Portret Henryka Krzeczkowskiego według Wojciecha Karpińskiego
Twórca samego siebie
Henryk Krzeczkowski przez Wojciecha Karpińskiego sportretowany.
Henryk Krzeczkowski w 1967 r.
Danuta B. Łomaczewska/EAST NEWS

Henryk Krzeczkowski w 1967 r.

Był człowiekiem dobrym, mądrym, błyskotliwie inteligentnym i dowcipnym. Był Żydem, potem nie-Żydem, oficerem wojskowego wywiadu w latach 40., potem redaktorem „Tygodnika Powszechnego”, homoseksualistą i gorliwym katolikiem, a przede wszystkim – jak go nazwał przyjaciel Stefan Kisielewski – „inseminatorem”. Wojciech Karpiński dokonał niesamowitej pracy detektywistycznej w rozumieniu dosłownym i duchowym, by odkryć historię prawdziwą naszego przyjaciela Henryka i by odkryć, jak Henryk sam siebie konstruował z nadzwyczajnymi skutkami.

Z licznych fragmentów niepublikowanego dziennika Henryka Krzeczkowskiego widać, że był mitomanem całkowicie świadomym. Konstruował siebie na nowo. Ta historia autokreacji pełnej wątpliwości, wahań, sceptycyzmu, wyborów i nadziei na to, że będzie pełnoprawnym uczestnikiem wysokiej polskiej kultury, jest pasjonująca. Także dlatego, że udana. Już w 1947 r. rosyjski oficer, nadzorca polskiego wojska, pisał o Henryku, że przyjaźni się z Sapiegami (sic!

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj