POLEMIKA: Żakowski o wydarzeniach z 11 listopada
Fałszywa symetria
Tym razem nie szukajmy winy pośrodku – burdy wywołali zadymiarze, których prawica ściągnęła na swój pochód – pisze w polemice z Malwiną Dziedzic Jacek Żakowski, który 11 listopada uczestniczył w pikniku Kolorowej Niepodległej.
Publicysta 'Polityki' Jacek Żakowski brał udział w manifestacji Kolorowej Niepodległej.
Krzysztof Kuczyk/Forum

Publicysta "Polityki" Jacek Żakowski brał udział w manifestacji Kolorowej Niepodległej.

“Druga strona, czyli organizujące kontrmanifestację środowiska lewicowe, nie pozostają bez winy. I one w niemałym stopniu przyczyniły się do tego, że obraz obchodów Święta Niepodległości zdominowały zdjęcia z ulicznych bijatyk. Nie wydaje się aby najlepszą formą walki z faszyzmem (bo przecież to hasło miało przyświecać organizatorom, także „pokojowych”, serii blokad Marszu Niepodległości) była walka wręcz, nie tylko zresztą z narodowcami, ale i policjantami”napisała Malwina Dziedzic dla „Polityka.pl”.

Nie odbiega to od tonu dominującego w mediach, na których głupstwa machnąłem już ręką, ale ponieważ też pracuję w „Polityce”, tym razem muszę zabrać głos. Bo nie bardzo wiem, w jaki sposób przyczyniłem się do takiego „obrazu” i zwłaszcza do „ulicznych bijatyk”.

Najpierw sprostowania. Po pierwsze nie było kontrmanifestacji środowisk lewicowych. W Warszawie nie było ani jednej lewicowej manifestacji, więc nie było też lewicowej kontrmanifestacji. Po drugie nie było „serii blokad”. Pokojowych ani niepokojowych. Był tylko wieco-piknik pod nazwą Kolorowa Niepodległa, na którym zebrało się kilka tysięcy osób, w tym ja. Miejsce na Marszałkowskiej zostało tak wybrane, żeby uniemożliwić przemarsz faszystów przez miasto, jak to miało miejsce dwa lata temu. Ponieważ Kolorowa została zarejestrowana wcześniej, niż Marsz Niepodległości, trudno jest twierdzić, że coś blokowaliśmy, chociaż istotnie coś chcieliśmy uniemożliwić. Mianowicie paradowanie faszystów, rasistów i zwykłych bandytów w tę i nazad głównymi ulicami Warszawy. Po trzecie naszą formą „walki z faszyzmem” nie była „walka wręcz”, ale radosne świętowanie przy muzyce, tańcach i grze na bębnach.

Nie atakowaliśmy (i nie robiła tego żadna związana z Porozumieniem 11 Listopada grupa) Marszu Niepodległości. Marsz szedł przez nikogo nie niepokojony - co potwierdza nawet red. Rafał Ziemkiewicz. Natomiast w Marszu i wokół niego aktywna była kilkutysięczna grupa naziolsko-kibolska, która m.in. kilkaset metrów od nas, na Placu Konstytucji, toczyła regularną bitwę z policją, potem zdemolowała Plac na Rozdrożu (paląc m.in. wóz TVN), obrzuciła czymś Belweder oraz ambasadę Rosji i od wczesnego ranka do wieczora - mniejszymi oddziałami - grasowała po mieście.

Parę takich oddziałów próbowało atakować otoczony kordonami Antify i policji teren pikniku Kolorowej Niepodległej, wdzierając się na krótko między te dwa kordony. Obrzucali nas kamieniami i środkami zapalającymi, po czym rzucali się do ucieczki. Ale nikt ich nie gonił. Na Nowym Świecie kibole ze Śląska zaatakowali grupę charakterystycznie ubranych niemieckich antyfaszystów (opisali to na kibolskiej stronie w Internecie), których policja zapędziła potem do kawiarni Nowy Wspaniały Świat, gdzie zostali bez oporu zatrzymani. W zamieszaniu oberwało się też niewinnej grupie rekonstrukcyjnej.

Większość Niemców została już zwolniona - bo nawet nie brali udziału w szarpaninie. I oczywiście nie mogli brać udziału w zamieszkach, bo gdy one trwały, siedzieli w areszcie. To jest jedyny znany incydent, w związku z którym pojawiły się publiczne zarzuty (głoszone m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego), że jakaś grupa lewicy była agresywna wobec najszerzej rozumianej prawicy. Policja i władze Warszawy ani razu nie zwróciły uwagi organizatorom Kolorowej i nie mały żadnych pretensji do Antify, która nas chroniła.

Teraz ogólna pointa w dwóch punktach.

Po pierwsze nie zawsze warto ulegać - jak to zrobiła mediów i polityków - skłonności do szukania winy po środku. Czasem winna jest tylko jedna strona. A zwłaszcza nie zawsze warto szukać winy wedle politycznego klucza – np. na linii podziału prawica-lewica. Tym razem burdy wywoływali i walki toczyli tylko zadymiarze, których prawica ściągnęła na swój pochód i którzy zrobili to, co mają zwyczaj robić po meczach albo na kibolskich ustawkach.

Po drugie, kiedy zabiera się głos w jakiejś sprawie, dobrze jest zapoznać się z faktami, żeby nie powtarzać błędów (o blokadach, kontrmanifestacjach, WALCE WRĘCZ itp.) za innymi i by dać sobie szansę na wyciąganie bliższych prawdzie wniosków.

Na koniec pytanie do tekstu, z którym polemizuję. Rozumiem, że Malwinę Dziedzic – podobnie jak mnie – niepokoi zjawisko odradzania się postaw faszystowskich itp., ale taktyka Kolorowej Niepodległej wydaje jej się nieodpowiednia. Ma do tego prawo. Ja też nie jestem entuzjastą wystawania godzinami na chłodnym listopadowym powietrzu, w oparach gazu puszczonego przez walczącą z bandytami policję i jednak w sytuacji pewnego zagrożenia. Nawet jeśli te godziny płyną w tak dobrej atmosferze i tak miłym towarzystwie, jak pod sceną na Marszałkowskiej. Będę bardzo wdzięczny, jeśli autorka ujawni, jakie ma lepsze pomysły na walkę z faszyzmem. I jak je wciela w życie. W miarę możliwości - chętnie się przyłączę.

CZYTAJ TAKŻE: Odpowiedź Malwiny Dziedzic

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj