Spór o godło na koszulkach piłkarzy
Orzełek odleciał
Reprezentacja Polski ma koszulki bez orła. Oto, jak obrócić to w zwycięstwo.

Wśród polskich kibiców wrze. Najszybciej zagotowało się oczywiście na Facebooku, gdzie urządzono protesty, które z miejsca poparło kilkadziesiąt tysięcy osób. Przeciwstawiają się – podobnie jak część dziennikarzy, a nawet niektórzy  działacze – brakowi godła Polski na nowej koszulce reprezentacyjnej. Stosowne pismo oburzonych przesłane zostało do Polskiego Związku Piłki Nożnej. „Pokażmy PZPN, że nie chcemy ich logo na NASZYCH koszulkach!” – apelują facebookowicze.

Koszulki szyje Nike na zamówienie PZPN. Zawody organizuje UEFA na stadionach PGE i innych sponsorów (niektóre areny wciąż o nich walczą), za pieniądze Coca-Coli, Carlsberga i McDonald’s, by wymienić tylko kilku. Piłkarze, na co dzień szkoleni za pieniądze sponsorowanych klubów, grać będą piłkami Adidasa ku chwale tysięcy podmiotów gospodarczych, które planują na Euro zarobić. Orzełka nie da się zastrzec i sprzedać, bo jest godłem krajowym, ale logotyp organizacji futbolowej (którą zresztą nasi chcąc nie chcąc będą reprezentować) – już tak.

Cały świat już dawno handluje w ten sposób, co trzeźwo zauważył Wojciech Szczęsny. A tu nagle, w przeddzień patriotycznego święta, tysiące kibiców zorientowało się, że ktoś im tę ulubioną grę dawno przehandlował. Halo! Chcemy mieć inną piłkę nożną? Nie ma sprawy, proponuję w tym celu już dziś zamiast protestu na Facebooku (który też nie jest notabene instytucją publiczną) zacząć ogólnonarodową zrzutkę. A na razie zacząć trenować – w koszulkach - samoróbkach z orzełkiem na piersi, na boiskach lokalnych, salach gimnastycznych lub pod blokiem. Ale swoje najki albo adidasy w zgodzie z antykomercyjnym protestem zostawiamy w domu!

Michał Listkiewicz proponuje, żeby orzełki na koszulkach doszywać. Mnie tam się to wydaje mało zabawne – chyba żeby to robił własnoręcznie zarząd PZPN. Bo nie lubię zarządu PZPN, ani nawet struktur terenowych, ani niczego, co stało koło PZPN dłużej niż piętnaście minut. Ale mimo to uważam, że cała sprawa jest pełna zadęcia i hipokryzji – po stronie kibiców. Prawdopodobnie internetowy ruch umrze śmiercią naturalną dzień po 11 listopada (swoją drogą, mam nadzieję, że wszyscy jego uczestnicy wywieszą jutro flagę). A jeśli nie, wszystkim zainteresowanym proponuję przyjąć następującą procedurę: jak zespół z „tym czymś” na piersiach wygra Euro, to uznajemy, że był reprezentacją Polski, a jeśli nie – że był drużyną PZPN-u. Co zapewni wszystkim zainteresowanym futbolem ludziom zwycięstwo w każdym możliwym wypadku. Gra?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj