Kongres od babskich spraw
Aura dla atletek
Kongres Kobiet – już piąty – to oryginalny byt społeczny, polegający na dorocznym gromadzeniu się przez dwa dni kilku tysięcy osób (głównie, rzecz jasna, uczestniczek), by wystąpić przeciw stereotypom, które wciąż nie pozwalają zająć kobietom równorzędnej z mężczyznami pozycji.

I w ich własnych rodzinach, i w zarabianiu pieniędzy, i w rządzeniu krajem. Wiosną tego roku sam Kongres padł ofiarą stereotypu. Rezygnacja Jolanty Kwaśniewskiej i Henryki Krzywonos z udziału w Radzie Programowej wzbudziła żywszą reakcję mediów niż poprzednie zjazdy. Reakcję pełną osobliwego schadenfreude: patrzcie państwo, jak się babiniec nadyma, szpile sobie wbija. W siedzibie kongresowego Stowarzyszenia zjawiły się kolejno trzy ekipy telewizyjne z tym samym pytaniem: czy z pamiątkowej planszy z autografami założycielek zostaną teraz wywabione te należące do „renegatek”?

Do żadnej afery, nawet w kategoriach towarzyskich, w istocie nie doszło. Odejście dwóch symbolicznych – każda na swój sposób – postaci nie osłabiło organizacyjnego impetu: pięciu sesjom plenarnym i 25 panelom tematycznym będą towarzyszyć liczne atrakcje kulturalne. Kongres wymyka się konwencjom znanym z życia publicznego, bo należy do kategorii tzw. nowych ruchów społecznych, obserwowanych na Zachodzie i opisywanych przez socjologię od lat 70., ale u nas – pionierskich. Ich specyfika, tłumaczy prawniczka i socjolożka prof. Małgorzata Fuszara (z Kongresem związana od początku), polega m.in. na tym, że formalnie do nich się nie przynależy, że władz tam się nie wybiera (do Rady można się zgłosić), że raz jest się aktywniejszym, innym razem – mniej, że cele nie tyle się osiąga, ile identyfikuje i ku nim zmierza.

Trudno powiedzieć, że to Kongres załatwił parytety w prawie wyborczym, nowelizację Kodeksu karnego dotyczącą gwałtu czy wydatniejszą pomoc dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, ale na pewno stworzył aurę dla wielu zmian prawnych. Nie da się go jednak zakwalifikować ani jako zaczynu partii politycznej, ani przyczółku radykalnego feminizmu, ani klubu towarzyskiego znanych postaci, szukających adoracji wśród społeczniczek, nauczycielek, sołtysek, pań wójtów, przedsiębiorczyń itd. Bo to jest ruch bardzo lokalny. O czym będzie mowa w Warszawie? Równie intensywnie o nowej tożsamości kobiet i mężczyzn w rodzinach, co o klimacie i energetyce. O zdrowiu, seksualności człowieka, starzejącym się społeczeństwie, dojrzałym przywództwie w biznesie, o życiu religijnym. To nie są babskie sprawy, jakby podpowiadał stereotyp babińca. To o nas wszystkich.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj