Gargas, Lichocka, Stankiewicz – prawicowe misjonarki
Trzy furie prawicy
Anita Gargas, Joanna Lichocka i Ewa Stankiewicz to najbardziej gorliwe głosicielki wiary smoleńskiej. Ich filmy weszły do jej kanonu, a one same zdobyły status niemal świętych męczennic.
Joanna Lichocka, Anita Garas oraz Ewa Stankiewicz
Sławomir Kamiński, Jacek Łagowski, Kuba Atys/Agencja Gazeta

Joanna Lichocka, Anita Garas oraz Ewa Stankiewicz

Trzy czołowe dziennikarki prawicy, Anita Gargas, Joanna Lichocka i Ewa Stankiewicz, jakby się podzieliły zadaniami. Uświęcona mianem polskiej Joanny d’Arc Stankiewicz dba o uciskany przez władzę „lud smoleński”, Lichocka niestrudzenie wieszczy koniec Tuska i Platformy, demaskując przy okazji „przemysł przykrywkowy”, czyli „wspierające władzę media”, Gargas zaś obsługuje samą katastrofę smoleńską.

Oto próbki ich publicystycznych umiejętności z ostatnich tygodni. „Musi być naprawdę źle, skoro mimo nieustającego lansu premiera i jego ministrów w koncesjonowanych mediach elektronicznych sondaże pokazują dramatycznie niskie poparcie dla rządzących. Może stąd – z wiedzy o kruchości układu rządzącego i potężnej dezaprobacie, z jaką spotyka się on od dłuższego już czasu – wynika drastyczność metod używanych przez polityków PO? Może hamulce puszczają nie dlatego, że władza jest tak pewna swojej siły i przewagi, ale właśnie dlatego, że jest potężnie przestraszona (…). Premier i jego otoczenie na serio obawiają się Marty Kaczyńskiej, naprawdę doceniają pamięć Lecha Kaczyńskiego i mit zmarłego prezydenta. Dobrze wiedzą – lepiej niż my wszyscy – że pewnego dnia to wszystko, co przez lata rządów uczynił Tusk, i to, czego nie zrobił, może go zmieść nie tylko z fotela premiera, ale w ogóle ze sceny politycznej. To strach każe platformersom sięgać po przemoc” – pisała Lichocka w „Gazecie Polskiej” na początku lutego.

„Jesteśmy w bardzo groźnej sytuacji. To znaczy mamy do czynienia nie z nieudolnymi rządami jakiejś grupy, która po prostu kopie sobie w piłkę i nie chce jej się przypilnować jednych czy drugich interesów. Mamy do czynienia z rozbiorem Polski: gospodarczym, politycznym, praktycznie we wszystkich dziedzinach. Mamy do czynienia również ze zbrodniarzami. Bo to nie są tylko nieudacznicy, ale zbrodniarze. Mamy kolejną śmierć osoby publicznej w Polsce, eksperta lotniczego Krzysztofa Zalewskiego [przedstawianego w GP jako eksperta badającego katastrofą smoleńską – red.], mamy całą serię zgonów” – to fragment wypowiedzi Stankiewicz z programu „Rozmowa Niezależna” umieszczonego pod koniec grudnia na stronie „Gazety Polskiej”.

Wreszcie Gargas, która w niedawnym wywiadzie dla „Polski” twierdząc, że 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie Tupolewa „wybuchy miały miejsce” zasugerowała, że katastrofa smoleńska była w istocie robotą Kremla. „Znane są w najnowszej historii przypadki, kiedy Kreml zwyczajnie likwidował przeciwników politycznych. O tych zbrodniczych metodach załatwiania porachunków politycznych nie powinniśmy zapominać. Podobnie jak powinniśmy pamiętać, że wywiad rosyjski zawsze bardzo aktywnie działał i jest skuteczny do dziś. Moskwa nie akceptuje sprzeciwu”.

Swoją ostatnią krucjatę Anita Gargas rozpoczęła na początku roku w sali kina Wisła na warszawskim Żoliborzu (kilkaset metrów dalej stoi rodzinny dom Kaczyńskich). – Wydrzemy prawdę o katastrofie niezależnie od tego, iloma warstwami kłamstwa będzie skrywana. To mogę państwu obiecać – mówiła do wypełnionej po brzegi sali podczas premierowej projekcji „Anatomii upadku”, swego najnowszego filmu o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Przetłumaczony na kilka języków, reklamowany jako ten, który „rozbija w pył oficjalną wersję przebiegu katastrofy”, miał być głównym egzorcyzmem przeciwko ostatniemu przejawowi tego „kłamstwa”, czyli filmowi National Geographic Channel „Śmierć prezydenta. W oczach wyznawców egzorcyzmem zapewne skutecznym, w końcu „Anatomię”  pokazaną w pierwszym programie TVP obejrzało 3,1 miliona widzów, o ponad 200 tys. więcej niż rekonstrukcję National Geographic, co zresztą skwapliwie odnotowały prawicowe media.

Sukces filmu Gargas w publicznej telewizji zapewne wyniesie go do rangi kolejnej części smoleńskiej ewangelii filmowej po „Solidarnych 2010” i „Mgle”. Ją samą ustawi na równi z autorkami tych filmów: Ewą Stankiewicz i Joanną Lichocką, która w przedzień trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej pokazała swój najnowszy dokument o Lechu Kaczyńskim pt. „Prezydent”.

Wszystkie one mają w sobie specyficzną żarliwość i emocję raczej niespotykaną w „męskiej”, prawicowej publicystyce. Jakby tu chodziło o coś więcej, a podział na dobro i zło, światło i ciemność, był jeszcze bardziej wyrazisty.

Formacja
Znajomi mówią, że nie były zwyczajne. Każda podobno miała w sobie to coś, co wyróżnia z tłumu i pcha do przodu. Gargas, najstarsza z nich (rocznik 1964), z racji wcześniejszego urodzenia jako jedyna miała okazję wykazać się w solidarnościowym podziemiu. W latach 80. jako studentka matematyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach należała do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Solidarności Walczącej.

Znajomi z tamtych czasów pamiętają, że wyróżniał ją ostry antykomunizm. Kiedyś, już w wolnej Polsce, miała powiedzieć, że komunistów nienawidzi i zawsze będzie ich ścigać. – Znamy się prawie 35 lat i od kiedy pamiętam, Anita była typem zdecydowanie walczącym. Była radykalna i jednoznaczna. Taki ma charakter. Gdy ją odwiedzałam, zastanawiałam się czasem, skąd w niej tyle tego charakteru – wspomina Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka PO, koleżanka Gargas jeszcze z czasów nauki w katowickim liceum im. Marcelego Nowotki (razem też studiowały matematykę i pracowały w „Tygodniku Solidarność”, gdzie Gargas na początku lat 90. stawiała pierwsze kroki w poważnym dziennikarstwie). – Z powodu tego radykalizmu czułam się przy niej czasem jak ciocia, bo choć jestem dwa razy mniejsza, to często próbowałam tonowaćjej zapędy. Spokojniej Anita, mówiłam.

Już w liceum Gargas potrafiła pójść ostrym kursem. Na jeden z pochodów pierwszomajowych przyszła z ustami wymalowanymi wściekle czerwoną szminką, z imponującym afro na głowie. W tamtych czasach wymagało to odwagi, bo nie mogło zostać odebrane inaczej jak prowokacja.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj