatowskiego, do końca znajdujący się w niemieckich rękach (choć sam trakt komunikacyjny wzdłuż Alei Jerozolimskich został zablokowany przez powstańców), został wysadzony 13 września 1944 roku.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj