Minister zdrowia unika decyzji w sprawie lekarskiej „Deklaracji Wiary”
Polityka uników
Bartosz Arłukowicz daje wyraz swemu strachowi, ale obaw pacjentów nie rozwiewa. Nie określa żadnych zasad. Te będą nam za nasze pieniądze dyktować lekarze, stosownie do wyznawanej przez siebie wiary.
Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta

Trzy tysiące lekarzy, którzy podpisali „Deklarację Wiary”, stwierdziło, że w swojej pracy zawodowej będą kierować się prawem boskim, a nie państwowym. Mają do tego prawo i nikt nie powinien próbować ich zmuszać, by postępowali wbrew własnym przekonaniom. Należy jednak odpowiedzieć też na pytanie, do czego mają prawo pacjenci płacący składkę na zdrowie.

Mają otóż prawo do leczenia, które gwarantuje im konstytucja, a organizuje państwo, a nie Kościół. W jego zakres żaden Kościół ingerować nie może. To sprawa państwa i obywateli. Jeśli niektórzy lekarze uważają, że praca w publicznej służbie zdrowia jest sprzeczna z ich przekonaniami, nie wolno ich do niej zmuszać. Niech uprawiają swój zawód w gabinetach i klinikach prywatnych. Kontraktu z NFZ nikomu nie należy wciskać na siłę.

Chociaż jednak o deklaracji wiary mówi się od dobrych kilku dni, minister zdrowia unika klarownego ustosunkowania się do niej. Kluczy. Bartosz Arłukowicz twierdzi, że tam, gdzie chodzi o ludzkie życie, o wyższości prawa boskiego nad państwowym mowy być nie może. Tak mówiąc, daje tylko wyraz swemu strachowi, ale obaw pacjentów nie rozwiewa. Nie określa żadnych zasad. Te będą nam za nasze pieniądze dyktować lekarze, stosownie do wyznawanej przez siebie wiary.

Możemy więc mieć nadzieję, że jeśli będzie potrzebna nam transfuzja, a trafimy na lekarza, któremu wiara przetaczania krwi zabrania, to poszukają innego. A może każą szukać rodzinie? A jeśli będzie potrzebna tylko recepta na środki antykoncepcyjne? Co w sytuacji, gdy pacjentka ma założoną spiralę – czy wtedy ginekolog wierzący odeśle ją do kolegi, czy tylko da do zrozumienia, co o niej myśli? Podobne sytuacje możemy mnożyć. Nie chodzi tylko o aborcję i in vitro. W każdej na stres narażony będzie pacjent. Jakim prawem? Boskim? Bo państwo się boi?

Dlaczego skutki deklaracji lekarzy mają spadać nie na nich (tak wybrali), ale na pacjentów? To oni mają pytać, który lekarz leczy zgodnie z kontraktem z NFZ, a który kieruje się wytycznymi Kościoła. To ich będzie się odsyłać od jednego lekarza czy szpitala do innego. Może więc państwo zrzeknie się organizacji publicznej służby zdrowia i powierzy ją Kościołowi? Wtedy przynajmniej będzie wszystko jasne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj