szukaj
Trzech premierów przed komisją
Afery nie było?
Jarosław Kaczyński obwiniał Donalda Tuska. Donald Tusk oskarżał CBA. A Grzegorz Schetyna twierdził, że żadnej afery nie było. Tak minął trzeci tydzień prac komisji śledczej.

Wielu spodziewało się, że ten tydzień może być kulminacją prac komisji do spraw afery hazardowej. Spełniło się bowiem marzenie przeciwników politycznych Donalda Tuska i premier stanął przed obliczem śledczych. Z dużej chmury spadł jednak mały deszcz. W czasie maratonowego, kilkunastogodzinnego przesłuchania w czwartek, nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Podobnie niewiele wniosły zeznania wicepremiera Grzegorza Schetyny (środa) oraz byłego premiera – Jarosława Kaczyńskiego (piątek). Zdaje się, że komisja, a przy okazji również widownia, powoli zaczynają odczuwać zmęczenie materiał

Środa godz. 12 - 20

Ośmiogodzinne przesłuchanie Grzegorza Schetyny to z jednej strony podejmowana przez posłów PiS próba udowodnienia, że był on uwikłany w kontakty z lobby hazardowym. Z drugiej zaś - zaciekła obrona szefa klubu parlamentarnego PO przed jakimkolwiek łączeniem go z tzw. aferą hazardową.

Wszelkie takie próby Schetyna błyskawicznie odrzucał niczym gorącego kartofla. Zapewnił, że nikt nigdy nie prosił go o interwencję w sprawie ustawy hazardowej. Przyznał się do znajomości z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem, ale podkreślał, że rozmawiali „tylko o piłce nożnej” nigdy zaś o hazardzie. I że nie znali się nawet prywatnie. Nie wiedział też, że biznesmen zna się ze Zbigniewem Chlebowskim, choć wszyscy pochodzą z Dolnego Śląska.

Co więcej - Sobiesiak przez pewien czas był właścicielem piłkarskiej drużyny Śląska Wrocław, zaś Schetyna – szefem rady nadzorczej sekcji koszykarskiej w tym klubie. Na prośbę biznesmena, gdy przez dwa lata finansowała ona piłkarzy. - To nie były biznesy – przekonywał Schetyna.

Parlamentarzysta zapewniał, że ciągu ostatnich dwóch lat spotkał się z nim tylko raz – we wrześniu 2008 roku i jak podkreślił „w miejscu centralnym lotniska” (rozmowę telefoniczną, w której biznesmen prosił o to spotkanie, podsłuchało CBA). Mimo to Schetyna nie mógł sobie przypomnieć w szczegółach, o czym rozmawiali. Podejrzewa, że o piłce nożnej, ale na pewno nie o hazardzie. - Nie lobbowałem i nie interesowałem się ustawą hazardową ani dopłatami od gier – zarzekał się. Stwierdził nawet, że w tenisa, w golfa i w kasynach" też nie grywa.

Szef klubu PO zapewnił, że o aferze hazardowej dowiedział się dopiero 1 października ubiegłego roku, z publikacji „Rzeczpospolitej”. Był wówczas jednym z najbliższych współpracowników premiera, ale mimo to wcześniej niczego nie wiedział, ani niczego się nie domyślał. Także po spotkaniu z 19 sierpnia 2009 roku, podczas którego Donald Tusk w jego obecności spytał Mirosława Drzewieckiego o powody jego zainteresowania ustawą hazardową, jak i 26 sierpnia, gdy premier o to samo przepytywał Zbigniewa Chlebowskiego. Schetyna tłumaczył, że na spotkaniu z Drzewieckim był obecny tylko na drugiej jego części, gdy rozmowa dotyczyła finansowania budowy stadionów na Euro 2012.

Na koniec przesłuchania, odpowiadając na pytanie posła Bartosza Arłukowicza były wicepremier stwierdził zdecydowanie: z jego punktu widzenia żadnej afery hazardowej nie było.

Czwartek, godz. 9 – 22

Donald Tusk miał być kluczowym świadkiem. Jednak choć zeznawał przez 13 godzin,  nie powiedział niczego, czego o aferze wcześniej nie byłoby wiadomo. Nawet próby zdenerwowania premiera przez Beatę Kempę nie sprowokowały go.

Według Tuska mamy do czynienia ze sprawą hazardową, choć – jak zaznaczył - przymiotnik „afera” w jej określeniu wcale mu nie przeszkadza. Jednak według premiera jej głównym autorem jest Mariusz Kamiński, którego oskarżył o „niechlujstwo”, brak profesjonalizmu i próbę uwikłania szefa rządu w coś, co było jedynie nieetycznym zachowaniem dwóch polityków PO.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj